Ostatnim co pamiętam, jest czerwona plama, powoli się poszerzająca i zapach wilgotnego, wilczego futra. Bordowa ciecz rozlana na kafelkach próbowała pochłonąć całą podłogę, zaczynając od źródła-nieruchomego ciała siostry, kobiety o pustych już zielonych oczach i krótkich blond włosach. Jej ręce wyglądały na wygięte pod nienaturalnym kątem, ze skóry odszedł kolor przez utratę krwi. Zapewne byłaby piękną osobą, ale wizerunek psuła wielka szarpana rana na szyi oraz niezliczona ilość zadrapań po pazurach.
Nie wiedziałem, co tak naprawdę czuję. Był to jeden wielki zlepek emocji, a tego nie dało się nazwać.
Przerażenie? Było na pewno. Nogi mi drżały, powodując brak równowagi i późniejszy upadek. Tak samo dłonie-one również lekko się trzęsły. Widok martwego człowieka, w dodatku członka rodziny nie jest widokiem codziennym czy mile widzianym.
Żal? Miałem wrażenie, że za krótką chwilę coś zmiażdży mi serce. Nigdy więcej nie zobaczę jej uśmiechu, nigdy nie posmakuję jej przepysznych ciast, nigdy... Nie znajdę się w jej pocieszycielskim uścisku.
Smutek? Po policzkach spływały mi gorzkie łzy, cienkimi strużkami przypominającymi dwa, niewielkie wodospady rozpaczy. Z gardła nie mógł się wydobyć nawet szloch.
Powoli, naprawdę powoli, przysunąłem się do ciała. Ignorując pożerającą otoczenie czerwień, złapałem za zimną dłoń rodzeństwa, ten ostatni raz. Dopiero wtedy w całym domu rozległ się przeraźliwy szloch przepełniony bólem i rozpaczą. Nie mogłem przestać. Nikt i nic mi jej nie zwróci.
Nikt i nic...
Usiłowałem chwycić drugą rękę jedynej tak ważnej mi osoby, jednak zauważyłem, że coś ściskała. Czyżby skurcz? Wciąż drżącymi dłońmi, rozchyliłem palce kobiety, aby wyjąć z nich złoty łańcuszek z charakterystycznym wisiorkiem z tego samego materiału.Wyglądało to jakby w koło wplotły się trzy złączone na wierzchołkach trójkąty. Symbol był mi znany i był znakiem jednego gatunku zmiennokształtnych.
Wilkołaki.
To one pozbawiły mnie szczęścia, rodzeństwa, zabrały życie osobie,która na śmierć nie zasługiwała. W tamtym momencie wszystkie odczucia zniknęły w jednej chwili zastąpione jednym, zupełnie innym. Czysta nienawiść do tych psowatych stworzeń opanowała całe moje jestestwo. Wzdłuż kręgosłupa przeszedł dreszcz, ale tym razem nie ze strachu, a chęci pozbawienia życia tego, który zrobiłto samo jasnowłosej.
Poprzysiągłem zemstę.
Nie spocznę, dopóki nie dotrzymam słowa.
Wziąłem głęboki wdech. Odgłos zabrzmiał odlegle, jakby wydobył się przez bańkę.
Wszystko to było bardzo realistyczne, wyglądało na prawdziwe. Problem polegał na tym, że... Nie znałem tej kobiety. To nie był mój dom, pierwszy raz widziałem to pomieszczenie. Nigdy nie miałem siostry, ba, nikt w mojej rodzinie nie miał jasnych włosów, nawet farbowanych.
Wszystkie te wydarzenia były wspomnieniem, ale... Nie moim.
A więc...
Czyim?
-To moje... Teoretycznie drugie opowiadanie na wattpadach, ale pierwsze, za które chcę się zabrać na poważnie. Mam nadzieję, że podpadnie jakoś do gustu! uwu-
--Zdjęcie "pieska" z chwilowej okładki, bo mogę, okej?--
YOU ARE READING
The poison of savage
Teen FictionRen już od dawna ucieka przed czymś nieznanym, przerażającym. Pałęta się po świecie, nie zatrzymując się w jednym miejscu na dłużej niż miesiąc. Napędza go przeczucie, strach, ale sam tak naprawdę nie wie, co usiłuje go dopaść. Potwór? A może to tyl...
