Wysiadamy z Agnes na lotnisku w Polsce. Wita nas zimne powietrze, jest styczeń 1941 roku. Wsiadamy do eleganckiego auta, w którym czeka na nas szofer w zielonym, gustownym mundurze dokładnie takim w jakim chodzi nasz kochany ojciec. Nie wiem jak Agnes, ale ja się bardzo cieszę, że znów go zobaczę. Jedziemy ulicami, nieznanego nam miasta które ma stać się naszym nowym domem prawdopodobnie na bardzo długi czas. Fuhrer prowadzi wojnę z tym niewdzięcznym krajem - Polską - już od dwóch lat. Rozglądam się z mimowolnym zaciekawieniem za okno na wrogie miasto. Gdzieniegdzie walają się jeszcze gruzy po 1939 roku, ale gdyby pominąć ten mały szczegół to to miasto jest naprawdę ładne. Oczywiście nie tak jak nasz kochany Berlin, ale jednak ładne. Szkoda tylko, że z tak przeokropnymi ludźmi, wstydzę się że jestem polką. Auto zatrzymuje się w dzielnicy niemieckiej - jak głosi napis - szofer otwiera nam drzwi. Wysiadam i rozglądam się dookoła. Ta dzielnica jest stanowczo najładniejsza. Otaczają nas - mnie i Agnes - jasne, eleganckie budynki mieszkalne tylko dla Niemców. Niestety nie będziemy tutaj mieszkać, bo w tej wydzielonej dzielnicy mieszka nasz ojciec, a chcemy być samodzielne. Jakiś uprzejmy Niemiec całuje nas w dłonie.
- Guten morgen Fraulein Karolina, guten morgen Fraulein Agnes. ( dzień dobry panno Karolino, dzień dobry panno Agnes ) Her von Kastner czeka na panie w swoim mieszkaniu. Zapraszam! - powiedział po niemiecku i zaprowadził nas do mieszkania tatusia. Serce biło mi jak oszalałe. Mężczyzna doprowadził nas pod drzwi i zostawił same.
- Też nie możesz się doczekać? - zwróciłam się do Agnes po niemiecku. Siostra tylko skinęła głową, nie lubiła okazywać emocji, a ja natomiast nie umiałam nad nimi zapanować. Zapukałam. Za drzwiami usłyszałyśmy szmer i kroki, a po chwili drzwi otworzyły się szeroko i zobaczyłyśmy szeroko uśmiechniętego tatusia.
- Papa! - wykrzyknęłam i bardzo mocno go przytuliłam. - Jak się cieszę, że cię znowu widzę! Dobrze, że nic ci się nie stało. - tata chwycił mnie za ramiona i ucałował w oba policzki, następnie przywitał się z Agnes. Po gorących powitaniach zaprosił nas do salonu na kawę i ciasto.
- Muszę wam opowiedzieć wszystko o tym mieście. Jest bardzo niebezpieczne. Polacy - sztucznie splunął na dywan - próbują przeciwstawić się naszej polityce i naszemu drogiemu Fuhrerowi.
- Jak tak można? Przecież... traktujecie ich dobrze. To wina Żydów, że i im się obrywa. - mówi Agnes.
- Córeczko, między Polakiem, a Żydem nie ma za dużej różnicy.
Nie odzywam się. Wiem, że Fuhrer nie lubi Żydów, a ja nie miałam i nie mam do nich żadnych wyrzutów. Tego tylko nie rozumiem w naszym drogim Fuhrerze. Wolę jednak nie wyrażać swojego zdania, które sprzeczne jest wobec Fuhrera. Przypomina mi się, że skoro Polacy nie różnią się niewiele od Żydów, to czy ja też jestem... w połowie Żydówką? Nie, to nie możliwe. Tata musi się mylić.
- Polacy zabijają naszych obywateli. Są okrutni. Wypisują jakieś bzdury na temat Fuhrera. Najgorsze jest to, że ich jest coraz więcej. Nie możemy ich zatrzymać pokojowo i musimy działać siłą. Niektórych napisów nie rozumiemy. Przydałabyś się nam do tłumaczenia. - zwraca się do mnie ojciec. Kiwam głową na zgodę.
- Daj mi tylko kilka dni na zadomowienie się, rozejrzenie i zapoznanie z tym miastem.
Ojciec spogląda na mnie, potem na Agnes.
- A ty Agnes? Znalazłaś pracę?
- Tak, tato. Będę księgową w Alei Szucha.
- Dobrze córeczki. Cieszę się, że mogłem was zobaczyć. Teraz niestety muszę już wracać do pracy. Fritz odwiezie was do waszych mieszkań. Do zobaczenia w pracy. Załatwię ci posadę Karolino.
- Dobrze Papo.
Wsiadamy do czarnego auta, ruszamy.
- Nie sądzisz, że to miasto jest ładne? - pytam siostry, spoglądając za okno i mijające przez nas budynki.
- Może i jest, ale jest pełne wrogów którzy czekają na okazję aby wybić naszych. Nie będę się przyglądała ich kulturze. Dla nas i dla Fuhrera są zwykłymi robakami. - Popatrz tylko na to. To pewnie ich napis - mówi do mnie siostra. Spoglądam w kierunku, który mi pokazuje i widzę czarny napis na ścianie: ,,Tylko świnie siedzą w kinie''
- Wiesz co to znaczy prawda? Ja nie wiem. Dlatego jesteś im potrzebna.
- Tylko świnie siedzą w kinie. To oznacza ten napis. Tutaj obok pewnie jest kino.
Po moich słowach zapada cisza. Jedziemy jeszcze dalej. Ciągle oglądam scenerię za oknem. Nagle zauważam czerwoną ścianę.
- JEZUS MARIA! - wrzeszczę, aż kierowca się zatrzymuje. Zatykam usta dłonią. Na ścianie widnieją czerwone rozbryzgi zaschniętej krwi. Jest mi niedobrze.
- JEDŹ CZŁOWIEKU!!! JEDŹ!! - krzyczę, jestem cała rozdygotana. Spoglądam na siostrę, która oczy ma szeroko otwarte ze zdziwienia i z zaskoczenia. Kiedy znów jedziemy ulicami miasta, już się tak nim nie zachwycam.
- To była krew naszych, prawda? - pytam kierowcy. Mężczyzna uśmiecha się.
- Ja, Fraulein Karolina.
- Oni wszyscy nas nienawidzą. Dlaczego? - moje pytanie zostaje bez odpowiedzi, kierowca zatrzymuje auto, wyciąga moje bagaże i prowadzi do mojego mieszkania.
YOU ARE READING
Tłumaczka [ZAWIESZONE]
Historical FictionKarolina von Kastner jest córką polki Janiny Butrymowicz i niemca Franza von Kastnera oraz starszą siostrą Agnes. Zamieszkali w Berlinie, a rok później urodziła się Karolina. Na prośbę matki pierwsza córka otrzymała polskie imię, druga natomiast nie...
![Tłumaczka [ZAWIESZONE]](https://img.wattpad.com/cover/206748340-64-k466782.jpg)