"Alex Watts!" - Moją zadumę przerwała pracownica Starbucksa czekająca z gotową kawą do odbioru.
Mimo braku pracy oraz jakichkolwiek perspektyw zdobycia sensownego źródła zarobku, stać mnie było na drobne luksusy takie jak kawa z renomowanych kawiarni czy telefon z nadgryzionym jabłkiem. Co prawda iPhone 6 nie był specjalnie nowy ale jednak, mogę się nazwać dumnym posiadaczem iPhone, a to przecież wyznacza pozycję społeczną w XXI wieku. Wmawiałem sobie to od momentu, kiedy moi rodzice zostawili mnie w Londynie a sami opuścili Europę w celu zamieszkania w Ameryce. Od tamtej pory nie miałem z nimi kontaktu, zero numerów telefonu, maili, nie mogłem ich nawet znaleźć w mediach społecznościowych, jakby się rozpłynęli. "Radź sobie sam, jesteś dorosły." Ostatnie słowa ojca nadal brzmiały w mojej głowie jakby to było wczoraj, a przecież wyjechali trzy lata temu.
"Alex Watts! Odbierzesz tę cholerną kawę?!" - wrzasnęła rudowłosa kobieta.
"Dziękuję. Przepraszam, zamyśliłem się." - odparłem, chwyciłem kubek z moim nazwiskiem i udałem się w stronę wyjścia.
Przez ramię spostrzegłem na twarzy kilku osób lekkie zażenowanie spowodowane moim zachowaniem. Przyzwyczaiłem się do tego, nie pierwsza i nie ostatnia tego typu sytuacja, w której czuję się upokorzony, choć to chyba odrobinę za mocne stwierdzenie. Pogrążony w zadumie wypiłem czarną, niesłodzoną kawę i opuściłem lokal. Wędrując ulicami stolicy Wielkiej Brytanii dosyć często uświadamiałem sobie, że w sumie nie mam najgorzej w życiu, pieniądze z zasiłku są, dach nad głową jest, mnóstwo wolnego czasu, z którym nie mam zielonego pojęcia co zrobić również jest... No właśnie, wolny czas. W moim dwudziestodwuletnim życiu dosyć często zadawałem sobie pytanie: "Co się stanie jutro?" czy chociażby "Dokąd zmierzam?". Dopadła mnie rutyna. Codziennie około godziny trzynastej wstaję, pochłaniam tosty z serem i szynką, przeglądam Facebooka popijając dietetyczną colę po czym myję zęby i siadam do komputera w celu pogrążenia się w świecie gier bądź filmów. W międzyczasie wychodząc zapalić na balkon rozglądam się po mojej kawalerce, choć "mojej" znów jest stwierdzeniem nie na miejscu, ponieważ nie jestem właścicielem mieszkania a tylko je wynajmuję. Ściany koloru zielonego podobno mają uspokajać i działać kojąco, gówno prawda. Nie jestem fanem zdjęć ani obrazów więc ściany są kompletnie puste nie licząc zawieszonego na jednej z nich telewizora, z którego i tak nie korzystam. Poza wyżej wymienionym sprzętem, w pokoju znajduje się zasłane jednoosobowe łóżko, na którym spoczywa pościel z Deadpoolem, jedną z moich ulubionych postaci uniwersum Marvela. Przy miejscu spoczynku, na szafce nocnej znajduje się znienawidzone przez większość ludzi urządzenie zwane budzikiem. Nie używałem tego skurwysyna od wieków. W chwili obecnej służy jedynie jako ozdoba, chociaż jakby zniknął zapewne nawet bym nie zauważył jego braku. Szybki papieros i wracamy do komputera. Około godziny siedemnastej zazwyczaj postanawiam się ubrać i wyjść pozwiedzać miasto, żeby z samotności już kompletnie nie zwariować. Mimo braku znajomych lubię wyjść pospacerować w tą słynną, angielską deszczową pogodę ulicami Londynu. Zazwyczaj podczas przechadzki zadaję sobie egzystencjalne pytania i toczę zażarte boje w myślach na tematy, które niejedna osoba uznałaby za irracjonalne czy też po prostu dziecinne.
Ostatnio zastanawiałem się, czy gdyby ktoś został posądzony za morderstwo i odsiedział wyrok, to po wyjściu z więzienia, jakby się dowiedział, że został wrobiony przez samą osobę "zamordowaną" zabiłby czy oszczędził danego jegomościa. Ewentualnie w przypadku opcji pierwszej, musiałby odsiedzieć wyrok jeszcze raz? Przecież karę za zamordowanie owej osoby ma już za sobą...
Wracając, zazwyczaj spacer kończy się kawą w Starbucksie albo posiłkiem w jednym z przydrożnych lokali z jedzeniem typu "Fast". Lubię odwiedzać zatłoczone miejsca, mimo tego, że wiem, iż nie spotkam nikogo, kogo znam, a ludzie i tak nie zwracają na mnie uwagi. No powiedzmy sobie szczerze, czym wyróżnia się dwudziestodwuletni chłopak przeciętnej postury, o czarnych, krótkich włosach ubrany... tak, przeciętnie. Nie wyróżniam się spośród tłumu niczym poza tym, co siedzi w mojej głowie, a zazwyczaj nie są to radosne, kicające zajączki we wszystkich kolorach tęczy... Po opuszczeniu lokalu udaję się w drogę powrotną do domu w celu grania na komputerze do godziny czwartej nad ranem, biorę kąpiel, myję zęby i idę spać.
Tak niezmiennie moje życie ciągnie się odkąd rodzice mnie opuścili. Zastanawiacie się jakie było moje dzieciństwo? Niczym się nie różniło od innych. Odkąd pamiętam, czyli w sumie od początku szkoły podstawowej miałem paczkę kumpli. Bawiliśmy się po szkole, graliśmy w chowanego i inne tego typu pierdoły. Podczas dalszych etapów edukacji znajomości kurczyły się, pozostawiając tylko kilku nielicznych osobników wraz ze mną. Połączyło nas zamiłowanie do gier komputerowych. Poprzez zamiłowanie mam na myśli totalne uzależnienie, granie 24/7, sporadyczne jedzenie tego co rodzice podstawią pod nos oraz opuszczanie pokoju w celu oddania moczu bądź kału. Ukończywszy szkołę, nie został mi nikt, z kim mógłbym wyskoczyć na piwo bądź choćby pograć online, ponieważ ludzie wyjechali na wymarzone uniwersytety. Na studia nie poszedłem i skończyłem na bezrobociu, a dalszą historię już znacie.
ESTÁS LEYENDO
Death after death
Fantasía22-letni Alex Watts przeżywa stan depresyjny związany z brakiem perspektyw na życie. Pod wpływem chwili i alkoholu postanawia popełnić samobójstwo. Co stanie się z Alexem? Czy ktoś go uratuje? A może życie po śmierci toczy się dalej?
