Prolog

9K 188 107
                                        

Siedziałam sobie przed telewizorem jak zwykle po szkole. Nadciągały wakacje, a czas płynął niezauważalnie szybko. Była może jakaś 21 z groszami.

Wszędzie... no dosłownie wszędzie pisało o jakimś wypadku samochodowym przy torach, jednak nie chciałam wtrącać się w szczegóły. Zwyczajnie mnie to nie obchodziło. Wyłączyłam telewizor i poszłam do kuchni zaparzyć wspaniałą japońską herbatę. Jej opakowanie od tygodni kurzyło się na półce.

Z rytuału przyrządzania boskiego naparu, wyrwał mnie dźwięk telefonu. Spojrzałam na pasek powiadomień. Kretyński Onet postanowił przypomnieć mi o tym nieszczęśliwym wypadku.

Westchnęłam.

O ile zwykle totalnie nie zwracałam uwagi na takie sytuacje, tak teraz odnosiłam wrażenie, że wszechświat robił wszystko, aby tym razem to zmienić. No cóż, jak mi mama zawsze mówiła ,,Wypadki to seria zdarzeń, nad którymi ludzkość nigdy nie zapanuje".

Skończyłam zaparzać herbatę i usiadłam z powrotem na fioletową kanapę. Dosłownie sekundę później do drzwi ktoś donośnie zapukał.

Jęknęłam niezadowolona i ociężale ze zmęczeniem, podniosłam się, aby otworzyć dębowe jak od trumny wrota. Zobaczyłam dwóch nieboszczyków...

...nie no żart, to była policja. Blond włosa kobieta tylko lekko przytaknęła ruchem głowy, co ewidentnie znaczyło ,,czy możemy wejść?". Otworzyłam szerzej drzwi, po czym je zamknęłam, kiedy wszyscy znaleźli się w środku.

- Co tym razem zrobiłam nie tak?- byłam już przyzwyczajona do widoku policji w moim domu, jestem dość swawolną nastolatką.

- Nie tym razem Aria...- powiedziała nie co smutnym głosem kobieta.

-... przyszliśmy Ci przekazać, że twoja matka, Angela Corvere zginęła w wypadku...-

Po słowach policjanta osłupiałam. Absolutnie nic z tego do mnie nie dotarło.

-... okoliczności nie są jeszcze do końca znane, ale wygląda na to, że Pani Corvere wjechała w jadący pociąg.- kontynuował facet w granatowym mundurze.

Powstrzymałam nadpływające łzy, przez co w głowie pojawiło mi się dziwne niemiłe uczucie, które rzucało się po całym moim ciele. Matką roku to by nigdy nie została, ale jednak to moja mama.

- W takim razie co teraz będzie? Trafie do domu dziecka?- zapytałam roztrzęsionym głosem, którego nie byłam w stanie kontrolować.

Policjantka opuściła dłoń, którą jeszcze przed chwilą trzymała na biodrze.

- Dobrze wiemy, jakie są polskie realia. Prędzej skończyłabyś 18 lat, niż rozprawa dobiegła by do końca.- odpowiedziała kobieta, naciągając czapkę z daszkiem.

- Spokojnie, aktualnie szukamy w archiwum wiadomości na temat twojej rodziny. Znajdziemy kogoś bliskiego, u kogo będziesz mogła zatrzymać się na jakiś czas, przynajmniej do momentu ukończenia pełnoletności.- dodała.

- Na razie zabieramy cię na pogotowie opiekuńcze.-

Nie chciałam tam jechać, ale wykłócanie się z nimi o to, nie wchodziło w grę. Ubrałam bluzę, do której schowałam telefon ze słuchawki. Zamknęłam drzwi na klucz i poszłam za nimi do radiowozu.

Plus był taki, że chyba pierwszy raz nie jechałam nim skuta.

*

***trochę później przy pogotowiu***

*


- Będziemy Cię na bieżąco informować o postępach w sprawie poszukiwania twoich bliskich.-

- Jasne.- odpowiedziałam smętnym głosem, wysiadając z radiowozu.

Dla mnie było oczywiste, że nikogo nie znajdą. Byłam tylko ja i mama, nikt więcej. Pewnie trafię do jakiejś rodziny zastępczej czy coś w tym stylu.

Weszliśmy do budynku, który wyglądał jak przetransportowany prosto z Czarnobyla. Funkcjonariusz zaprowadził mnie do recepcji, gdzie zapisał wszystkie moje dostępne dane.

Usiadłam sobie na łóżku w pokoju dla „dzieci porzuconych". Na szczęście nikogo innego tam nie było. Wyjęłam już magicznie zaplątane słuchawki z kieszeni. Próbowałam je rozplątać, ale szło mi to coraz gorzej, więc z nerwów rzuciłam nimi o ścianę. Położyłam się na twardym materacu i to był błąd.

Zaczęłam rozmyślać o tym, co się właśnie stało. Wiadomość o śmierci mojej matki tak jakby przemierzała połowę galaktyki i trafiła do mojej świadomości dopiero teraz.

Zaczęła się powódź słonych łez, mimo to nie wydałam z siebie żadnego dźwięku. Nie mogłam w to uwierzyć. Jedyna osoba, na której mi w ogóle zależało, nie żyje. Już nigdy jej nie przytulę, nie pocałuje, nie dotknę, już nigdy mi w niczym nie doradzi, nie nakrzyczy, nawet nie powie tego pieprzonego ,,A nie mówiłam, że tak się to skończy? Posłuchałabyś mnie czasem".

Wiedziałam, że trafie do domu dziecka albo innego syfu, w końcu nie mam nikogo. Była tylko mama. Tylko ona. A ja ją tak zawiodłam, sprawiałam jej tyle problemów... Boże co ja jej zrobiłam...

--------------------------------------------------------------

Takie małe wprowadzonko pewnych postaci

Aria Corvere
Główna bohaterka — wychowana w Polsce
Ma 17 lat
Naturalny kolor włosów to brązowy, ale aktualnie jest to biały
Jest posiadaczką brzoskwiniowej karnacji (jest nie co ciemniejsza niż przeciętny Polak)
Oczy mają kolor zielony
Ma ok. 162 cm wzrostu.

Zuzanna Morales
Najlepsza przyjaciółka Arii — Polka
Ma również 17 lat
Naturalny kolor włosów to blond
Posiadaczka bladej cery
Oczy mają odcień brązu
Ma ok. 168 cm wzrostu.

Gwen Montrose
Młodsza siostra Liquido
22 lata
Blond włosy farbowane na brąz
Cera typowa dla ludzi z obszarów Australii
Oceaniczne oczy
176 cm wzrostu.

Avaia Falcon
Młodsza siostra Luźnego Joe
Pracuję jako menadżer w studiu
24 lat
Czarne wiecznie wyprostowane włosy, które idealnie dopełniają jej ciemną karnację.
Mocno brązowe oczy
180 cm wzrostu

Kamila Lavir
Dziewczyna Shakera, bardzo zazdrosna o niego
Jest w tym samym wieku co on, 24 lat
Szare oczy
Włosy są brązowe
Cera typowa dla mieszkańców RPA
Ma tylko 156 cm wzrostu.

Jak będą się pojawiać nowe wymyślone przeze mnie postacie, grające znaczącą rolę, to zawsze na dole będzie ich opis.

Córka Trenera || Supa Strikas Stories to obsess over. Discover now