Pierwsze dni kwietnia przyniosły ze sobą słońce, którego tak brakowało w marcu. Normalnie, Maciek nie narzekałby na taki obrót spraw, ale w tym momencie, gdy ostre światło raziło go w oczy, czuł się, delikatnie mówiąc, niekomfortowo. Żaluzje były popsute i znając podejście szkoły, zapewne pozostaną takie już na zawsze. Albo naprawią je tuż po tym jak zda maturę i już nigdy tej ławki nie zobaczy. Obie opcje były równie prawdopodobne.
Maciej oparł łokieć na ławce i w miarę możliwości zakrył dłonią część twarzy przed słońcem. Drugą rękę, w której trzymał długopis, zawiesił nad zeszytem, chociaż i tak nie miał niczego do notowania. Zerknął na zegar. Minuty wlokły się powoli.
W klasie słychać było typowy, cichy szmer. Ktoś z kimś gadał, ktoś odrabiał lekcje z innego przedmiotu albo czytał lekturę – słowem, każdy kto nie miał ochoty słuchać nudnego wywodu Jasińskiej, znalazł sobie alternatywne zajęcie. Reszta trwała w marazmie, nawet nie uważając na słowa nauczycielki, po prostu patrzyła na nią z brakiem nawet cienia zrozumienia na twarzy.
Sama Jasińska, która chyba nawet nie zdała sobie sprawy, że lekcję prowadzi już tylko dla siebie, opowiadała z zaangażowaniem o temacie, który Maćkowi wyleciał z głowy jakieś dwadzieścia minut temu. Była to jedna z nielicznych HISu, na którą wychowawca nie zadał klasie do zrobienia kart pracy z fizyki, także chciała ją wykorzystać w stu procentach, byle tylko wyrobić się z materiałem na sprawdzian. Jasińska była jeszcze nauczycielką z krótkim stażem, także klasa nie słuchała jej... prawie nigdy.
Pięć minut później, głowa Macieja prawie opadła na ławkę, ale jej właściciel szybko się ocknął. Do dzwonka nadal pozostał kwadrans, a klasa stopniowo zaczęła robić się coraz głośniejsza – przez uczniów, oraz nauczycielkę, która starała się nad nimi zapanować. Maciek schował twarz w dłoniach – nie mógł doczekać się końca lekcji i wyjścia z tego cyrku. „Tylko po to, by wrócić do kolejnego" dodał gorzko w myślach. Kątem oka widział swojego kolegę z ławki, który rysował coś w zeszycie, nieznacznie zasłaniając swoje bazgroły ręką. Wojtek chyba ogólnie miał jakieś aspiracje by być artystą – ale chyba nie na tyle, by wytrzymać w klasie architektonicznej, z której przeniósł się na początku tego roku. Kiedy dołączył do Macieja w ławce pod oknem, na początku pokazał mu nawet swoje rysunku. Chociaż szybko się przekonał, że wybrał złą osobę do dzielenia się twórczością. To nawet nie tak, że Maciej był jakiś przesadnie wredny. Może tak umiarkowanie. Bo chyba nazwanie rysunków Wojtka „zmutowanym królikiem" i „porno – muminkami" było właśnie tak, umiarkowanie wredne. W każdym razie, chłopak śmiertelnie się obraził. Gdy Sońka się o tym dowiedziała, powiedziała do Maćka, że jest niedojrzałym debilem. A potem to Maciek się obraził, ale już tak z zasady. Ich znajomi patrzyli na nich jak na parę klaunów. Albo dwie połówki tego samego klauna.
Z otępienia wybudził go dźwięk powiadomienia. Zerwał się nagle, prawie podskoczył na krześle. Parę osób siedzących w pobliżu, w tym Wojtek zerknęło na niego krótko, ze znikomym zainteresowaniem. Nie przykuł na szczęście uwagi Jasińskiej, która walczyła z PowerPointem. Maciek wyciągnął szybko telefon z kieszeni i skrył się za siedzącym przed nim Filipem. Odblokował wyświetlacz i zerknął na pasek powiadomień, rozwijając wiadomość z Messengera.
Pierwsza brzmiała „Ej, ludzie", kolejna „jest problem" i Maciek czuł, że nie ma najmniejszej ochoty odczytywać trzeciej. Z niechęcią otworzył dymek konwersacji.
Duce: bo Ravi tak jakby złamał nogę i
Duce: wiecie, nie jestem na medyku NIE ZNAM SIĘ
Duce: ale w dwa tygodnie to chyba mu się nie zagoi
YOU ARE READING
Choroby wieku nastoletniego
Teen FictionW ich otoczeniu z jakiegoś powodu panowała opinia, że nastolatki (a zwłaszcza współczesne) nie mogą mieć poważnych problemów. Bo w końcu wszystko, co nastoletnie było krótkie i nieistotne (na dłuższą metę nawet matura zaczyna tracić na wartości). Ta...
