Myłam dłonie dotykając dokładnie każdego kawałka skóry. Były w mojej krwi, która teraz spływała wraz z wodą do rur. Wreszcie zakręciłam kran i na suchy palec nakleiłam plaster wracając do krojenia warzyw. Promienie słońca przebijały się przez prawie przezroczyste firanki ukazując unoszący się w powietrzu kurz. Westchnęłam odgarniając kosmyk ciemnobrązowych włosów, który wyślizgnął się z mojego koka. Przez otwarte okno do środka wpadał chłodny wiatr w towarzystwie szumu ulicy. W moich okrągłych okularach odbiło się światło, a ja zamknęłam oczy czując lekkie szczypanie spowodowane nagłą zmianą oświetlenia. Odłożyłam nóż na bok słysząc dzwonek telefonu i pochwyciłam urządzenie w dłoń.
- Halo? - spytałam spokojnym głosem i oparłam się o blat. Materiał mojej lekkiej białej bluzki zafalował przy gwałtownym ruchu ochładzając moje zgrzane ciało.
- Charlotte, chciałbym, żebyś dzisiaj nadzorowała dostawę krwi medycznej dla pewnej organizacji - odezwał się dyrektor szpitala, w którym pracowałam. Pokiwałam głową w lekkim roztrzepaniu dopiero po chwili zauważając, że nie mógł on zobaczyć tego gestu.
- Oczywiście, zajmę się tym Robercie - odpowiedziałam przygryzając wargę i w myślach opracowywując plan wizyty. Przez chwilę panowało milczenie, gdy wreszcie usłyszałam chrząknięcie.
- Bądź w szpitalu jak najszybciej, to już wszystko co chciałem ci przekazać - odezwał się ciszej i chyba zastukał w biurko przed nim. Delikatny uśmiech zawitał na mojej twarzy. - Do zobaczenia, Charlotte.
- Dowidzenia.
†††
Ubrana w kitle lekarski kierowałam się do pokoju skąd miałam odebrać krew i odeskortować ją do furgonetki, którą musiałam pojechać by dopełnić wszystkie formalności. Otworzyłam delikatnie drzwi wpychając okulary spowrotem na mój nos. Zamknęłam drzwi i jeszcze raz sprawdziłam, czy mam wszystkie dokumenty w mojej czarnej teczce. Następnie wyciągnęłam jedną z kartek i wcześniej wyciągając długopis z mojej kieszeni na dole strony złożyłam swój podpis przyozdabiając go dzisiejszą datą. Było to potwierdzenie odbioru towaru ze szpitala. Podeszłam do starszego mężczyzny stojącego przy wózku z załadowaną przesyłką. Uśmiechnęłam się promiennie widząc, że lodówka jest szczelna.
- Poproszę o podpis Julianie - powiedziałam, a staruszek uśmiechnął się przyjaźnie w moją stronę i złożył podpis obok mojego. - Dziękuję. Chłopcy! - zawołałam ludzi stojących na zewnątrz by mi z tym pomogli. Cmoknęłam staruszka stojącego obok mnie w policzek i wyszłam z personelem ciągnącym już lodówkę w kierunku samochodu. Na miejscu ta została włożona do środka, a ci którzy mi pomagali złożyli swoje podpisy na kolejnym dokumencie. Poprosiłam jeszcze kierowcę o niezbędny podpis i ruszyliśmy dostarczyć kilka litrów krwi w woreczkach. Odetchnęłam i powachlowałam swoją twarz dłonią. Jak na razie wszystko szło dobrze i byłam tak naprawdę z tego dumna. Zdejmując okulary przetarłam szkła materiałem mojego kitla i wsłuchałam się w szmer rozmowy mężczyzn siedzących obok naszej przesyłki. Po kilkunastu minutach jazdy znaleźliśmy się przed wielką rezydencją. Wysiadłam z mojego środka transportu każąc wcześniej kierowcy zgasić silnik. Wyskoczyłam na żwir i spojrzałam jeszcze raz na plan dostawy. Zadzwoniłam na numer podany w fakturze i po chwili ze środka wyszedł starszy mężczyzna ubrany jak lokaj, jego włosy były związane w kucyk, a bystre oczy lustrowały mnie od stóp do głów. Podeszłam do niego szybkim krokiem.
- Dzień dobry, Charlotte Lieber - powiedziałam wyciągając dłoń przed siebie. Po chwili potrząsnął ją w geście powitania.
- Walter C. Dornez, miło mi panienkę poznać - uśmiechnął się w odpowiedzi. Czułam, że złapię z nim dobry kontakt. Następnie poprosiłam o jego podpis kiedy za mną wyładowywano lodówkę wkładając na jej miejsce drugą. - Niestety te dokumenty musi podpisać Sir Hellsing - odpowiedział unosząc jedną brew. Ja za to wypięłam dumnie pierś z mojej organizacji całej procedury.
- I tak proszę o podpis, to pan widział pierwszy przesyłkę i musi pan potwierdzić, że jest nieuszkodzona - wtrąciłam pusząc się dumnie. Staruszek tylko znowu się uśmiechnął i finalnie podpisał to co musiał. - Dziękuję, teraz proszę byś zaprowadził mnie do sir Hellsing - dopowiedziałam ciekawa jak potoczy się rozmowa z szefową tego miejsca. Wreszcie kiedy pojawiliśmy się przed drzwiami do zapewne gabinetu usłyszeliśmy głośną rozmowę. Wbiłam paznokcie w teczkę czując, że coś może jednak nie wyjść w moim nieskazitelnym planie. Zazgrzytałam zębami kiedy pan Dornez wszedł do środka chcąc poinformować osobę pociągającą za sznurki o moim przybyciu. Po kilku sekundach usłyszałam jedno głośne słowo i ze ściany przede mną wyłonił się mężczyzna w czerwonym płaszczu. Zobaczywszy mnie uśmiechnął się chytrze i przepuścił mnie przez drzwi przyglądając mi się podczas, gdy instynktownie chowałam się za teczką i wyglądając znad niej. Nigdy nie odwracaj się tyłem do wroga. Podskoczyłam gwałtownie odwracając się w kierunku zamkniętych już drzwi i odetchnęłam otrzepując się z niewidzialnego pyłu. Zarumieniłam się delikatnie widząc jak dwójka osób przebywających w pomieszczeniu spogląda na mnie ze zdziwieniem. Odchrząknęłam i stanęłam przy krześle.
- Dzień dobry, Charlotte Lieber - podałam dłoń nad biurkiem kobiecie siedzącej w krześle. Na szczęście po chwili ją potrząsnęła i finalnie odezwała się.
- Sir Integra Fairbrook Wingates Hellsing - kiwnęła dodatkowo głową i gestem wskazała mi krzesło. - Jak powiedział mi Walter przyjechała tu pani dopełnić formalności - spojrzałam na lokaja delikatnie kiwając głową.
- Tak, pani Hellsing. Chciałam prosić o podpis na kilku dokumentach - uśmiechnęłam się promiennie mimo wcześniejszego strachu. Na twarzy blondynki pojawił się uśmieszek, a jej jasno niebieskie oczy zlustrowały moją twarz co do centymetra. Podpisała wszystkie dokumenty jakie jej dałam bez wczytywania się w szczegóły po czym obdarowała mnie jeszcze jednym ciepłym uśmieszkiem i pożegnała. Wyszłam na korytarz oddychając z ulgą, że wszystko poszło po mojej myśli. Odrzuciłam na bok wszystkie myśli związane z mężczyzną w czerwieni i zaczęłam kierować się do holu stukając obcasami o posadzkę zaburzając panującą tu ciszę. Nagle ktoś pociągnął mnie na ścianę i do niej przygwoździł. Przełknęłam ślinę i spojrzałam na twarz przechodzącego przez ściany. Ten tylko spojrzał na mnie przelotnie przysuwając moją dłoń blisko jego twarzy. Opuszek, który zraniłam nadal krwawił, ale nie zbyt mocno, o czym świadczył lekko przemoczony plaster. Serce podeszło mi do gardła kiedy zobaczyłam jak zrywa gazę i zlizuje powoli krew z palca dokładnie go z niej oczyszczając. Strach zaczął płynąć w moich żyłach płonąc zimnym ogniem, a dreszcze szły po moim kręgosłupie kiedy jego czerwone spojrzenie skierowało się na moją szyję. Czułam jak jego wzrok ląduje na żyłach teraz pulsujących z emocji, które mną władały. Zaczął ją lizać co było całkiem przyjemne, lecz nadal stałam sparaliżowana, zapędzona w kozi róg. Nagle zza zakrętu wyszedł Walter zaskoczony patrząc na sytuację, którą zastał popatrzyłam na niego błagalnie, na co odchrząknął zwracając na siebie uwagę czarnowłosego, który syknął z niezadowoleniem.
- Popełniłaś błąd tu przybywając - wyszeptał do mojego ucha, a ja czułam jak krew odpływa z mojej twarzy. Czułam, że muszę mu pokazać co potrafię, więc uśmiechnęłam się uroczo poprawiając okulary.
- Wszyscy popełniamy błędy.
1056 słów.
Opublikowano: 20.07.2019r.
YOU ARE READING
Blood//Hellsing
Fanfiction- On jest dupkiem! - wykrzyknęłam przechodząc obok Waltera i rzucając moją teczką o ścianę. - A jednak go lubisz - posłał mi lekki uśmiech patrząc na moją lekko zarumienioną, zszokowaną twarz. ††† Gdzie Integra potrzebuje krwi, tam przybywa Charlott...
