Ostre promienie słońca wpadały przez okno biurowca i zaczęły lekko przypiekać łysinę Tomaczkowskiego, giganta nieruchomości, pana i władcy całego trójmiasta. Rowickiego niezbyt interesował fakt, że ten czekał na niego już dwie godziny. Cóż, były korki. Mecenas wszedł powolnym krokiem do kancelarii, zmierzył sekretarkę tym samym, zimnym spojrzeniem, co stanowiło już pewien rytuał. Podszedł do ekspresu i nalał sobie espresso, które swoją drogą smakowało jak szczyny rozcieńczone z Red Bullem, co wydawałoby się nie do pomyślenia w tak cenionej i znanej kancelarii. Zacisnął wargi w cienką linię i uznał, że jest gotowy wybronić kolejnych morderców, gwałcicieli, pedofilów, złodziei i zboczonych idiotów. Kochał tę pracę ponad wszystko, bo kto nie chciałby choć przez chwilę zostać samym Bogiem?
Jego uwagę zwróciła młoda dziewczyna, miotająca się pośród stanowisk dla aplikantów jak ryba złapana w sieć. Z lekkim rozbawieniem obserwował, jak blondynka rozmawiając z jednym z młodzików i gestykuluje, jakby zdawała maturę ustną z angielskiego i właśnie zabrakło jej odpowiedniego słowa. Szczerze współczuł jej patronowi, było przed nim dużo pracy.
Przed wejściem do gabinetu przybrał jeden ze swoich eleganckich uśmiechów i wziął głęboki oddech.
- Witam, wybaczy mi Pan spóźnienie, rozprawa się przedłużyła
- Dzień dobry, akurat do Pana nie mogę mieć żalu, w końcu to od Pana będzie zależało moje dalsze życie. - Podał dłoń mecenasowi i uśmiechnął się zimno. Rowicki dobrze widział, jak sukinsyn jest wkurwiony, bo drgał mu lewy kącik ust, ale skłamałby, gdyby powiedział, że nie czuje satysfakcji z tego widoku, gdyż Marian Tomaczkowski zniszczył imperium nieruchomości jego ojca, co prawda nie był to wzór idealnego tatusia, ale był jedynym źródłem ich utrzymania. Ojciec się powiesił, a matka prowadzała się nawet z psem sąsiadów. Młody utrzymywał się jedynie ze swoich oszczędności i z pieniędzy z konta, które kiedyś założył mu ojciec. Wystarczyło na ukończenie ostatniego semestru i kilka łapówek. Resztę odegrało samo nazwisko, które nawet po upadku firmy budziło pewien respekt.
Po tym wszystkim ich syn miał bronić prowodyra tych wszystkich kataklizmów w ich rodzinie, ale Rowicki nie chował urazy, nawet bronił go już w kilku mało istotnych sprawach. Wiedział, że dla Tomaczkowskiego to był zwykły biznes, a interesy potrafią być okrutne. Przynajmniej tak sobie to tłumaczył. Daniel zasiadł za biurkiem i poprawił krawat.
- Nie zaproponowano Panu kawy?
- Zaproponowano, ale ją rzucam - odchrząknął.- Miewam ostatnio problemy ze snem.- wyjaśnił, choć jego obrońcę interesowało to tak samo, jak polityków dobro narodu. Przybrał jednak na chwilę zatroskany wyraz twarzy, by klient to zauważył i zdążył docenić.. Tak naprawdę oboje dobrze zdawali sobie sprawę, że to wątpliwy smak wydzielin z ekspresu był powodem odmowy.
- W takim razie słucham, z jaką sprawą Pan do mnie tym razem przychodzi.
- To dość delikatna sprawa...- Jego twarz z trupio bladego koloru stała się purpurowa, a Rowicki zaczął się martwić, że staruszek zdąży zejść przed opłaceniem konsultacji.
- Nasza kancelaria jest jak konfesjonał, nic stąd nie wypłynie i zapewniam, że słyszałem chyba wszystkie możliwe historie.
Marian, choć nie wyglądał na zbyt pocieszonego, zaczął opowiadać historię z pewnej, sobotniej nocy.
***
Mecenas odetchnął głośno po wyjściu klienta, w głowie mu się nie mieściło, że może trafić na taką żyłę złota i puszkę Pandory w jednym. Obiecał mężczyźnie, że do jutra zdecyduje, czy poprowadzi jego sprawę. Po raz pierwszy się wahał, nie był to dobry znak, ale miał na to wyjebane. Wiedział, że nie znajdzie lepszego karnisty od niego. Już nie, bo Roksana Wolska szczęśliwie nie przeżyła w starciu z tramwajem. Szczęśliwie dla niego, ona zapewne miałaby obiekcje. Co to w ogóle za imię... Roksana, według niego mało mu brakowało do przydomka striptizerki, mogłaby się przedstawiać jako Roxie z serduszkiem nad „i", ale była od niego lepsza, musiał jej to przyznać, choć robił to z niechęcią.
Ktoś zapukał do jego drzwi, a ten zmarszczył brwi. Nie odezwał się ani słowem, mając nadzieję, że ktoś załapie aluzję i odejdzie, dając mistrzowi chwilę na medytację. Pukanie ucichło, a on nie zdążył podziękować Bogu za chwilę wytchnienia, bo drzwi nagle się otworzyły.
- Czy powiedziałem, żeby wejść? Nie. A skoro nie powiedziałem, to nie chciałem nikogo widzieć.- warknął, nawet nie patrząc na intruza.
- Agata Damiecka, aplikantka, jest Pan moim patronem.- miała wyjątkowo spokojny głos, co było dla niego cholernie irytujące.
Wkurwiony Rowicki obrócił się na krześle, a to, kogo zobaczył, jeszcze bardziej wytrąciło go z równowagi.
- Kurwa, ryba.
Dziewczyna nie należała do zbyt atrakcyjnych. Jej waga z pewnością zbliżała się do granicy BMI, ale musiał przyznać, że jej imię i nazwisko zabrzmiało reprezentacyjnie. Mecenas Agata Damiecka, z pewnością brzmi lepiej od mecenas Roksana Wolska.
Kobieta spojrzała na niego jak na idiotę.
- Obok jest całkiem niezła knajpa z rybami.
Tym razem on spojrzał na nią jak na kretynkę, ale po chwili uznał, że w sumie miałby ochotę na łososia.
VOCÊ ESTÁ LENDO
Zbrodnia i zysk
Mistério / SuspenseDaniel Rowicki został zatrudniony w elitarnej kancelarii adwokackiej Starzak & Kowiński, w centrum Gdańska. Zdobył pozycję, autorytet, ale mecenas nie należy do osób, które spoczywają na laurach. Odurzony wizją przejęcia kancelarii rozgrywa iście di...
