Staczałem się na dno. Ciemne, mroczne dno, które pochłaniało mnie głębiej i głębiej. Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz śnił mi się sen. Nie koszmar.
Budzik obudził mnie o w pół do siódmej, ale z łóżka wstałem dopiero za pięć dziewiąta. Za oknami nie świeciły promienie porannego słońca, w czym utwierdzały mnie uderzające w okno krople deszczu. Swoimi otępiałymi i powolnymi krokami podążyłem w stronę kuchni, wyciągając z lodówki butelkę piwa.
Po stracie Sama coraz częściej zacząłem się zatapiać w coraz większej ilości alkoholu. Nie kończąc na nim. Dodatkowo spotęgowała to częsta potrzeba zapalenia. Na szczęście wystarczyła mi tylko jedna paczka tygodniowo, więc mój i tak niski budżet nie ucierpiał aż tak na nikotynie jak na procentach.
Co dzień wieczorami udaje się do baru, gdzie przepijam z kilkanaście drinków. Nigdy nie liczę, stało się to tak częste, że nawet nie jestem tak upity gdy wychodzę po północy. Daje radę dojść do swojego lokum. Więc jest to spore osiągniecie jak na mnie.
Dzisiejszego dnia też tak przebiegł mi dzień. Poranne piwo, dzień spędzony na wpatrywaniu się w ściany.
Moje życie, kiedyś było ciekawsze. Teraz jest zwykłą szarą rzeczywistością, odbiegającą od tego co było kiedyś. Ostatnio dzwonił Bobby, który z powrotem chciał mnie wciągnąć w bycie łowcą. Za bardzo kojarzyło mi się to z Sammy'm więc odmówiłem. Nie potrafiłbym teraz działać w pojedynkę.
O dwudziestej wyszedłem do baru, przesiedziałem w nim cztery godziny i udałem się na spacer po północy. Do parku nie daleko mojego wynajętego mieszkania. Cisza panowała od kilku godzin. Nikt nie pałętał się o tej godzinie, więc istniały nie wielkie szanse, że kogoś spotkam. Usiadłem na ławce, przed małym zalewem w samym środku parku. Był październik i powoli robiło się chłodno. Bardziej opatuliłem się kurtką i siedziałem tak z kilka minut do czasu aż nie dosiadł się do mnie mężczyzna w beżowym płaszczu.
-Nie za późno by siedzieć o tej porze w parku?- spytał mężczyzna, było ciemno i nie wyraźnie widziałem jego twarz. Miał na oko z czterdzieści lat? Naprawdę trudno stwierdzić.
-O to samo mógłbym się spytać ciebie.- powiedziałem usprawiedliwiająco, on również kręcił się tu o tej porze.
-Ale ja jestem trzeźwy w przeciwieństwie do ciebie.- spojrzał mi w twarz. Jego oczy pomimo ciemności, wyróżniały się przejrzystym błękitem tęczówek.
-A ty co? Przysiadasz się do mnie bez pytania i oskarżasz o nietrzeźwość? Nawet się nie znamy. - zrobiłem się zły, a duża ilość wypitego alkoholu to spotęgowała, do tego stopnia, że gdyby jeszcze trochę mnie wkurzył, przywaliłbym mu.
-Wybacz, źle mnie zrozumiałeś. Nie przyszedłem cię oskarżać.. Chcę byś zmienił podejście.
-Że co?
-Widziałem cię pary razy w klubie. Jesteś stałym klientem, więc nie trudno cię zauważyć. Przychodzisz siedzisz kilka godzin i tak jest codziennie. - powiedział mężczyzna, próbując się usprawiedliwić. - Mimo, że cię nie znam, zmartwiło mnie twoje zachowanie i postanowiłem z tobą porozmawiać.
-Idealną porę sobie wybrałeś.. - powiedziałem, nie chcąc odpowiadać na jego spostrzeżenia na mój temat. Co było w tym wszystkim najgorsze? Że miał rację.
-Nie chciałem podchodzić do ciebie w klubie, a nawet nie wiem gdzie mieszkasz czy pracujesz. - rzekł brunet. Dopiero teraz gdy lepiej przyjrzałem się mężczyźnie rozpoznałem w nim szefa klubu o którym przed chwilą była mowa.
-Dziwię się, że mnie zapamiętałeś, dużo ludzi codziennie się tam przewija.- odparłem, widziałem go parę razy, choć tyle mi wystarczyło przez te trzy miesiące by zapamiętać jego twarz i charakterystyczny beżowy płaszcz.
-Wyróżniasz się na tle innych, pijesz w samotności, gdzie inni wolą pić w towarzystwie. - powiedział, najwidoczniej długo musiał pracować w tej branży by zauważać takie rzeczy.
Kilka minut w jego towarzystwie minęło bardzo szybko. Nawet wyrywając mnie z dzisiejszego planu dla którego tutaj przyszedłem.
Castiel Novak był zupełnie inny od reszty ludzi, których poznałem przez te kilka miesięcy. Sprawiał wrażenie osoby towarzyskiej, wyrozumiałej i otwartej. Totalne przeciwieństwo mnie. I to właśnie w nim polubiłem.
Nadal codzienne przychodziłem do klubu. Jednak nie z tego samego powodu co wcześniej. A bynajmniej w małej ilości... Nie przesiadywałem już na nie wygodnym krześle przy blacie od baru a na wygodnej kanapie w biurze Castiela.
Zaprzyjaźniliśmy się.
YOU ARE READING
Get me out of here | Destiel
FanfictionIstniał plan, niemal idealny, choć absurdalny. Istniało ich wiele, choć ten był ostatni... Dean Winchester w młodym wieku dorobił się nie wielu rzeczy. Można nawet rzec, że żadnych. Po stracie brata, zaczął zapijać samotność. Nikogo nie kochał, więc...
