Uporczywy dzwonek już od kilku minut przerywa mój cenny sen, z wielkim trudem zmuszam się do opuszczenia bezpiecznego i ciepłego łóżka. Jedną rękę wystawia za tym wysłannikiem szatanem. Niechętnie wstaję, po drodze zabierając przyszykowane wczorajszego wieczora ubrania. Powolnym i zaspanym krokiem spaceruje do łazienki opuszczając zacisze mojego pokoju. Oślepiona jasnym światłem w łazience żałuję tego iż wstałam oraz otworzyłam oczy. Pół przytomna i z przymkniętymi oczami rozczesuje burzę włosów, po czym myję twarz. Codzienna batalia o idealną fryzurę pełznie a niczym gdyż moje kochane włosy wolą pozostać oklapnięte i bez życia. Posyłam mordercze spojrzenie własnemu odbiciu, ratując sytuacje wiążę je w zgrabnego koczka pozostawiając niedużą część luźno. Ubieram czarne rurki i koszulkę z białym pentagramem, delikatnie podkreślam oczy kredką i tuszem, dodatkowo maskując korektorem ciemne cienie świadczące o kilku zaledwie godzinach snu, zresztą kolejną z rzędu.
Licząc na gotową herbatę lub życio dajną kawę, opuszczam łazienkę i udaję sie na dół do kuchni, niestety nic na mnie nie czeka. Nastawiam wodę, następnie zawieszam się w drzewach lodówki. Bacznym wzroki obserwuje każdą półkę przez kilka minut. Poszukiwania materiału na śniadanie kończy się zabraniem butelki mleka z drzwi. Spoglądam na opakowanie 0,5% tłuszczu, kolejny sposób mojej rodzicielki by wprowadzić zdrową żywność w nasze życie. Stawiam butelkę na stole tuż obok okna, po czym wyjmuję pierwszą lepszą miskę z górnej szafki, ląduje ona obok mleka. Kuca obok kuchenki otwierając szafkę, w idealnym porządku poukładane ekologiczne produkty żywnościowe, przewraca oczami, sięgam w głąb za dobrze ukrytym opakowaniem kochanych czekoladowych kuleczek, skarb ukryty pośród pozbawionego smaku jedzenia. Niespodziewanie czajnik przypomina o sobie, przez co uderzam głową o blat. Już po chwili moja kawa jest płynnym dobrem, gdy on nabiera swojej mocy ja siłuję się z opakowaniem. Co jest nie tak, że nawet zwykłe opakowanie nie chce ulec mojej sile? Pech decyduje o nie odpowiedniej chwili, gdyż nieduża część mojego śniadania ląduje na stole rozsypana, reszta trafia do miski. Dosypuje jeszcze odrobinę, zabezpieczone opakowanie odkładam do kryjówki, zbieram rozsypane kuleczki.
Spoglądam na zegar wiszący nad drzwiami 6:10, jeszcze 20 minut ciszy zanim moje upiorne rodzeństwo raczy wstać, tak samo jak rodzice. Nie wiadomo dlaczego od pewnego czasu ignorowało istnienie jedynej córki. Przerywam rozmyślania zalewając płatki mlekiem i kawę, nie chce mi się czekać aż ostygnie. Delikatnie mieszam napar, zaczynam jeść chcąc jak najszybciej opuścić kuchnię. Uwielbia tę ciszę gdy nikt nie przeszkadza mi swoją obecnością i nie zadaje głupich i niepotrzebnych pytań. Gdy myję talerz i kubek do kuchnie wchodzi mój ojciec, który nie zwraca na mnie wcale uwagi. Jedyne o czym teraz myśli to mocna kawa. Automatycznie uruchamia ekspres który powoli napełnia szklany czajnik. Wymienia go mama, która jest już gotowa do pracy. Ubrana w białą koszulę i wąską czarną spódnice do kolan zajmuje się przygotowanie czymś na śniadanie dla siebie i moich braci. Idealna pani domu i bizneswoman, też mi coś. Mijamy się w milczeniu, wracam do swojego pokoju. Siadam na łóżku, sięgam po telefon, ma jeszcze pół godziny. Wstaję by spakować się do szkoły, dodatkowo wrzucam jeszcze szkicownik i notatnik, po czym zaczynam wiązać moje kochane glany, trzy minuty później kończę, zakładam czarny płaszczyk, chwyta plecak i wychodzę z domu.
Brat już czeka na nie w samochodzie, w milczeniu wsiadam do środka. Jeden ruch nadgarstka i rozlega się ryk silnika, wyjmuję z kieszeni słuchawki. Nie zwracam uwagi na drogę, gdy stajemy a silnik milknie, szybko wysiadam. Jesteśmy już pod tym więzieniem zwanym szkołą,. Mój kochany braciszek jest w klasie maturalnej więc już niedługo uwolni się od tego toksycznego otoczenia, niestety ja jeszcze się pomęczę z tym wszystkim. Wchodzę do starego i ciemnego budynku, od razu kieruję się do szatni. Zostawiam płaszczyk, w barku kupuje wodę i jakąś kanapkę. Niechętnie idę pod klasę, kto wymyślił na pierwszej lekcji religię? Siadam w kącie obserwując jak zażarcie o czymś dyskutują, czyżby znowu zakłady?Dlaczego w ogóle ja tutaj jestem? Nie mogłam odpuścić sobie dzisiejszych przyjemności?
-Hej, masz angielski?- pyta moja koleżanka z ławki siadając obok mnie
Otwieram plecak i wyjmuję zeszyt.
-Dzięki, znowu problemy w domu?
-Tak cały czas to samo- oznajmiam zmieniając piosenkę z Queen na Metallice.
-Zamierzasz znowu się kłócić z pingwinem?- pyta nagle wstając
- Mam odpuścić? Nigdy nie odpuszczę sobie pysznej herbaty u pedagoga i miłej rozmowy z tym pingwinem. Co ja bym robiła na tych lekcjach- odpowiadam wstając
-Tradycja musi trwać?- Żebyś wiedziała ktoś musi umilić na ten czas i pokazać że nie tylko ona jest oświeconą i wie wszystko
- Znowu są zakłady tym razem która z was pierwsza odpuści
- Ja nie zamierzam tak łatwo się poddawać. To nie w moim stylu, przecież wiesz
- Zastanawia mnie jedno czemu to robisz?- pyta gdy wchodzimy do klasy
- Nie wiem, po coś mamy zapewnioną wolność wyznaniową?
- Tylko że nie jesteśmy pełnoletnie i to rodzice za nas decydują
-Ty też jej nie lubisz, czemu?- pytam siadając w ostatniej ławce pod ścianą.
- Przypomina i naszą sąsiadkę wiesz którą. Tą co zwracała, że nie właściwie myję okna. Czy to ważne w którą stronę ruszam ręką?
-Siadać wstrętne bachory, pomiot szatana również- wrzeszczy niby straszny głosem. Niska wampirzyca w habicie z twarzą pomarszczoną niczym zasuszona śliwka.
- Dyskryminacja - wołam.
Towarzyszą temu pomruki "Znowu się zaczyna"
-Czy coś mówiłaś?- pyta
-Tak znowu wyzywa pani moją osobę
- Czy klasa to słyszała?- pyta, inni udają że to ich nie dotyczy, jak zwykle
- Wystarczy, że ja słyszałam pingwinie- oznajmiam rozsiadając się jeszcze wygodniej prezentując nadruk na koszulce.
Mamrocze coś pod nosem
- Pani mnie wyzywa więc w czym problem?
-W twoim braku szacunku do nauczyciela oraz jego braku w stosunku do przedmiotu
-Jaki szacunek nauczyciela do ucznia taki ucznia do przedmiotu i nauczyciela
- Do pedagoga w tej chwili, pozostali wstaniemy pomodlimy się- oznajmia swoim piskliwym głosikiem
Zadowolona wstaję z miejsca i kieruję się do jedynego nauczyciela który cokolwiek rozumie. Pukam do drzwi po czym wchodzę
-Dzień dobry
-Wchodź herbatka już na ciebie czeka. Jak co piątek witam cię w moich skromnych progach. Ładna koszulka.
-Wiem, w czym mogę pomóc?
-Nie mam już pracy,papierkowej. Pora na rozmowę pro edukacyjną
-Słyszę co tydzień to samo, może znajdzie się inny temat?
45 minut mija dość szybko jak reszta lekcji.
Brat już czeka na mnie kończąc papierosa.
-Wracamy do domu czy jedziemy wiesz gdzie?
- Na trzeźwo nie będę znosiła kaprysów matki. Co z młodymi?
-Zajęcia do 20, ojciec ich odbiera.
- To jedziemy- oznajmiam zadowolona z wizji tego weekendu
--------
Witajcie w pierwszym rozdziale. Jest to zbiór opowiadań takich zwykłych z jakim sami może na co dzień zmagacie się w domu, szkole, życiu.
Życie nastolatka to ciężka walka z samym sobą i tysiącem problemów rzucanych nam pod nogi by zahartować nas do życia jako dorośli. Oni wiedzą swoja a my swoje. Rozdziały przeważnie są bez użycia imion czy nazwisk by miały bardziej uniwersalny przekaz i każdy mógł czytać to jako on sam nie przez oczy bohatera. Liczymy że dobrze przyjmiecie naszą pracę i inicjatywę
Pozdrawiamy
Rozdział autorstwa Ewelina02525
YOU ARE READING
Opowiem Ci historię o...
Teen FictionKażdy z nas chodź by raz był świadkiem takiej sytuacji lub się w niej znalazł. Ilu nastolatków i nie spokojnych dusz na tym świecie tyle niezwykłych historii pisze samo życie. Nie dajmy się temu okrutnemu reżyserowi i postarajmy się przeżyc je z o...
