-Nie zdążę. - pomyślałam pisząc ostatnie poprawki w przemowie dla mojego szefa. Nie mogę tego zepsuć. Rywalizowałam z ponad setką wykształconych kobiet na to stanowisko. Z przerażeniem zamknęłam laptopa i wpakowałam go do torby wraz z notatnikiem na konferencje. Jak strzała zbiegłam ze schodów, włożyłam czarne szpilki i ruszyłam do samochodu co chwilę sprawdzając godzinę na zegarku, który zapięty był wokół mojego lewego nadgarstka.
-Ughh, zapomniałabym - sfrustrowana szybko wybrałam numer na ekranie. Po chwili w całym samochodzie rozbrzmiewał sygnał połączenia.
-Czego moje słoneczko pragnie? - w słuchawce odezwał się zaspany głos, który tak bardzo kochałam.
-Nie wiem, do której będę dziś w pracy. Wiesz podsumowanie miesiąca i te sprawy. Dasz radę zamówić sobie obiad? Zapomniałam coś przygotować. Przepraszam. - powiedziałam smutnym głosem.
- Nic się nie stało. Zamówię też coś dla ciebie, żebyś nie musiała w nocy jeszcze gotować.
-Dziękuje kochanie! Wynagrodzę ci moją nieobecność w weekend.
- Trzymam cię za słowo! Maraton marvela już na ciebie czeka! - zaśmiał się niczym podekscytowane dziecko podczas wigilii.
Widząc, że podjeżdżam pod biuro, rozłączyłam się i wjechałam na parking. Na zegarku widniała godzina 6:55. Wparowałam szybko do wieżowca. Kiwnęłam szybko Ninie, która była naszą recepcjonistką i ruszyłam do windy. Weszli ze mną do niej dwaj mężczyźni koło trzydziestki, którzy pracowali na dwudziestym piątym piętrze. To piętnaście pięter niżej niż moje stanowisko. Spojrzałam na zegarek. Widniała na nim 6:43. Zmarszczyłam brwi.
-Co jest... - szepnęłam pod nosem.
Moi towarzysze byli zbyt pochłonięci rozmową by zwrócić na mnie uwagę. Wjechaliśmy na dwudzieste piąte piętro. Dwaj pracownicy wysiedli, a ja dalej wgapiałam się w zegarek. Drzwi się zamknęły.
- ...a pani co się tak wpatruję w to ustrojstwo? Proszę się nie martwić. Ma pani jeszcze całe szesnaście minut. Nie spóźni się pani. - jednak to nie wina mojego zegarka. Naprawdę jest 6:44. - pomyślałam i lekko uśmiechnęłam się do niej.
Kobieta wysiadła na dwudziestym siódmym piętrzę. Zostałam sama w windzie. Potrząsnęłam głową. Musiało mi się po prostu rano przewidzieć. Tak, na pewno tak było. Nie myśląc o tym dłużej, starałam sobie przypomnieć cały dzisiejszy grafik pana Tokarskiego. Wysiadłam z windy na ostatnim piętrze biurowca i ruszyłam do mojego stanowiska, które znajdowało się tuż przed drzwiami właściciela firmy. Po drodze oddałam płaszcz Bartkowi, który był moim pomocnikiem i usiadłam za biurkiem. Uruchomiłam komputer. Tak, laptop spoczywający w mojej torbie jest tylko na wypadek gdyby nasz generator awaryjny nie zadziałał. Wszystkie dane, które robię poza pracą przesyłam na mój profil w firmowym serwerze. Zaczęłam sprawdzać czy aby na pewno grafik ułożony przeze mnie na dzisiaj jest idealny. Z końca korytarza usłyszałam wiązankę przekleństw. Ujrzałam zdenerwowanego szefa, który najwidoczniej rozmawiał ze swoim synem. Jego potomek to niezłe ziółko. Dosłownie. Ostatnio musiałam zataić i wymyślić bajeczkę, dlaczego przyszły właściciel firmy nie pokazał się na ważnym przyjęciu charytatywnym.
________________________________________________________________________________
Jakieś pomysły kim może być syn właściciela firmy i dlaczego nie zjawił się na przyjęciu?
Dajcie znać! Kto wie, może moje plany na to opowiadanie się zmienią?
Poza tym, mam nadzieje, że wam się podobało i zostaniecie tutaj ze mną na dłużej;))
