Obudziłam się 15 minut przed budzikiem.
Cóż, przynajmniej raz w życiu napiję się przed wyjściem kawy jak normalny, dorosły człowiek. Mam 24 lata a wciąż mam ogromny problem z
podniesieniem się z łóżka.
- El, wstawaj, musisz zbierać się do szkoły. Raz dwa, kochanie!
- Mamo...Strasznie chce mi się spać, pozwól mi zostać w domu, tylko dzisiaj. Błagam, błagam, błagam! - jęczałam spod kołdry z nadzieją, że mama ulegnie mi kolejny raz.
- Jak tak dalej pójdzie, oduczysz się czytania i pisania i będziesz głupsza nawet od własnych braci - zażartowała i usiadła na skraju mojego małego, różowego łóżka.
Zaśmiałam się i wysunęłam spod kołdry na tyle, aby popatrzeć na moją ukochaną, zawsze roześmianą mamę.
- Mamo, przecież wiesz, że to niemożliwe! Nie ma na tym świecie ludzi równie głupich, co oni. Obiecuję, że pouczę się poźniej w domu - odpowiedziałam cicho i zrobiłam najsmutniejsze oczy, jakie tylko potrafiłam.
- No dobrze, ale jak tata będzie pytał dlaczego jesteś w domu, musisz coś wymyśleć.
- Kocham Cię, mamusiu! - odkrzyknęłam i powróciłam do mojego ulubionego zajęcia - snu.
Usiadłam na łóżku i uśmiechnęłam się na to wspomnienie. W przeciwieństwie do dość restrykcyjnego taty, mama zawsze mi odpuszczała. Tęskniłam za jej żartami, ciepłym uśmiechem i czułymi słowami. Od naszego ostatniego spotkania minęło już ponad 10 lat, w ciągu których zdążyłam pogodzić się z tym, co się stało. Tęskniłam za tym, kim była dla mnie kiedy byłam małą dziewczynką. Teraz jako bardziej teoretycznie niż praktycznie dorosła kobieta, nie mam już matki. Nawet w najgorszych snach nie wyobrażałam sobie ponownego spotkania z kobietą, która w przeszłości była całym moim światem.
Potrząsnęłam głową i powoli podniosłam się z łóżka. Związałam moje długie włosy w koka i zeszłam na dół do salonu.
- O proszę, moja dziewczynka już wstała! Wyglądasz przepięknie - oznajmił śpiewnie Nate i cmoknął głośno.
- Lepiej zrób mi kawę, przygłupie - uśmiechnęłam się . - I nie krzycz tak od rana, bo któregoś dnia cię zabiję i już nigdy nie przelecisz żadnego przystojniaka.
- Jezu, próbuj być miły dla kobiety. Codziennie sprawiasz, że coraz mniej rozumiem heteryków. Żenada... Na własne życzenie cierpieć takie katusze - mruknął pod nosem i podniół się z kanapy żeby zrobić mi upragnioną kawę.
Uwielbiałam Nate'a. Jest moim współlokatorem i największym oparciem. Chociaż często się kłócimy, nie wyobrażam sobie jak wyglądałoby moje życie,
gdyby go zabrakło. Ten przeuroczy facet z burzą loków na głowie sprawia, że chce mi się żyć. Uczy mnie przede wszystkim odwagi w byciu sobą i miłości do drugiego człowieka. Mój przyjaciel uwielbia każdego. Nieważne czy cię zna czy nie, możesz mieć pewność że nazwie cię słoneczkiem czy cukiereczkiem, powie że masz zajebisty styl albo tyłek. Nie wspomnę o tym w jaki sposób komplementuje ludzi, których zna. Nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby tego słyszeć. Ten szczery do bólu, przezabawny i czasami przesadnie otwarty stuprocentowy gej jest moim darem. Kiedyś słyszałam, że należy przyjaźnić się z osobami lepszymi od siebie samych. Nate jest ode mnie lepszy pod każdym względem. Potrafi nawet być bardziej ode mnie wredny. Nie do końca o takie bycie lepszym chodzi w tych słowach, ale nieważne. Pierwiastek kobiecy w człowieku, który codziennie rano robi mi na wynos kawę sprawia, że podczas kłótni potrafi zranić mnie tak, że ledwo powstrzymuję się od płaczu. Wybuchowe połączenie uroku osobistego i bezczelności wyjaśnia dlaczego przez nasze mieszkanie przewijają się całe tabuny przystojnych mężczyzn, którzy ledwo utrzymują swój sprzęt w spodniach na widok Nate'a.
Usiadłam na wcześniej zajmowanej przez niego małej kanapie i przez chwilę wpatrywałam się w okropny bałagan na stole. Westchnęłam i zwróciłam się do mojego przyjaciela.
- Mam do ciebie malutki interes, przystojniaku - powiedziałam i uśmiechnęłam się bardzo szeroko, kiedy na mnie spojrzał.
- Nie - odpadł krótko i odwrócił się plecami.
Księżniczka znowu się nadąsała, dzień jak codzień. Zignorowałam to, bo wiedziałam, że w przeciągu kolejnych 30 sekund jego nastrój ulegnie zmianie.
- Twoje interesy zacznę brać pod uwagę dopiero wtedy, kiedy zaczniesz doceniać moje ogromne, przepełnione czystą miłością do ciebie serce. W innym wypadku możesz pocałować mnie w dupę - zwrócił się do mnie ponownie. W jednej ręce trzymał ogromny kubek z kawą, a drugą wymownie złapał się za serce. Ledwo co udało mu się utrzymać równowagę podczas swojej przejmującej przemowy, a ja już wiedziałam, że nie jest zły za moje niezbyt ciepłe poranne przywitanie.
- Wyjdziesz z psami na spacer? - zignorowałam jego poprzednią uwagę.
- Nie bądź bezczelna - postawił przede mną kawę i posłał mi groźne spojrzenie. Przynajmniej chyba takie mu się ono wydawało.
Czas się poddać, Elena.
- Dobra, już dobra. Wiesz, że cię kocham i przepraszam za moje nerwy od rana. Po prostu mam przeczucie, że to będzie długi i ciężki dzień.
- No i to mi się podoba, moja grzeczna dziewczynka - uśmiechnął się i pogłaskał mnie po głowie. - Zabiorę twoje bestie na spacer, a ty wyluzuj. Jeśli będziesz miała zły dzień, to szybko wrócisz do domu i się upijemy. A teraz spadaj na górę, zrób się na bóstwo i leć ratować świat! - ostatnie zdanie praktycznie wykrzyczał i zniknął w swojej sypialni.
Uśmiechnęłam się do siebie, zabrałam kawę i ciężkimi krokami udałam się na piętro. Spojrzałam na moje ogromne łóżko i od razu pozazdrościłam istotom, które się na nim znajdowały. Shark, Mercy i Who spali w najlepsze, podczas kiedy ja musiałam zaraz wychodzić. Trzy nienaturalnie duże pitbulle są dla mnie jak dzieci. Czasami myślę, że nawet lepsze niż dzieci. Każdemu z nich uratowałam życie, a one odwdzięczają mi się nieopisaną miłością i wiernością. Mogłabym patrzeć na nie godzinami, niestety muszę szybko zbierać dupę do pracy. Podejrzewam, że większa część mojej wypłaty ląduje w żołądkach tych dzieci.
- Wychodzę, do wieczora! - krzyknęłam do Nate'a i zatrzasnęłam za sobą drzwi.
Wsiadłam do samochodu i spojrzałam w lusterko. Zdążyłam dzisiaj nawet umyć włosy i zrobić delikatny makijaż. Dziwnie patrzyło mi się na mój przyzwoity wygląd, ze względu na to, że zazwyczaj jadąc do pracy wyglądam jak upiór. Jak nie gorzej. Poważnie, wybieganie z domu kilka minut po wstaniu z łóżka sprawia, że ludzie patrzą na mnie z nieukrywanym politowaniem. Mój schludny wygląd delikatnie poprawił mi humor, odpaliłam więc silnik i tym razem bez pośpiechu udałam się do pracy.
Jeszcze nie zdążyłam przebrać się w wątpliwej urody granatowy mundur i usłyszałam donośny głos mojego kolegi z pracy.
- El, ruszaj się! Musimy jechać, szybko! - krzyczał zza drzwi damskiej szatni.
Normalnie osoba zwracająca się do mnie w taki sposób otrzymałaby w odpowiedzi nieprzyjemny komentarz, jednak w tym wypadku było inaczej. Wołał mnie mój główny partner w pracy. Marco pochodzi z Włoch i jest starszy ode mnie o ponad dwa razy. Odkąd zaczęłam pracę był moim mentorem i nauczycielem. Uwielbiałam go pod każdym względem, a różnica wieku między nami była praktycznie nieodczuwalna. Darzę tego cholernego narwańca ogromnym szacunkiem za to, jak dobrym jest człowiekiem, za to czego już mnie nauczył i za wiele rzeczy, których jeszcze mnie nauczy.
Szybko poprawiłam pasek od zbyt luźnych spodni i wyskoczyłam z pokoju wpadając na Marco.
- Wow! - zagwizdał - Jak ty pięknie dzisiaj wyglądasz!
- Dziękuję - uśmiechnęłam się i podpadłam się o dwa boki przybierając pozę, jakbym pozowała do zdjęcia.
Marco rozczochrał moje starannie ułożone włosy i ruszył przed siebie. Nie rozumiem, dlaczego każdy głaszcze i dotyka mnie po głowie jakbym była małą dziewczynką? Może i nie jestem zbyt dojrzała jak na swój wiek, ale nie przesadzałabym aż tak.
Ledwo mogłam złapać oddech kiedy praktycznie dobiegliśmy do samochodu. Zajęłam miejsce pasażera i spojrzałam na tego pieprzonego starego dziadka z wyrzutem.
- Jest cholerna 7 rano, a ty musisz fundować mi maraton? - warknęłam.
- Wyglądasz dzisiaj jak dama, więc wyrażaj się jak dama - odpowiedział z uśmiechem i ruszył z parkingu z piskiem opon. Oczywiście, nigdy nie bierze mnie na poważnie.
Przez większość drogi milczeliśmy. Marco skupiał się na drodze i szalonej jeździe, a ja modliłam się o własne życie.
- Wariat - burknęłam pod nosem, kiedy stanęliśmy w końcu na światłach. Oczywiście zrobiłam to na tyle głośno, aby mógł usłyszeć mój komentarz.
- Elena, naprawdę nie mamy dzisiaj czasu na odpoczynek przed pracą. Co cię ugryzło? - spojrzał na mnie szybko i ponownie skupił wzrok na drodze. - Nie zapytasz nawet gdzie tak się spieszymy?
Poczułam wyrzuty sumienia. Jak zawsze miał rację, a sprawa musiała być poważna, skoro jechał tak szybko i nieostrożnie. Zazwyczaj przynajmniej za kierownicą zachowuje zdrowy rozsądek.
- Sorry - mruknęłam. - Dokąd jedziemy? Co się stało?
YOU ARE READING
Cure
Short StoryElena jest 24 letnią dziewczyną. Jest piękna, zabawna a jej ogromne i otwarte serce sprawia, że jej misją życiową jest pomaganie innym. Uwielbia swoje psy oraz przyjaciół i rodzinę, jednak z jednym z jej członków łączą ją trudne i bolesne relacje. B...
