Labirynt B

45 3 1
                                        

Pov. Izumi

-Szybko dziewczyny! Biegnijcie do środka i nie oglądajcie się za siebie! -krzyczał jakiś mężczyzna w masce, pomagając nam wysiąść z helikoptera, a po  chwili obok nas wylądował następny.

Wyszłam jako ostatnia i kiedy tylko zobaczyłam gdzie jesteśmy zamarłam. Wylądowaliśmy na jakiejś pustyni, a przed nami stał ogromny oświetlony  budynek - jedna z siedzib D.R.E.S.Z.C.Z.U.
Z zamyślenia wyrwał mnie okropny wrzask. Odwróciłam się i zobaczyłam  popażeńców biegnących w naszą stronę.

-To ruj Szybko! -krzyknął do mnie jakiś mężczyzna, a potem wyminął mnie i zaczął strzelać do potworów.
-Iz nie stój tak! -krzyknął Aris wychodząc z drugiego helikoptera, a po chwili złapał mnie za rękę i tym samym zmusił do biegu za nim. Wbiegliśmy do budynku jako ostatni, a kiedy to się stało drzwi zaczęły się powoli zamykać. Wszyscy odetchneliśmy z ulgą. Spojrzałam na naszą grupę. Jest nas czternaście - trzynaście dziewczyn i jeden chłopak.
-A było nas ponad czterdzieści. -pomyślałam

-Udało nam się! -krzyknęła uradowana Sonya.
-Tak, masz rację. -usłyszałam głos za sobą, głos który znałem bardzo dobrze. Niechętnie się odwróciłam. Kilka kroków przede mną stał Janson. Kiedy tylko go zobaczyłam zapragnęłam   się na niego rzucić, aby wdrapać mu oczy i zetrzeć z jego twarzy ten uśmieszek. On chyba to zauważył, bo nieznacznie pokręcił głową.

-Kim pan jest? -spytała Harriet podchodząc do mnie.
-Dzięki mnie żyjecie i oby tak zostało.  -na tą uwagę zaśmiałam się cicho. Janson jednak to zignorował. - Chodźcie, przydzielimy wam kwatery. - dokończył po czym odwrócił się i ruszył przed siebie. Niechętnie poszłam za nim wraz z całą  grupą.

-Możecie mówić mi Janson. -powiedział w pewnym momencie Szczur.
-Gdzie my jesteśmy? -spytała niepewnie Gwen.
-To nasz azyl. Zdala od koszmarów świata na zewnątrz... Uznajcie to za stację przesiadkową -powiedział Janson po chwili milczenia. -Coś jak tymczasowy dom.

-Zabierzecie nas do domu? -zapytała z nadzieją Rachel.
-W pewnym sensie, z poprzedniego niewiele zostało, ale mamy dla was miejsce, schronienie poza pogorzeliskiem, gdzie DRESZCZ już was nie znajdzie. -po tych słowach Szczur popatrzył ma mnie i się uśmiechnął.

Nie wytrzymałam.  Przyspieszyłam kroku, aby dogonić Jasona, lecz poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę i tym samym zatrzymuje.
Spojrzałam ze złością na tą osobę, którą okazał się być Aris.

-Co ty wyprawiasz? -spytałam zła próbując uwolnić się z jego uścisku.
-Mógłbym się ciebie spytać o to samo. Co ty chcesz zrobić? On nam pomógł.
-Haha, on nas chce pozabijać! On współpracuje z DRESZCZEM! -powiedziałam, a po chwili dodałam -Mówiłam ci kim jestem.

Aris przyjrzał mi się uważnie.
-Jesteś tego pewna? -spytał, a ja w odpowiedzi tylko pokiwałam głową.

Naszą rozmowę przerwało pytanie Diany.
-Dlaczego nam pomagacie? -spytała dziewczyna podejrzliwie.
-Sytuacja na świecie jest tragiczna, możemy nie przetrwać, a to że jesteście odporni na wirusa sprawia, że jesteście nadzieją całej ludzkości. -odpowiedział spokojnie Janson. - Niestety,  jak już pewnie zauważyliście staliście się przez to celem ataków, ale nie martwcie się -mówiąc to Janson zatrzymał się przy jakiś drzwiach. - ponieważ za tymi drzwiami czeka ba was nowe życie. -po tych słowach Szczur otworzył drzwi za pomocą identyfikatora, a przed nami pojawił się długi, biały korytarz. -Ale po kolei, najpierw prysznice. -powiedział mężczyzna.

***
Kiedy wszystkie dziewczyny były już gotowe, przyszła do nas jakaś pielęgniarka i powiedziała, że zabierze nas na badania.
-Wasz przyjaciel już na was czeka. -dodała widząc nasze wahanie.

Po dotarciu na salę pielęgniarka zatrzymała mnie.
-Ty jesteś Izumi? -spytała, a ja wyczułam w tym pytaniu strach.
-Tak -odpowiedziałam zdziwiona i lekko zaniepokojona.
-Pan Janson chce się z tobą widzieć. -powiedziała.
-A co jeśli ja nie chce z nim rozmawiać? -spytałam. Kobieta spojrzała na mnie ze strachem i zaczęła się jąkać . 
-Daj mi chwilę, zaraz pójdę. -powiedziałam nie mogąc na to patrzeć. Szybko pobiegłam do Arisa. Poczekałam aż lekarz obok niego na chwilę odejdzie i podeszłam do niego.

-Aris słuchaj, nie ma czasu -dodałam, kiedy otworzył usta. -Zabierają mnie na rozmowę z Jansonem i mam wrażenie, że raczej nie wrócę. Przez następne kilka dni do tego budynku będą przylatywać nowe osoby z innych labiryntów. Nie możecie się wychylać, nie zwracajcie na siebie uwagi, rozumiesz?
-Tak. - Aris przytulił mnie. - Jeśli nie wrócisz znajdę cię. -powiedział szeptem.

-Izumi musimy iść! -krzyknęła pielęgniarka. Wraz z Arisem odsunęliśmy się od siebie, a ja skinęłam głową i ruszyłam w stronę wyjścia.

***
-Szczerze mówiąc trochę  brakowało mi tego twojego charakteru. -powiedział Szczur patrząc na mnie z uśmiechem.
-Szkoda, że nie mogę powiedzieć tego samego. -powiedziałam także z uśmiechem.
-Możesz spróbować być miła?
-Hm.. Chyba nie w tym życiu. -Mogłem się tego spodziewać. Mam do ciebie pytanie, jak ci się podobało w labiryncie?
-Jak śmiesz?! -mówiąc to poderwałam się z krzesła tak, że spadło na ziemię z trzaskiem.
-Lepiej uważaj, bo coś może ci się stać. -powiedział Szczur już poważnie.
-Żartujesz sobie? Przecież wiem, że Ava mnie potrzebuje.
-To samo myślał sobie Thomas. -po słowach Jansona otworzyły się drzwi i wszedł jakiś mężczyzna z bronią. Zanim się obejrzała strzelił we mnie wiązka prądu, tak że zemdlałam.

Po głowie wciąż chodziło mi jedno pytanie, co się stało z Thomasem?










I wracam z drugą częścią!

Witaj w piekle |TST|Cerita yang bikin terobses. Temukan sekarang