Rozdział 1

309 12 2
                                        

Zuza

Była wczesna godzina, chyba 5:40, kiedy się obudziłam. Zaraz miałam wstawać i szykować się do pracy gdy nagle zadzwonił dzwonek od drzwi.

Byłam bardzo ciekawa komu przyszło nachodzić mnie o tej porze, więc postanowiłam otworzyć.

- Już,już spokojnie. Już idę! - zawołałam i otworzyłam drzwi. Osoby która tam stała zupełnie się nie spodziewałam. A był nią....Wojtek.

- Co ty tu robisz? - zapytałam słabo.

-  A co myślałaś, że to Zapała?Przyszedłem pogadać. Mogę wejść?

- Jasne, wchodź. - przytaknęłam, ale szybko pożałowałam tej decyzji.

- Chcesz kawy? - rozejrzałam się nieprzytomnie w poszukiwaniu kubków.

- Tak poproszę.

- To o czym chciałeś pogadać? - uniosłam wyżej lewą brew, podając mu parujący napój.

- Już wiem z kim przegrałem walkę o twoje serce, Zuza.

- Że co proszę? - miałam nadzieję, że się przesłyszałam, ale ona od zawsze była matką głupich.

- Nie wiedziałem że lubisz żonatych. - odparł pewny siebie.

- To jest żałosne. Proszę cię wyjdź. -  byłam wkurzona. Niech się zajmie własnymi sprawami a nie relacjami pomiędzy mną i Krzyśkiem.

- Dzięki za kawę. Kochana jesteś. - powiedział po czym szybko wyszedł.

Jego niespodziewane odwiedziny mocno dały mi w kość. Bo gdyby jeszcze kłamał. Ale on mówił prawdę. Mimo, że się starałam z Krzyśkiem nadal łączyła mnie nie tylko przyjaźń.

Był dla mnie kimś więcej i mimo świadomości, że ma żonę zakochałam się w nim. Nie wiem dlaczego. 

W drodze do pracy cały czas  rozmyślałam o wizycie byłego partnera, przez co, mimo iż dość wcześnie wyszłam z domu, to na komendę dotarłam spóźniona.

Po prostu przejechałam komendę i nie skupiając się na drodze, a na wizycie Wojtka, Emilce i, Krzyśku.

Kiedy wreszcie dotarłam Krzysiek był już przebrany i, w całkiem niezłym humorze, w przeciwieństwie do mnie.

Nie chciałam zaprzątać mu głowy spotkaniem z Wojtkiem, i moimi domyśleniami. Przynajmniej nie teraz.

Postanowiłam więc udawać, że wszystko jest okej. Trudno mi to przychodziło, ale chyba się udało, skoro Krzysiek nie zwracał na mój nastrój najmniejszej uwagi.

Jak się później okazało, podczas mojej nieobecności nie było odprawy, więc od razu mieliśmy jechać na patrol.

Parę minut po patrolowaniu ulic przez radio odezwał się Jacek.

- Macie wezwanie na ulicę Kwi**wą do firmy. Podejrzenie o kradzieży. Właściciel podobno złapał złodzieja na gorącym uczynku.

- Zrozumiałam. Już tam jedziemy. - powiedziałam i razem z Krzyśkiem pojechaliśmy w podane miejsce.

Kiedy tam dojechaliśmy okazało się że sytuacja jest trochę inna. Na miejscu czekali na nas właściciel firmy i jego syn.

Zuza i Krzysiek ~ Crazy LoveHistorias para obsesionarse. Descúbrelo ahora