- No jedźże! - wrzasnęła Thera do windy, której wyraźnie nie śpieszyło się na dół. Obecnie postanowiła zatrzymać się na trzecim piętrze i nie wyglądało na to, aby zechciała łaskawie zjechać na zerowe. Pięć dziewczyn stało nerwowo tupiąc nogami.
- Może pójdziemy schodami? - zaproponowała Paula odgarniając z czoła czerwone włosy.
- Z tymi walizkami na czwarte piętro? Ani mi się śni. - odpowiedziała Ria poirytowana zaistniałą sytuacją.
Na szczęście w tym samym momencie licznik na górze wyświetlił czerwone zero i wybrzmiało charakterystyczne piknięcie obwieszczające przybycie windy.
- No, nareszcie! - sapnęła Karola z ulgą. Mimo, że przybyły do Lloret de Mar wieczorem, termometry pokazywały trzydzieści pięć stopni. Na próżno też było szukać najmniejszego nawet podmuchu wiatru. Bogu dzięki, że hotel był klimatyzowany.
Ria, Karola, Paula i Thera władowały się do jednej windy z walizkami. Dziewczyny ledwo się zmieściły, ale ważne, że wogóle zdołały tu wejść. Drzwi się zamknęły i winda ruszyła...tylko po to, by zatrzymać się na pierwszym piętrze.
- Kurwa! - zaklęła Thera. Stojący przed drzwiami opalony facet w średnim wieku spojrzał na nią i uśmiechnął się .
- Poland! Polska mafia, kuwa! - wykrzyknął. W jego głosie dało się słyszeć połudbiowy akcent.
- You must take another lift. - powiedziała Paulina uwarzając, żeby nie wybuchnąć śmiechem.
- Okey, thank you. - odpowiedział z uśmiechem cudzoziemiec. Drzwi zamknęły się za nim i winda ruszyła, tym razem już bez przeszkód, na czwarte piętro.
- Co to miało być? - spytała Ria dusząc się ze śmiechu na wspomnienie człowieka przed windą.
- A bo ja wiem?! - odpowiedziała Thera - Niech mi któraś lepiej powie, który mamy pokój.
- Eeeee....czekaj... - Karola potrzebowała chwili, żeby dojrzeć numerek na karcie hotelowej - 422.
Dziewczyny ruszyły długim, wąskim, białym korytarzem. Ich kroki i stukot kół walizek skutecznie tłumiła wykładzina. W końcu dotarły na koniec korytarza, gdzie miały mieszkać przez najbliższy czas. Karola wsunęła kartę w miejsce do tego przeznaczone, by otworzyć drzwi. Koleżanki weszły do środka.
Pokój był ładny i schludny. Cztery zaścielone łóżka stały jedno przy drugim. Pierwsze z nich przytulone było do wielkiej szafy, gdzie mogły schować ubrania. Przy ostatnim stała mała szafka nocna, nad którą wisiało lustro. Na końcu pokoju znajdowały się drzwi wychodzące na balkon, obok których mieściło się biurko.
- Nie jest źle. - stwierdziła Karola.
- Jak dla mnie super. - przytaknęła Paulina.
- O której ta kobita na recepcji mówiła, że jest śniadanie? - spytała się Thera uwalona już na wybranym przez siebie łóżku.
- Chyba od ósmej do dziesiątej. - odpowiedziała Ria wychodząc na balkon. Po chwili dołączyła do niej reszta dziewczyn.
Stały tak patrząc na oświetlone w mroku nocy Lloret szczęśliwe, że udało im się tu przyjechać. Czuły się naprawdę wolne i wyluzowane. Po chwili Thera pokazała na zataczającego się na ulicy kolesia.
- Ej patrzcie, ten to dopiero zabalował. - dziewczyny prychnęły tylko cicho.
W tej chwili z balkonu nad nimi dało się słyszeć żywe męskie głosy rozmawiające i śmiejące się na całą okolicę. Karola wychyliła się trochę, żeby zobaczyć,kto tam jest. Zdołała dojrzeć tylko jakiegoś opalonego bruneta,gościa z kucykiem i blondyna z włosami za uszy.
- I co, kto tam jest? - spytała Ria.
- Jacyś chłopacy, chyba hiszpanie.
- Tak? - teraz wszystkie cztery wychyliły się i spojrzały w górę.
Nagle zamarły, gdy jeden z nich, ten opalony brunet, spojrzał na nie i uśmiechnął się.
- ¡Hola!
ŞİMDİ OKUDUĞUN
Ta sytuacja jest nieco haniebna
RomantikGrupa koleżanek postanowiła spędzić wakacje w słonecznym Lloret de Mar w Hiszapnii. Traf chciał, że w pokoju nad nimi mieszkało kilku chłopaków z hiszpańskiej drużyny waterpolo, w tym David i Blass, którzy zyskali zainteresowanie Rity i Thery, Fran...
