- zamyślony idę w stronę kuchni a po policzku płyną mi łzy- eh... - westchnąłem i wytarłem łzy skrawkiem rękawa wchodząc do kuchni poczym zauważyłem Harriet - hej - uśmiechnąłem się kątem ust-
- Hej, co się stało? - odwróciła się i spojrzała na mnie-
- nie, a miało coś się stać? - zapytałem siadając na blat kuchenny -
- bo płakałeś? - spojrzała na mnie unosząc pytająco brew-
- taa.... - odparłem - to wszystko przez ten pogrzeb
- nie przejmuj się, będzie dobrze - odparła poczym do mnie podeszła-
- spojrzałem na nią i przyciągnąłem ją do siebie tuląc- kocham cię - powiedziałem uśmiechając sie-
- też cię kocham Jones - zaśmiała się cicho pod nosem -
- puściłem ją poczym wziąłem cukierka- co tam u ciebie?
- dobrze, Harry kupił łabędzia po tym jak Uma go zostawiła - smiechła- a u ciebie?
- zaśmiałem się- dobrze, czemu go zostawiła?
- wróciła na wyspę razem z dziećmi - westchnęła - a ty co robiłeś?
- biedak.. - oparłem się o szafki- właśnie wracam od Cheryl a wcześniej byłem w Riverdale, a ty?
- po co byłeś w Riverdale?
- Archie dzwonił czy mogę przyjechać... Dalej jest załamany po śmierci ojca
- podeszła i mnie przytuliła - może wrócisz na jakiś czas do Riverdale?
- chcesz się mnie pozbyć? - zaśmiałem się smutno-
- nie! Ale Archie to twój przyjaciel, był przy tobie w gorszych chwilach
- ale...
- a po za tym musisz zobaczyć co tam u ojca i Jellybean oraz Serpents
- może i racja ale tu mam ciebie noo...
- ale tam masz wszystko inne oraz Betty
- Betty.. - powiedziałem do siebie cicho-
- spojrzała na mnie-
- po chwili namysłu pocałowałem ją-
- odwzajemniła- to jak?
- nie wiem... Nie chce cię zostawiać
- i tak wrócisz...chyba..
- oczywiście że wrócę no - przytuliłem ją-
- tez mnie przytuliła- dobra Jones ja muszę już iść, papa *puściła mnie i wyszła z kuchni-
- znowu samotność - zaśmiałem się lekko sam do siebie poczym zauważyłem wchodząca do kuchni Cheryl-
- o hej! Znowu się widzimy gnojku - zaśmiała się -
- wywróciłem oczami i zeskoczyłem z blatu kierując się do wyjścia -
- oh! Jug już mnie zostawiasz? Nie pomyślałeś że mam sprawę do ciebie? -usmiechneła się chytro-
- jaką? - odwróciłem się w jej stronę zatrzymując się-
- pomożesz przewieść mi jedną skrzynie... Będzie trochę ciężka więc raczej na motorach się nie uda
- ehh... Dobra kiedy?
- jutro - uśmiechnęła się i dała mi buziaka w policzek poczym wyszła -
- westchnąłem i także wyszedłem i poszłem w stronę swojego pokoju-
YOU ARE READING
academy of life
ActionTo jest opowieść o grupie przyjaciół a raczej tak wszyscy myśleli dopóki nie poznali się na nowo....
