We've updated our Content Guidelines.
Review the latest guidelines to keep sharing stories safely.

1. Hogwart Express i Sortowanie

65 1 0
                                        

Punkt widzenia Zack'a

Jestem, czarodziejem? No dobra, jestem idiotą. Hogwart, nowe możliwości, wkurwienia wszystkich. Myślałem siedząc na peronie 9 i 3/4. Poczułem że Cezar, mój zwierzoduch, szturcha mnie w ramię. Spojrzałem na panterę pytająco, on wskazał łbem w stronę pociągu i pociągnął mnie za rękaw.
-Dobra, dobra! Już idę.-Westchnąłem i ruszyłem w stronę pociągu który miał mnie zabrać do nowego, "lepszego" życia. No już to widzę. Pewnie tylko się stresuję i nie myślę logicznie. Weszłem do pierwszego lepszego pustego przedziału. Cezar wskoczył na siedzenie i zwinął się w, bądźmy szczerzy bardzo dużą czarną, kulkę przy oknie. Z wielkim trudem wrzuciłem swoją walizkę nad głowę i oparłem się o kocura. Kilka razy do mojego przedziału weszła osoba lub dwie ale widząc czarną panterę wybiegli z przerażeniem na twarzach. Miałem spokój dopóki nie usłyszałem krzyków z przedziału obok. Zignorowałem je i spróbowałem zasnąć. Nawet nie zauważyłem jak do mojego przedziału wszedł chłopak z pierdolonym smokiem! Zorienyowałem się dopiero kiedy usłyszałem warczenie Cezara. Otworzyłem oczy i zobaczyłem Cezara mierzącego wzrokiem smoka, nie przepraszam, wivernę o różowo-czerwonych łuskach i czarno-niebieskim "żaglu" na plecach. Spojrzałem na chłopaka który siedział i gapił się w okno.
-Ty kto?- Zapytałem
-Ja? J-ja, jestem Aramadiel.- Powiedział niepewnie i znowu spojrzał w okno. Troszku dziwny ten osobnik.
-To twój smok?
-Tak, nazywa się Mwamini.- Tym razem chłopak nawet na mnie nie spojrzał.
-Jestem Zack, miło poznać.- Powiedziałem i usiadłem obok niego. Znowu niepewnie na mnie spojrzał. Dopiero teraz zauważyłem rogi na jego głowie. Czyżby był taki jak ja?
-Mi też jest miło.- Aramadiel uśmiechnął się sztucznie.
-Mam ciastka. Chcesz?- Zaproponawałem. Chłopak tylko pokiwał głową na potwierdzenie. Wygrzebałem ciastka z plecaka i położyłem na siedzeniu między nami.
-Mwamini to twój zwierzak?
-Mój zwierzoduch.- Chłopak mnie poprawił. Zwierzoduch? Bingo!
-To tak jak Cezar.-Wskazałem na kocura.- Wszyscy myślą że jest lampartem a on jest na to zdecydowanie za mały. Cezar to jaguar.
-Mwamini To SirenScale.
Czyli nie trzeba cię ciągnąć za język? Ciekawe... Może jednak się otworzysz.
-Szczęściarz z ciebie takie zwierzę to pewnie rzadkość.- Powiedziałem.
-Dlaczego masz na sobie kaptur?- Aramadiel zapytał, zupełnie wybijając mnie z rytmu.
-Powiem jak nie będziesz się śmiał.-Westchnąłem i złapałem za swój kaptur.
-Obiecuje.- Powiedział zagryzając ciastkiem. Zdiąłem kaptur eksponując moje kocie uszy i czerwone, także kocie, oko z blizną.
-Ty nie robisz mi problemów o wygląd to czemu ja mam tobie robić? Nikomu nie powiem jeśli nie chcesz.
-Jak już jesteśmy na inności to jestem też wilkołakiem. Ale o tym zamknij twarz.- Westchnąłem rezygnując z jakiej kolwiek "maski". Aramadiel nie wydawał się tym faktem jakoś specjalnie wzruszony. Po prostu przyjął to do wiadomości.
-Nie ma problemu.- Zaśmiał się lekko.
-Chyba się dogadamy, ja jestem pso-koto-człowiekiem a ty masz rogi i jesteś zajebiście wysoki.-Powiedziałem ze śmiechem.
Do naszego przedziału wparowała dziewczyna o brązowych, kręconych włosach. Szybko założyłem kaptur z powrotem.
-Widzieliście może ropuchę?-Zapytała. Albo nie zauważyła czarnej pantery i smoka (w co osobiście wątpię) albo wolała ominąć ten fakt.
-Nie, nic nie widziałem.-Wzruszyłem ramionami.
-Ja też.-Aramadiel przytaknął. Dziewczyna przewróciła oczami i wyszła.
-Nawet jeśli tu była to któryś- Tu wskazałem na nasze zwierzoduchy.-pewnie ją zjadł.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Reszta drogi przeleciała nam na głupich żartach i ginieniu czekoladowych żab.
Cezar łaskawie zgodził się przejść w stan uśpienia kiedy zobaczył wielkie jazioro do którego przyprowadził nas gajowy, Hagrid. Mwamini od razu wskoczył do wody a ja z Aramadielem wsiedliśmy do łódki wgapieni w gigantyczny zamek który miał być naszym "domem daleko od domu" przez następne 10 miesięcy. Kiedy weszliśmy do zamku Profesor MacGonnagall kazała nam czekać w osobnym pomieszczeniu. Sekundę po tym jak opuściła pokój, ktoś ściągnął mi kaptur z głowy.
-Paczcie na tego dziwaka!- Obróciłem się i stanąłem twarzą w twarz z blondynem o zarozumiałym wyrazie twarzy.
-Może mnie zostawisz?- Próbowałem brzmieć poważnie.
-Uważaj kogo nazywasz dziwnym!- Usłyszałem głos zza pleców. Aramadiel stanął obok mnie z jego pleców wyrastały dwie pary skrzydeł!
-Kolejny dziwak! Hogwart schodzi na psy! Jak oni mogli-- Nie zdążył skończyć bo Aramadiel złapał go za szaty i przyparł do ściany.
-Powiedz to jeszcze raz, ty gnijący ochłapie!- Czarnowłosy wysyczał przez zęby puścił blondyna i odciągnął mnie kawałek dalej.

**********************

-Gnijący ochłapie?-Zaśmiałem się.
-A nie? Nie ma prawa obrażać jedynej osoby która nie ma do mnie irracjonalnych problemów.- Aramadiel odpowiedział ze śmiechem.
-Spoko z ciebie koleś, Aramadiel.
-Z ciebie też, Zack.
Obserwowaliśmy sortowanie innych w ciszy. Byłem prawie pewny że ta nasza znajomość nie przetrwa do końca dnia, ba, do końca uczty! (Jak wiemy Zack był w błędzie~~Autor)
Gdzieś w połowie Aramadiel został przydzielony do Ravenclaw.
-Black, Zack!- Profesor zawołała moje imię. Tiara ledwo dotknęła mojej głowy gdy usłyszałem -RAVENCLAW!
Łud szczęścia? A może przeznaczenie.
Aramadiel wydawał się zaskoczony kiedy usiadłem obok niego. Kilka minut usłyszeliśmy wiwaty że stołu Gryffindoru.
-Mamy Pottera! Mamy Pottera!- Wszyscy, dosłownie wszyscy Gryfoni skangowali te słowa.
-Pieprzony celebryta,- Mruknąłem.- myśli że jak przetrwał spotkanie z Sam-Wiesz-Kim to wszystko mu wolno.
-Jak widać wszyscy go kochają. Miejmy nadzieję że nauczyciele będą traktować go tak samo jak resztę.
-Na to bym nie liczył.- Jeden ze starszych Krukonów odezwał się.-Dumbledor już wie że właśnie zaczął się sezon na faworyzowanie Pottera.
Ja i Aramadiel wybuchnęliśmy śmiechem. Po uczcie zostaliśmy odprowadzeni do naszego Pokoju Wspólnego. Co ciekawe żeby tam wejść należy odpowiedzieć na zagadkę.
-Co mają wspólnego budzik i kaktus?- Drzwi zadały pytanie.
-Obu tych rzeczy nie powinno się wkładać w dupę.- Odpowiedzi udzielił nasz Prefekt. Wszyscy zaczęli się śmiać. No dobra wszyscy pierwszoroczni.
-No faktycznie....- Drzwi się otworzyły.
Nasz pokój wspólny miał podłogę wyłożoną niebieskim dywanem z gwiazdami. Wszędzie były książki.
-Zack?- Usłyszałem głos który znałem już wystarczająco dobrze.
-Ja.
-Chłopaki wyrzucili mnie z pokoju i myślę że może przeprowadził bym się do ciebie. Dobra, głupie pytanie. Nie ważne.
-Halt! Obroniłeś mnie. Teraz muszę się odwdzięczyć. Wbijaj. Najwyżej wywalimy kogoś jak nie będzie miejsca.
-Nie znamy się zbyt długo.
-Eeeeee. Spoko. Jesteśmy ziomki.
-Mówiłem to głupi pomysł...
-Ciebie do reszty zfilcowało? Jesteśmy czy nie?
-No dobra może faktycznie.- Aramadiel uśmiechnął się do mnie.
Pomogłem Aramadlowi zatargać jego walizkę do naszego pokoju i zostawiłem żeby się rozpakował. Po około godzinnym rozeznaniu (aka wtykaniu nosa wszędzie) nastała cisza nocna. Ale czy ja wyglądam wam na kogoś kogo to obchodzi? Aramadila też to nie zbyt interesowało bo przegadaliśmy całą noc.
Coś czuję że to początek pięknej przyjaźni.

Historia Pewnej PrzyjaźniStories to obsess over. Discover now