Elena Blanchird była głośna i śmiała, dlatego w mojej paczce przyjaciół nastąpiło ogólne poruszenie, gdy oznajmiłem im, że się w niej zakochałem.
Z jednej strony trudno było się nie zakochać w wysokiej blondynce z szaloną iskrą w pociągających, zielonych oczach, jednak mimo to sprawa miłości nabierała innego znaczenia, jeżeli chodziło o Elenę Blanchird.
Gdy ogłosiłem swą słabość do owej Eleny, nastąpiła cisza jak makiem zasiał. Czwórka moich kumpli siedziała z kamiennymi minami i z niedowierzaniem w oczach, lecz tymczasową konsternację po chwili zastąpił gromki śmiech.
— Elena Blanchird? Jesteś pewien, że nie pomyliłeś imion? — spytał Jayden, kręcąc głową.
Wrzawa panowała jeszcze przez dłuższy czas, ale spodziewałem się, że tak będzie, dlatego nie odzywałem się i czekałem cierpliwie, aż wszyscy ucichną.
Gdy nastąpiło wyczekiwane przeze mnie milczenie, podjąłem jeszcze jedną próbę.
— Zakochałem się w Elenie Blanchird — powiedziałem z uśmiechem, po czym zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu, jakbym tylko czekał na kogoś, kto odważy mi się przeciwstawić — żadnego takiego śmiałka nie było. Tym razem cisza trwała jeszcze dłużej, a po niej wcale nie nastąpił śmiech.
— Jesteś pewny? — spytała Eliza, która wcześniej siedziała na fotelu w niedbałej pozycji, a po usłyszeniu tej ciekawej informacji wyprostowała się jak struna. — Na sto procent?
— Absolutnie tak — rzekłem, kiwając głową. Mój głos brzmiał pewnie i twardo, jednak sytuacja była tak skomplikowana, że sam do końca nie byłem przekonany, czy aby na pewno mówiłem prawdę. Nie wiedziałem również dlaczego okłamuję co do tego swoich przyjaciół, ale na razie zdecydowałem przemilczeć tę niepewność. — Zakochałem się w Elenie Blanchird.
Kiedy powiedziałem to trzeci raz, zdałem sobie sprawę, że nie było już odwrotu. Dobra atmosfera z wcześniej oklapła, a na twarzach całej czwórki widniało zrezygnowanie. Renny położył głowę na stole, Eliza mruknęła przekleństwo, Dorian parsknął cichym śmiechem, a Jayden uniósł brwi i pokręcił głową. Tylko ja zachowałem dobry nastrój.
— Jeśli jesteś naprawdę, naprawdę zakochany, tak na zabój, tak, że oddałbyś jej nawet przepis na brownie twojej mamy, to mamy poważny problem — stwierdził Jayden.
— Tak? — zapytałem, marszcząc brwi. — Niby dlaczego?
Dorian popatrzył na mnie z politowaniem, jakby odpowiedź na te pytanie była oczywista i każdy powinien ją znać. I miał rację — znałem ją, lecz nie chciałem się do tego przyznać.
— To nie jest dobra dziewczyna dla ciebie i dobrze o tym wiesz. — oznajmił. — Zresztą... to nie jest dobra dziewczyna dla nikogo. Niektórzy uważają, że to gorąca laska, ale do mnie jej uroda nie przemawia. Tak czy siak... zostaw ją w spokoju. Dla własnego dobra.
Na te słowa tylko pokręciłem głową, nie komentując ich. Wbrew swemu zachowaniu, zgadzałem się z Dorianem i choć doskonale wiedziałem, że mówił prawdę, kompletnie to zignorowałem.
— Zgadzam się z Dorianem — stwierdził Renny, a stół lekko zagłuszył jego głos, bo miał wciąż opartą na nim głowę. Gdy wreszcie ją podniósł, twarz miał całą czerwoną i ubrudzoną chipsami, które rozsypał. Wyglądałoby to komicznie, gdyby nie jego śmiertelnie poważny wyraz twarzy. — Stary, mój kochany i zjawiskowy bobasku, mówię ci: gdybym miał wskazać, kto jest diabłem w ludzkim ciele, pokazałbym właśnie Elenę Blanchird.
— No właśnie. — Jayden skinął głową w kierunku Renny'ego, na znak aprobaty ku jego słowom, na co Renny wykonał niezgrabny ukłon i wrócił do swojej wcześniejszej pozycji. — Jack, wiesz przecież, że miałem do czynienia z twoim... obiektem westchnień? To wydarzyło się już całkiem dawno, a do tej pory nie udało mi się do końca wykorzenić tej plotki.
YOU ARE READING
Los chciał inaczej
Teen FictionZawsze myślałem, że miłość można wybrać. Dlatego wciąż czekałem na odpowiednią ku temu chwilę. Niestety, jak to zwykle w tego typu sprawach bywa, pomyliłem się. Byłem w błędzie. Nie byłem gotowy na to obezwładniające uczucie, które ogarnęło cały mój...
