Początek

7 1 3
                                        

     Wow duża pomyślałam gdy stanęłam przed komendą policji. Od teraz zaczynasz nowe życie. Ten fakt cieszy mnie jeszcze bardziej. W końcu nie będę pod ciągłym nadzorem opieki rodzinnej. Ale najpierw się zamelduj! Ruszyłam w kierunki wejścia do budynku. Tak jak z zewnątrz jest dość duża i przestronna.  

     Jak przystało na komendę dominują tu barwy zimne takie jak szary, czarny czy brązowy. Oczywiście są prześwity białego i kremowego. Po lewej stronie stoją kanapy z automatem do kawy. Jak widać wiele osób tu prześladuje. Jak to ja zaraz bym się zgubiła więc postanawiam podejść do blondynki siedzącej za biurkiem. Nie wydaje się zbytnio zainteresowana tym co się tu dzieje i dopiero po dwukrotnym chrząknięciu mnie zauważa. Patrzy na mnie z wyrazem twarzy mówiącym " Czego nie widzisz że jestem zajęta?". Powstrzymuje się od przewrócenia oczami i z wielkim wymuszonym uśmiechem zwracam się do dziewczyny.

- Dzień dobry. Jestem Julia Wett i miałam się tu spotkać z komendantem- powiedziałam najlepiej jak umiałam

- A ty to ta nowa. Korytarzem prosto i w prawo.

- Dziękuje - odpowiadam i ruszam. Jak bym jeszcze musiała choćby chwile z nią spędzić podejrzewam, że bym dostała załamania nerwowego.

Ruszam za danymi wskazówkami. Wiele osób przygląda mi się z zaciekawieniem czego nie zbyt lubię. Korytarzem prosto i w prawo to chyba tu. 

Przed sobą mam ciemnoczerwone drzwi wykonane z drewna. Delikatnie pukam i po chwili słyszę donośny męski głos sygnalizujący wejście. Nie powiem jestem trochę zdenerwowana w końcu to moja pierwsza a tak naprawdę druga praca w policji. Wcześniej wlepiałam mandaty za złe parkowanie i takie tam ale teraz mam szansę się wykazać mam nadzieję. Powolnym ale żwawym krokiem wchodzę do pomieszczenia. Zaskakuje mnie lekki bałagan. Zazwyczaj a przynajmniej w tamtej pracy gabinet szefa lśnił czystością.

Za biurkiem siedzi brunet około trzydziestki. Jak zgaduje jest to nasz szef. Przed nim obok na krześle siedzi przystojny blondyn patrzący się na mnie swoimi niebieskimi tęczówkami. Przełykam ślinę i staram się coś powiedzieć ale facet za biurkiem jest szybszy.

- Witaj Julio. Jestem Kacper Wart szef policji a to jest twój partner Kamil Zawidzki. Mam nadzieje, że będzie się wam dobrze razem pracowało. W razie czego o wszystko go pytaj no i Cię oprowadzi po komendzie. Mam szczerą nadzieje, że będzie Ci się dobrze tu pracowało -uśmiechnął się przyjaźnie.

- Em... dobrze. Dziękuje - nie wiedziałam co powiedzieć. 

- No to do roboty wezwanie czekam- powiedział Kacper i wygonił nas z gabinetu.

Stałam jak osłupiała. To wszystko dzieję się za szybko. Dopiero co dowiedziałam się o partnerze to już mamy zadanie. Wow. 

- No to Julka w tym pokoju masz mundur. Zakładaj go i do roboty. Czekam przy radiowozie -mrugnął do mnie i odszedł.

Szybko pobiegłam do szafy po strój i natychmiast się w niego przebrałam. Leży na mnie idealnie. Szybkim krokiem doszłam do samochodu gdzie czekał już chłopak z dwoma kubkami kawy.

- Nie wiem co lubisz więc masz caffe late. -podał mi napój

- Dzięki. A właściwie co to za sprawa?- spytałam popijając ciecz. 

- Na przedmieściu doszło do morderstwa. Ofiarom jest jedenastoletnia dziewczynka. Z tego co wiem dźgnięto ją parę razy w brzuch. Na nasze nieszczęście nie ma ani świadków ani żadnych dokumentów. Rodzina też się nie zgłosiła. 

- To straszne. Jakim trzeba być psychopatą by zabić małą dziewczynkę- powiedziałam ze smutkiem

- Wiem, sam ich nie rozumiem. Lecz jeszcze bardziej dziwi mnie fakt, że nie zgłosiła się o nią rodzina. 

- To prawda. Trzeba będzie wszystko dokładnie sprawdzić 

- Już Cię lubię- powiedział chłopak ze śmiechem. Czuję, że będzie nam się dobrze razem pracowało.


Lost in the caseWhere stories live. Discover now