PROLOG: Tak właśnie było

294 15 1
                                        

-Ooo...- podekscytowana blondynka wnet rozpadła się z zachwytu.- Dziesięć butelek! Lecisz w zakład?- wystawiła dłoń w moją stronę.

- Zawsze i wszędzie- uścisnęłam jej dłoń. Dziesięć strzałów, dziesięć butelek na płocie, każa musi zostać trafiona inaczej tracę darmowe zadanie domowe na miesiąc. Stanęłam przy dużym oknie i wychyliłam się sprawdzając jak rozstawione są butelki. Banalne zadanie, zawsze trafiam więc z palcem w dupie wygram ten zakład. Wyjęłam broń spod poduszki i załadowałam magazynek. Ze spokojem podeszłam do okna wymierzając w pierwszą butelkę. Zesrałam się prawie ze śmiechu kiedy przyjaciółka tupnęła nogą jakby nie wierząc, że trafiłam w sam środek. Kolejne osiem strzałów również było celnych. Została ostatnia butelka. Potrząsnęłam głową aby rozluźnić kark, po czym padł ostatni celny strzał, jednak broń po chwili zniknęła z mojej ręki, a mama szarpnęła mnie za ramię.

- Hej mamo! To nie było tanie! Uważaj na niego trochę, a najlepiej oddaj- wystawiłam rękę w celu odzyskania mojej własności.

- Nie ma mowy, nie oddam ci go!- zmierzyła mnie wzrokiem- Rozmawiałyśmy już na ten temat. Dałam ci ultimatum, a teraz miarka się przebrała.- mówiła od niechcenia.

- Tata dzisiaj wraca?- stwierdziłam. Zawsze gdy Tata wracał do domu, mama stawała się taka sztywna. Na nic mi nie pozwalała i odzywała się do mnie na każdym kroku chamsko.

- Być może, a teraz wybacz kochanie, ale obiad się sam nie zrobi.- wyszła z pokoju, aby po chwili wychylić się tylko zza futryny- Jedziesz dzisiaj do babci?

- Chciałam, ale bez pistoletu nigdzie się nie ruszam- tupnęłam- Muszę mieć go pod poduszką inaczej nie zasnę!

- Nie i koniec. Koniec z wyścigami i strzelaninami. Samochód nie był kupiony Ci po to, abyś się ścigała- warknęła.

- Mamo, Ale Ty mi go nie kupiłaś- zaśmiałam się drwiąco.

- Marsz na dół, poczekasz na ojca! Mamy do pogadania- zirytowana kobieta zniknęła po chwili za drzwiami, a ja postanowiłam wygrzebać z szafy cokolwiek co jest bronią. Scyzoryk od dziadka! Idealnie. Pożegnałam się z koleżanką, doprowadziłam ją do drzwi i zasiadłam na kanapie przed telewizorem. Z niecierpliwością wyczekiwałam przybycia taty do domu. Miałam cholerną ochotę się z nim pokłócić. Za każdym jebanym razem kiedy ten facet wracał do domu była awantura! Totalny rozpierdol. Krzyki, wymachiwanie rękoma, tłuczone kubki, talerze i inne szklane rzeczy. Jednak jedyne co mu mogę przyznać, nigdy w życiu nie uderzył ani mnie, ani mamy. Charakter miał wybuchowy, trudny do opanowania, ale nigdy nie wybaczyłby sobie przemocy wobec nas. Odchyliłam głowę w tył rozluźniając się, a w tym samym czasie do domu wyparował tata. Ubrany w dresy, z uśmiechem na twarzy. Podszedł do mamy całując ją czule, po czym i mi dał buziaka w policzek. Nie ukrywajmy tu faktu, że byłam strasznie zdziwiona jego zachowaniem.

- A co Ci tak wesoło tato?- zapytałam po chwili.

- A to mama Ci jeszcze nie powiedziała?- mężczyzna zmieszał się jak gówno w betoniarce kiedy mama z kwaśną miną przecząco pokiwała głową.

-Macie mi coś do powiedzenia?- uniosłam jedną brew ku górze.

- Przeprowadzamy się- oznajmił tata.- W końcu będziemy wszyscy razem, codziennie.- Zmiękły mi nogi na samą myśl o przeprowadzce. Usiadłam na krawędzi jasnego narożnika, patrząc na rodziców.

- Żartujecie tak?- zapytałam po chwili.- Dziś pierwszy kwietnia?- powiedziałam z ironią. W końcu mamy dopiero końcówkę stycznia więc to totalnie nie możliwe.

- Nie kochanie. Dostałam pracę w Stolicy- uśmiechnęła się smutno.- Wszystko mamy już załatwione, twoją szkołę też- spojrzałam na ojca zdenerwowana, a następnie przerzuciłam wzrok na mamę.

KINGS OF THE CAPITAL Stories to obsess over. Discover now