Godzina szósta rano. Rozumiecie szósta rano!! Dlaczego ciągle o tej samej porze musi rozpoczynać się rok szkolny?! Nie może to być godzina piętnasta albo szesnasta?
Albo dlaczego muszę mieszkać na wsi i codziennie dojeżdżać do szkoły, tym samym wstawać bardzo wcześnie?!
Tak jestem dziwna. Gadam sama do siebie. Zadaję dziwne pytania i nawet nie chcę sobie na nie odpowiadać.
Ale trudno, życie toczy się dalej a ja muszę sobie poradzić z tymi moimi dziwnymi zachowaniami. Wiecie co możecie nazywać mnie niepoprawna artystka. Albo nie, lepiej brzmi niepoprawna nienormalna artystka. Zresztą nazywajcie mnie jak chcecie Weronika, Wercia, kujon, mózg, wszystkowiedząca, idiotka, durnowata. Mi to obojętnie już słyszałam tyle określeń mnie, że zaczynam po mału je olewać. Ale jest to bardzo powolny proces, więc musicie mi wybaczć, że nie potrafię poradzić sobie z takimi wyzwiskami. Albo nie nje wybaczajcie mi, tylko po prostu mnie zrozumicie. A jak komuś się nie podoba to trudno.
Jestem nienormalna, przecież już pierwszego dnia szkoły nie mogę załamywać się nad swoim istnieniem! Przecież w pewnych aspektach i patrząc pod innym kontem życie jest piękne cudowne i.. i nie warto go marnować! Tak! Podniosłam głowę z poduszki i przed moimi oczami pojawiła się ciemność. Spokojnie to tylko zasłonięte okno przez które nie wpada żadne światło. Od razu uprzedzam, tak przezwisko wampir też już słyszałam. Tak, to dzisiaj może być cudowny dzień *dźwięk budzika* a może jednak nie będzie taki cudowny.
Zeszłam z łóżka i stanęłam przed lustrem patrząc na siebie. Wyglądam koszmarnie. Przecież nie mam co na siebie włożyć. A makijaż?! Na pewno myślicie, że w mojej głowie pojawiły się takie zdania, ale spokojnie uspokajam, otóż nie. Pomyślałam podobnie, ale jednak inaczej.
Od sześciu lat nic się nie zmieniło. Stoję w miejscu. W tym samym miejscu!Codziennie rano wstając z łóżka zatrzymuję się przed tym samym lustrem, patrząc na taką samą mnie. Od sześciu lat byłam tą sama dziewczyną, uważaną za wszystkowiedzącą. Chociaż ciągle powtarzam, że ja po prostu kocham się uczyć. Kojarzycie może Hermionę z "Herrego Pottera"? Ona też kochała się uczyć i ja mam tak samo. Po prostu nie potrafię tego zmienić. Kiedyś zrobiłam eksperyment i wieczorem nie zrobiłam pracy domowej. Chyba domyślacie się jaki widok zobaczyła moja mama wchodząc rano do kuchni. NIE? Odrabiałam pracę domową, aby pójść do szkoły w pełni przygotowana. Pamiętam też dzień gdy dostałam 5- była to dla mnie porażka, ponieważ zawsze dostawałam 5 i 6, a tu nagle gorsza ocena. Uspokajam wszystkich ludzi, albo całą ludzkość, sytuacja ta wydarzyła się w pierwszej klasie. Więc nie jestem aż takim kujonem jak sobie pomyśleliście. Chociaż muszę dodać tutaj, że nigdy nie dostałan jednyki. Ale dobra, idźmy dalej.
Po chwili zamyślenia otrząsnęłam się i zaczęłam szykować. Weszłam do pokoju obok gdzie czekały już na mnie wyprasowane ubrania. Wzięłam czarną sukienkę sprawdzając, czy na pewno to dla mnie. Stwierdziłam, że chyba tak. Wzięłam strój do siebie i założyłam na ciało. Muszę przyznać, że pasowała jak ulał. Jedyne co mi w niej nie pasowało, to kolor. Była cała czarna, normalnie jakbym wybierała się na pogrzeb. Dobra teraz czas na makjiaż. Wzięłam do ręki tusz do rzęs i wytuszowałam je, następnie wybrałam lekko brązowy kolor pomadki i nałożyłam na usta. Po odłożeniu przyrządów spojrzałam jeszcze raz w lustro. Chyba jest spoko. Pomyślałam i przeszłan do czesania włosów. Mam bardo długie włosy, więc szczotkowanie ich zajęło mi aż dziesięć minut! Następnie zastanawiałam się jak się uczesać. W końcu stwierdziłam, że uplotę sobie warkocza. U mnie między czynem a pomysłem jest bardzo niewiele czasu, więc po chwili byłam uczesana.
-Schodzisz, czy zostajesz w domu!?- usłyszałam głos z domu- ja muszę przygotować sztandar, więc się ruszaj!
Była to moja ukochana mama. Tak musisz przygotować sztandar, ale już nie wjedziesz na górę, aby pomóc swoje córce w przygotowaniu się do szkoły. Take myśli krążyły wówczas w mojej głowie. Nie chcąc wysłuchiwać kolejnych komentarzy co moi rodzice muszę zrobić przed rozpoczęciem roku złapałam torebkę i wyszłam z pokoju.
ALE STOP!
Tutaj chyba należy zrobić stopklatkę i powiedzieć wam czym zajmują się moi rodzice. Jak większość z was się domyśliła są nauczycielami. Tata uczy matematyki, a mama polskego w dwóch różnych szkołach. Muszę przyznać, że kocham chodzić do mamy do szkoły. Jest ona prywatna i od kiedy tylko pamiętam chodziłam tam z mamą i pomagałam jej. Ponieważ jak ja to mówię moja mama jest trzecią wicedyrektor.
W korytarzu objrzałam się jeszcze czy na pewno wszystko wzięłam. Po stwierdzeniu że tak ruszyłam przed siebie niepewnym krokiem.
-No w końcu. Gotowa? -zapytała mama gdy schodziłam po schodach.
Wszyscy byli już ubrani. Tata miał na sobie garniutr. Muszę przyznać, że wyglądał w nim bardzo szczupło. Mama miała na sobie spódnice. A jeśli moja rodzicielka zakładała spódnicę, to naprawdę musiał to być wyjątkowy dzień. Marcin, mój brat, był ubrany normalnie. On jeszcze nie zaczął chodzić do szkoły, więc nie musiał nawet wiedzieć jaki jest dzisiaj dzień tygodnia.
-Powiedzmy, że tak- odpowiedziałam nie pewnie.
A w mojej głowie dopowiedziałam sobie resztę mojej wypowiedzi. No pewnie, że jestem gotowa na kolejne nieprzespane noce przepełnione nauką. Przecież nie mogę zrobić wam wstydu. Jestem w końcu dzieckiem nauczycieli. Jestem osobą, która zawsze musi być najlepsza. Na pewno pomyślicie sobie, że jestem idiotką. Ale ja tylko stwierdzam fakty. Mam już dosyć uczenia się. Od sześciu lat nie przyniosłam im żadnej jedynki, jestem jedną z najlepszych uczennic w klasie. Ale mam już dość. Niestety nikt tego nie widzi i nikt się mną nie martwi.
-To chodź bo się spóźnimy, przecież wiesz, że muszę być wcześniej w pracy.
Nic nie odpowiedziałam tylko pokiwałam głową i ruszyłam w stronę wyjścia.
Gdy przekroczyłam próg domu pogłaskałam kilka moich kotów i wsiadłam do samochodu.
-Wszyscy są?- zapytał wesoło tata, ale odpwiedziała mu głucha cisza- tak więc ruszamy.
Chwilę po raz kolejny oglądałam ten sam krajobraz. Codziennie jeżdżąc do szkoły widziałat te same wioski, kościoły, drzewa. Wszystko było takie same. Następnie zaczęłam rozmyślać nad swoim życiem. Jestem już w szóstej klasie, tak wiem, że jesten stara, ale teraz nie o tym. Kocham recytować wiersze. Praktyczbie każdy konkurs recytatorski jest mój. Moimi rodzicami są nauczyciele a mojego brata pilnuje babcia, ponieważ jest za mały by chodzić do szkoły. W szkole bardzo dobrze się uczę. Tak jak mówiłan wcześniej, całe moje życie jest podporządkowane nauce. W szkole przez niektórych jestem lubiana, przez niektórych znienawidzona. Mam przyjaciółkę, a to chyba dobry znak. Mam się komu wygadać i wogóle.
Gdy tak rozmyślałam doszłam do wniosku, że nigdy nie byłam zakochana, nigdy nie poznałam tego cudownego uczucia. Znaczy miałam w swoim życiu zauroczenie, ale to co innego, niż miłość. Od jakiegoś czasu zaczęło brakować mi czułości. I tak wiem każdy powie, że jesteś dopierobw szótej klasie, masz jeszcze czas. Ale zrozumcie, że jak czegoś ci brakuje, to chcesz to jak najszybciej otrzymać. Od jakiegoś czasu chciałam jak najszybciej kogoś pocałować, albo przytulić. Myślę, że niedługo, jak będę pod wpływen emocji zorbię coś głupiego. Jesten wariatką i u mnie wszystko jest możliwe. Ale niestety przez to że wszyscy zaczęli uważać mnie za kujona nie nigdy mogłam się do nikogo zbliżyć. Moje poprzednie zauroczenie zostało przez wszystkich wyśmiane, a moja była przyjacółka wszystkim o tym rozpowiedziała, gdy ja chciałam zachować to w tajemnicy. A poza tym osoby w mojej klasie nie potrafiły rozmawiać na takim samym poziomie co ja. I nie chodzi tu że są głupsi, albo coś w tym stylu. Nie oni mieli uczucie, którego mi brakowało. Dlaczego swoje uczucia potrafię okazywać tylko mówiąc wiersze!?
Nie mam pojęcia ile trwało moje rozmyślanie, ale gdy zobaczyłam tabliczkę z napisem Warszawa otrząsnęłam się. Nagle zaczęłam się uśmjechać i w myślach powtarzałam sobie. Dzisiaj jest pierwszy września. Pierwszy dzień nowego roku szkolnego. Pierwszy dzień nowego życia. Nie mogę kolejnego roku spędzić w szkolnej ławce nie trzymając MOJEGO chłopaka za rękę. Moje życie musi się natychmiast zmienić. I chociaż nic na to nie wskazywało miał być to cudowny i przełomowy dzień.
***************************
Jeśli ci się spodobało oceń i zostaw komentarz. Sukcesywnie będę rozwijać opowieść. Mogę cię zapewnić, że nie będzie nudno!
YOU ARE READING
"Droga do M."
Teen Fiction-"Dzisiaj jest pierwszy września. Pierwszy dzień nowego roku szkolnego. Pierwszy dzień nowego życia. Nie mogę kolejnego roku spędzić w szkolnej ławce nie trzymając MOJEGO chłopaka za rękę."- Weronika jest zwykłą dziewczyną. Dla swoich rodziców up...
