Mówi się, że życie dla każdego człowieka jest najważniejsze... że mamy je szanować, bo mamy je jedno. Jednak świat się myli. Każdy z nas powinien przyglądać się innym ludziom. Patrzeć i analizować. Może właśnie w tym momencie ktoś uśmiechając się postanawia zakończyć swoje istnienie. Nie wiesz tego... ale zawsze można dostrzec jakąś podpowiedź. Ruch, słowa, postawa, intonacja głosu. Największym oszustwem zawsze będzie mimika twarzy, ponieważ każdy potrafi się uśmiechać nawet jeżeli wewnętrznie się rozpada.
Tak było z nim. Zawsze się uśmiechał i dużo gadał. Buzia się mu nie zamykała. Wydawał się zarówno wycofany społecznie jak i świetnie zżyty. Miał przyjaciół, kolegów/koleżanki, znajomych, genialnych rodziców. Był cholernie bystry i co najgorsze od dziecka był mistrzem w tłumieniu emocji. Z wiekiem coraz mniej wierzył w siebie i nienawidził tego co widzi w lustrze. Niewielu to wiedziało, ale te osoby zazwyczaj były przy nim z litości i w końcu kontakt się urywał. Gdy jego wewnętrzny pojemnik z uczuciami był przepełniony to wybuch mogła spowodować nawet do połowy pełna szklanka. Zawsze działo się to nocą, gdzie blask stali ginął w mroku. Wszystko ukrywał... udawał szczęśliwego.
Zdradzały go pytania, które zadawał:
Co będzie potem?
Czy po tym znajdę prace?
A czy będę w stanie się z tego utrzymać?
Czy to co robię musi przynosić mi satysfakcję?
Niewinne pytania. Tak pomyślał by każdy człowiek. A on się rozpadał. Uważał, że nie jest gotów na bycie dorosłym. Z czasem nie czuł już radości, ani chęci do dalszego egzystowania. Robił to z przyzwyczajenia. Bo tak. Szukał zagubionego szczęścia u innych ludzi, ale to nie zapełniało pustki w jego sercu.
Nie poddawał się jednak. Poszukiwał sensu i czegoś co ruszy jego wnętrze. Nikt nie wiedział, że każdego dnia toczy walkę ze sobą. Każdy powiedziałby, że był normalnym rozgadanym i egoistycznym chłopakiem. Nikt nie przyzna się, że to jego winna, że nic nie wiedział... że przecież ten chłopak zawsze mówił: Jest wszystko w porządku... Tak jestem szczęśliwy...
Czy człowiek musi zrobić ogromny transparent z napisem: Czuję się źle w środku, by zauważono, że potrzeba poświęcić tej osobie czas... może porozmawiać... albo wybrać się na spacer... dać radę... a nie tylko: Wszystko będzie w porządku...
Gdyby świat zauważył to wszystko on nie postanowiłby pozbawić się tego daru znanego wszystkim jako życie. Może jego uśmiech stałby się szczery...
A wystarczyło poświęcić mu chwilkę dłużej. Przyglądnąć się jego gestom.
Może gdybym ja zastosował się do własnych spostrzeżeń, które przyszły dopiero po tragedii, miałbym go tuż obok. Teraz jedyne co mogę zrobić to wyjąć telefon i zadzwonić do niego. Wiem, że nie odbierze, ale usłyszę jego głos nagrany na sekretarce. Jest taki pełny radości... i wręcz widzę jego uśmiechniętą buzię.
-Hejka dodzwoniłeś się do mnie, czyli Andiego... Nie mogę teraz odebrać, ale zostaw wiadomość, na pewno dzwonię...
