6 XII 2018

40 8 2
                                        

Siedziałam na swoim łóżku w klinice Rosmary i patrzyłam przez okno. Jestem wniebowzięta. Wszędzie leży cienka warsta śniegu. Drzewa już dawno pogubiły liście. Dawno nie widziałam tak białej zimy. Zapatrzona w dal nie zauważyłam, że podszedł do mnie mój doktor Hans.
- Jak się dzisiaj czujemy? - zapytał mnie, a ja aż podskoczyłam ze strachu.
- D-d-dobrze, panie doktorze.
- To świetnie! Zgadnij, kto do ciebie przyszedł!
- Emm... Rodzice? - nie przepadam za doktorem. Jest trochę dziwny i zawsze kiedy ze mną rozmawia, uśmiecha się w podejrzany sposób. Wygląda to strasznie.
- Yhm. Zgadłaś! - Hans odwrócił się i na chwilę wyszedł. Słyszałam, jak z kimś rozmawia. Niedługo potem do pokoju weszli moi rodzice. Mama podbiegła do mnie i jak zwykle przytuliła mnie tak mocno, że prawie przestałam oddychać.
- Cześć, mamo.
- Witaj, słoneczko! Jak tam? Czujesz się trochę lepiej?
- No nie wiem... Tak sobie...
- Oj, no, przestań musi być choć trochę lepiej! - tato uśmiechnął się do mnie. Czułam się trochę osaczona przez własnych rodziców. Nagle wszedł doktor Hans. Trzymał w ręce jakaś teczkę.
- Mogę jeszcze na chwilę z państwem porozmawiać? - zapytał, patrząc to na mnie, to na rodziców.
- Kochanie, idź proszę z doktorem. Chce pobyć trochę z naszą córką. - po tych słowach tato wyszedł wraz z Hansem. Kiedy zamknęli drzwi od pokoju, mama popatrzyła na mnie.
- Nie martw się, słonko. Tato zaraz przyjdzie.
- Mamo. Mam pytanie...
- Jakie, słonko?
- Bo ostatnio cały czas się zastanawiam, czy Bóg isnieje.
Mama zamilkła. Spojrzała na mnie i mnie przytuliła. Nie rozumiałam, o co jej chodzi i dalej czekałam na odpowiedź.
- Słońce, co to jest za pytanie? Dlaczego myślisz o takich rzeczach? - mama popatrzyła na mnie. W jej wzroku było coś dziwnego.
- Mamo... Czy coś się stało? Wyglądasz na zdenerwowaną...
- Nie, słoneczko. Nic mi nie jest. Po prostu zastanawiam się, dlaczego myślisz o takich rzeczach, kiedy powinnaś się cieszyć zimą i śniegiem, i w ogóle wszystkim innym. Nie rozumiem tego.
- Mamoooo! Nadal mi nie odpowiedziałaś!
- Słoneczko... To za trudny temat. Porozmawiajmy o czymś innym.
- Mamo... Proszę - spojrzałam na nią. Wyglądała na naprawdę wkurzoną, ale ja nadal byłam ciekawa jej zdania. Zresztą zaczęłam się już powoli denerwować tym, że mama niby przyszła ze mną porozmawiać, ale jak zadaje jej normalne pytanie, to nie chce mi na nie odpowiedzieć. Ona chyba myśli, że jak przyjdzie do mnie raz w ciągu całego tygodnia i będzie na mnie patrzeć przez kilka godzin, to uznam ją za najlepszą matkę na świecie. Raczej się tego nie doczeka.
- Czy wypowiedzenie słowa tak, albo nie jest takie trudne?! Przychodzisz do mnie raz na tydzień i jeszcze nie chcesz odpowiedzieć mi na normalne pytanie!
- Słoneczko, nie denerwuj się... Ja po prostu nie rozumiem...
- Doktor Hans mówił, że Bóg istnieje i byłam ciekawa, jak ty mi odpowiesz... Już zadowolona? W końcu mogę się dowiedzieć, co o tym... - zatrzymałam się na chwilę i spojrzałam na moją mamę. Wyglądała na jeszcze bardziej wkurzoną niż wcześniej. Spojrzała na drzwi i po chwili ciszy w końcu otrzymałam odpowiedź na moje pytanie.
- Aha! To on ci wmówił takie głupoty! Nie myśl o tym! - mama szybko odwróciła się w moją stronę i położyła swoją dłoń na mojej, patrząc mi w oczy. Nie byłoby to tak dziwne, gdyby nie fakt, że przestała mrugać. - Słoneczko! Bóg nie istnieje! Gdyby istniał, nie musiałabyś tyle cierpieć! Dlaczego wierzysz jakiemuś szaleńcowi!? Nie możesz! Nigdy więcej o tym nie myśl!
- Mamo... Dlaczego krzyczysz? Przecież nic się nie stało... Każdy może mieć własną opinię...
-... Po prostu... Nie słuchaj tego doktora aż tak bardzo... Dobrze?
- Ok!
Wreszcie mama się uspokoiła. Po jakimś czasie tato wszedł do pokoju i wreszcie mogłam z nimi normalnie porozmawiać. Wyszliśmy nawet na chwilę na dwór i w końcu mogłam pójść normalnie na spacer. Było wspaniale. Jednak moi rodzice musieli iść do domu o 17 i znowu zostałam sama. Popatrzyłam na drzwi mojego pokoju i stwierdziłam, że pójdę zobaczyć, jak czują się moi znajomi. Poszłam najpierw do mojego kolegi który mieszkał zaraz obok, po prawej stronie. Zapukałam do drzwi. Czekałam już dość długo, ale nikt nie otworzył. Nagle podszedł do mnie doktor Hans.
- Co ty tutaj robisz o tej godzinie?
- Emm, chciałam odwiedzić Jake'a, ale mi nie otworzył.
- Och? Chciałaś go odwiedzić? Ale przecież go już tutaj nie ma!
- Jak to!? Przecież jeszcze wczoraj tutaj mieszkał...
- Tak, ale dzisiaj z rana kiedy rozmawiałaś z rodzicami, jego mama przyjechała tutaj i zabrała go do domu.
- Aha... To smutne... Teraz nie będę miała z kim rozmawiać...
- Oj, no, przestań! Masz przecież mnie! Zresztą chyba jak narazie nagadałaś się ze swoimi rodzicami, prawda?
- Ech, ma pan rację... Pójdę już do pokoju...
Odwróciłam się i podeszłam do drzwi. Spojrzałam w górę. Numer 15. Chociaż był to tylko numer pokoju, w którym mieszkałam prawie przez połowę swojego życia, zazwyczaj to właśnie za pomocą tej liczby wszyscy się do mnie zwracali. Przez co cały czas czuję się, jakbym nie miała imienia. Zresztą, po co mi ono, skoro i tak do niczego się nie nadaję. Mam 15 lat i nic nie mogę zrobić bez zgody doktora. Zawsze było źle, a teraz mi się pogorszyło.
Stojąc pod drzwiami mojego pokoju, zauważyłam, że doktor już dawno stąd poszedł i mogłam teraz pójść do mojej koleżanki. Mieszkała na drugim końcu korytarza, ale znałam ją z naszych wyjść na plac zabaw. Kiedy w końcu doszłam do jej drzwi i już chciałam zapukać, usłyszałam krzyki z dworu. Wyjrzałam przez okno i zauważyłam cztery osoby w czarnych kapturach. Krzyczeli do siebie w jakimś niezrozumiałym dla mnie języku. Nagle trzech z nich rzuciło się na jednego. Było to ciekawe widowisko, chociaż nie robiło na mnie zbytniego wrażenia. Ostatnio coraz częściej widziałam tego typu zdarzenia. Stwierdziłam, że przestanę się tym w końcu interesować i zapukam do drzwi. Tym razem czekałam tylko chwilę. Kate uchyliła drzwi i popatrzyła na mnie z przerażeniem. Po chwili się jednak uspokoiła, gdy zauważyła, że jestem sama.
- Rebeca, co ty tutaj robisz? Jest już po 17! Jak doktor nas zobaczy, to będzie źle! - wyszeptała do mnie przestraszona. Ona nie lubiła tych doktorów jeszcze bardziej ode mnie.
- Daj mi wejść, to nie zobaczą!
- To chodź. Szybko!
Wreszcie Kate pozwoliła mi wejść do jej pokoju. Wszystko było porozrzucane, ale to dla niej był standard zostawiać rzeczy na podłodze.
Przez dłuższy czas rozmawiałyśmy o Jake'u. Kate była zaskoczona, że zabrali go rodzice, bo ostatnio czuł się gorzej niż zwykle. Po chwili stwierdziłyśmy, że nie warto dalej drążyć tego tematu i Kate, jak na plotkarę przystało, podzieliła się ze mną kilkoma ciekawymi informacjami. Niestety siedziałam już u niej i tak za długo i musiałam już wracać do siebie. Po cichu pobiegłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi. Spojrzałam na zegarek. Była już 18, a ja nawet się nie umyłam. Miałam tylko nadzieję, że doktor nie wejdzie mi teraz do pokoju. Lekko przestraszona poszłam szybko się spłukać i umyłam zęby. Udało mi się skończyć przed wizytą któregoś z doktorów. Zanim położyłam się spać, wyjrzałam jeszcze przez okno. Śnieg na szczęście jeszcze nie stopniał, więc miałam nadzieję, że wyjdziemy jutro na dwór. Kiedy znudziło mi się wpatrywanie w nicość, położyłam się spać. Gdy zamknęłam oczy, usłyszałam dźwięk otwierającym się drzwi, a po chwili i głos doktora. Byłam szczęśliwa, że zdążyłam się umyć na czas i nikt nie będzie na mnie krzyczał i mnie upominał. Jednak doktor nie wyszedł od razu z pokoju. Wręcz przeciwnie. Po chwili ciszy usłyszałam jak wchodzi tu jeszcze ktoś inny. Zaczęło mówić do siebie szeptem, ale udało mi się ich usłyszeć. Ich rozmowa była dziwna, więc byłam ciekawa co się zaraz stanie.
- To ona - jeden z nich wyszeptał. Domyślałam się, że chodzi im o mnie - Mamy idealną okazję. Ona zawsze śpi jak kamień.
- Faktycznie, ale może warto sprawdzić? Nie wiadomo, do czego zdolna jest ta nastolatka. Chyba wiesz, jakie one potrafią być podstępnie.
- Ale po co miałaby udawać? - nie wiedziałam o co im chodzi. Po chwili jeden z nich dotknął mojej twarzy. Stwierdziłam, że nie zdradzę się przed nimi i w żaden sposób się nie poruszyłam. Najwyraźniej to ich przekonało, bo jeden z nich wziął mnie na ręce i wynieśli mnie z pokoju. Cały czas rozmawiali ze sobą, a ja już nawet nie chciałam tego słuchać. Byłam bardzo śpiąca, dopóki nie usłyszałam dość ciekawej rzeczy.
- Biedna dziewczyna. Rodzice chyba jej nie kochali, bo w ogóle nie byli smutni, jak podejmowali tą decyzję.
- Faktycznie, to było dość dziwne... Zresztą oni już wcześniej pokazywali, że im na niej nie zależy. Przychodzą do niej tylko raz na tydzień i nadal robią to dość niechętnie.
- Na waszym miejscu nie myślałbym o tym. To nie nasza sprawa.
Fakt, że rodzice przychodzili do mnie tak rzadko był dla mnie w ogóle dziwny, ale jak usłyszałam, że raczej wcale mnie nie kochali, to aż prawie zaczęłam płakać. Jednak powstrzymałam się, żeby nie zdradzić im, że nie śpię. Nie wiedziałam, gdzie mnie niosą, ani co mi zrobią. Stwierdziłam, że musi chodzić o jakieś dziwne badanie, które musi być wykonywane ze znieczuleniem czy coś w tym stylu, więc bez dłuższego rozmyślania spróbowałam zasnąć.

Nowy ŚwiatBağımlısı olacağınız hikayeler. Şimdi keşfedin