- Ona nie żyje.
Wpatrywałam się nieruchomo w delikatne ciało dziewczyny. Głos liderki dobiegał do mnie jakby zza szyby.
"Nie żyje."
Obok mnie Gahyeon obejmowana przez Dami osunęła się z płaczem na podłogę. Powiodłam nieobecnym wzrokiem po pomieszczeniu. Te same ściany, meble. To samo miejsce, w którym kilka dni temu ćwiczyłyśmy układ na nasz comeback. Lustra odbijające rzeczywistość w niezmienny sposób.
Rzeczywistość, której w tym momencie nie mogłam znieść. Którą znienawidziłam.
Rzeczywistość, w której Yoohyeon blada i drżąca siedziała skulona przy ścianie ze łzami spływającymi po policzkach. Ta, w której Handong zachowując resztki zdrowego rozsądku tłumaczyła przez telefon zespołowi ratowniczemu co wydarzyło się niecałą godzinę temu. Rzeczywistość, w której JiU klęczała na podłodze tuląc do siebie coraz zimniejsze ciało naszej przyjaciółki.
Nienawidziłam tej rzeczywistości.
Tej, w której SuA odebrała sobie życie.
Nie czułam nic. Nie docierały do mnie bodźce, dźwięki. Zalała mnie niekończąca się fala wspomnień.
Pierwszy dzień. Pierwsze spotkanie. Oczyma wyobraźni zobaczyłam jak rozpromieniona dziewczyna wchodzi do pokoju, tak jak zrobiła to kilka lat temu. Była taka piękna. Nie potrafiłam zebrać myśli gdy pochyliła się nade mną i ze zniewalającym uśmiechem zapytała o moje imię. W tamtym momencie nie potrafiłam określić czy w ogóle je mam.
Zawsze wstawała najwcześniej, ćwiczyła najdłużej. W tańcu była najlepsza. Gdy się poruszała nie mogłam oderwać od niej wzroku. Jej niesamowite ciało przyciągało mnie z całą mocą. Nocami zakradałam się do sali, w której SuA ćwiczyła tylko po to by móc ją podziwiać.
Nie miała o niczym pojęcia, nigdy nie zdradzałam własnych uczuć ani słowami ani zachowaniem. Bałam się, tak bardzo się bałam, że doprowadzi to do rozpadu naszej przyjaźni, do rozpadu zespołu. Na to nie mogłam pozwolić za żadne skarby świata. Nie chciałam by cokolwiek się skończyło. Ale czy kiedykolwiek mogło być gorzej niż jest w tym momencie? Gdy patrzę na martwą a jednocześnie wciąż piękną dziewczynę? Nie chciałam i nie potrafiłam przyjąć tego do siebie.
"Ona nie żyje."
Ledwo utrzymując się na słabnących nogach wyszłam z sali. Nie słyszałam dziewczyn, ich płaczu,sygnału karetki pogotowia ratunkowego czy policji, nie wiem czy którakolwiek zauważyła, że opuściłam pomieszczenie. Nic się nie liczyło.
"Ona nie żyje"
Kilka chwil później stałam w łazience. Nie pamiętałam nawet czy chciałam tam pójść. Moje ciało samo podjęło tą decyzję. Z kranu leciała woda, po moich policzkach płynęły łzy.
"Ona nie żyje."
Powtarzałam w głowie te słowa jak mantrę gapiąc się w lustro, w którym moje odbicie było tylko rozmazaną plamą za mgłą przesłaniającą moje oczy.
"Ona nie żyje."
Poczułam nienawiść. Do świata, dożycia, śmierci, do mnie samej. Stałam się własnym wrogiem. Wrogiem, którego musiałam zniszczyć, pozbyć się jak najszybciej.
"Ona nie żyje."
Pogardliwie patrzyłam na dziewczynę w lustrze a ona odpowiadała mi tym samym.
"Ona nie żyje."
Przez Ciebie. Przez Ciebie. Przeze mnie.
"Ona nie żyje."
Już wiedziałam. Patrząc w oczy memu wrogowi już wszystko wiedziałam.
"Nie żyje."
Niedługo się zobaczymy, ukochana.
