Wiele rzeczy z jego dzieciństwa zwyczajnie mu umykało. Nie pamiętał dla przykładu, jak zgubił się na rozległym targowisku jako czteroletni zaledwie brzdąc. Nie pamiętał lub nie chciał pamiętać, tak to już bywa, że rzeczy nieprzyjemne często próbujemy wymazać ze wspomnień. Było jednak coś, czego nie zapomni do końca swojego życia, co pamiętać będzie nawet i jeszcze jeden dzień dłużej.
Eryk od zawsze był nieco inny niż jego rówieśnicy. Nieśmiały, wątły chłopaczek o bladej cerze bywał często odrzucany przez kolegów z klasy. Zamiast bawić się z przyjaciółmi, on zawsze zostawał w tyle... zupełnie sam. Po latach przywykł do takiego stanu rzeczy, jednak w głębi serca nigdy się na to nie zgadzał.
W domu sytuacja wcale nie rysowała się lepiej. Rodzice, wiecznie czymś zajęci, nie mieli czasu na spędzanie czasu wspólnie z synem. I było tak, chociaż w praktyce tylko mama chodziła do pracy. Spędzała w niej znaczną część dnia, więc gdy już skończyła zmianę, wracała do domu bardzo późno i na dodatek tak wykończona, że nie była w stanie nawet porozmawiać z Erykiem. Tata zaś całe dnie przesiadywał na kanapie, przerzucając kanały. Mama parę tygodni wcześniej zrobiła o to awanturę - pan Jagodzki w końcu zaczął szukać sobie pracy. "Zaczął" to tutaj jak najbardziej odpowiednie słowo, bo finalnie żadnej pracy dla siebie nie znalazł, twierdząc uparcie, że każda uwłacza jego godności wynikającej z posiadanych kwalifikacji. I tak już zostało.
Eryk całe popołudnia spędzał więc na pobliskim placu zabaw, bardzo zniszczonym i zaniedbanym, dlatego chłopiec nie miewał często gości. Zjeżdżalnia, ilekroć zjechało się po niej, zostawiała na spodniach trudne do spania, rdzawe ślady, zaś huśtawki sprawiały wrażenie, jakby zaraz miały wypaść z zawiasów. Jednak dziewięciolatek wcale nie zawracał sobie tym głowy. Mógł tu bawić się zdala od otaczającej go, ponurej rzeczywistości i na moment przenieść się do świata własnej fantazji. Było to zatem miejsce idealne.
Jedynym jego minusem było bliskie sąsiedztwo Strasznego Domu. Opuszczony budynek z ogromnym, zarośniętym ogrodem ział pustką od dobrych paru dekad. Był to widok prawdziwie nietypowy: opustoszały dom, otoczony istną dżunglą, pośród szarych blokowisk. Jednak dla chłopca był on nie tyle dziwny, co niepokojący. Mijał go tak często, że powinien już dawno przywyknąć do jego obecności. Tymczasem, kiedy mimowolnie przechodził koło niego, za każdym razem po plecach przechodziły mu ciarki. Nie dostrzegał w tym mimo wszystko niczego nadzwyczajnego - dobrze wiedział, że nie należy do tych odważnych. Mama często mówiła tacie, że to wina wyobraźni ich syna, że wymyśla sobie różne rzeczy i to dlatego jest taki strachliwy. Tata jednak nigdy nie uznał tych tłumaczeń za wystarczające. Według niego mężczyzna nie powinien się bać. Niczego.
Pewnego razu siedział na szczycie rdzawej zjeżdżalni, bawiąc się w zwiadowcę. Zabrał ze sobą nawet lornetkę; zabawa polegała wszak na wypatrywaniu podejrzanych zjawisk i incydentów. Niemal zawsze działo się coś ciekawego: a to tajemniczy mężczyzna wynosił na śmietnik sporych rozmiarów torbę, rozglądając się dokoła czujnie, zaś czasami chodnikiem nieopodal przechadzała się z psem sąsiadka z drugiego piętra. Wiecznie nie mógł oprzeć się wrażeniu, że skrywała jakiś sekret. Wnioskował po jej szerokim, czerwonym kapeluszu, z którym nigdy się nie rozstawała - no bo kto z własnej woli chciałby nosić takie coś na głowie? Tego dnia jednak w zasięgu jego wzroku nie działo się absolutnie nic: totalna pustka. Nawet ptaki nie świergotały w gąszczu ogrodu opuszczonego domostwa, żadne bezpańskie koty nie snuły się sennie przy klatce schodowej pobliskiego bloku, jak to miały w zwyczaju. Z nudów miał już odejść, schował lornetkę i szykował się do zejścia, jednak coś kazało spojrzeć mu w górę. I wtedy spostrzegł coś, co wywołało w nim nieme przerażenie.
Dym sączył się z wąskiego komina, siwą, grubą powłoką okrywając zarośnięte, ponure podwórze Strasznego Domu. Dym? Skąd tu dym? Niebawem smuga dotarła także na plac zabaw. Eryk z niedowierzaniem obserwował, jak zbiera się pod nim siwa chmura z komina. Przypominała mgłę londyńskich ulic, taką, jak na tych wszystkich filmach, które jego tata zwykł oglądać w leniwe popołudnia na kanapie. Szybko doszedł do niego zapach oparów, nie przypominał mu jednak woni spalanego drewna. Był bardzo przyjemny, wręcz lekki, na myśl przywodził mu... bzy? Bardzo lubił ich zapach. Jego mama uważała, że to najwspanialsze pośród wszystkich wiosennych kwiatów. Bez wątpienia było to bardzo dziwne. Poczuł, jak ogarnia go nieznośny niepokój. Przeniósł swój wzrok na dziwaczny, skryty za zasłoną gałęzi dom, schowany w zaroślach, zupełnie tak, jakby go obserwował, jakby czaił się na niego, jakby...
YOU ARE READING
Dym
Mystery / Thriller"I wtedy, gdy spoglądał spod przemoczonych powiek na spływający wraz z ulewą świat, spostrzegł ją po raz pierwszy. Jeździła na monocyklu po dachu Domu. Zbierała wodę do swoich kolorowych kubków w kwiatki i słonie." Stwierdziłam, że skoro to opowiad...
