I

39 0 0
                                        


N. pochylił się nad zgniłozielonym wyświetlaczem, majaczącym rzędem liter i cyfr ułożonych z kresek o zaokrąglonych brzegach. Był to bardzo stary wynalazek, który przywoływał mu skojarzenia z prostym kalkulatorem dziadka. Brakowało jedynie kolorowych przycisków na szarym panelu. Tak...technologia poszła do przodu, a to nasze laboratorium nadal sto lat za murzynami – pomyślał i uśmiechnął się półgębkiem.

– Okaz numer 216, ha-a-en-ka-a. Hanka. Jak miło – powiedział do siebie i uniósł głowę, by jeszcze raz spojrzeć na kobietę za szklaną bryłą, wypełnioną przezroczystą, bulgoczącą cieczą. Kobieta ta, roboczo nazwana"HANkĄ", była pierwszym, acz zapewne nie ostatnim dowodem na istnienie istot pozaziemskich tego typu. Opinia publiczna zdążyła już nazwać go mianem "anioła", który albo zszedł z nieba na ziemski padół, albo przybył jakimś cudem z równoległego wymiaru.

N. oddalił się nieco i objął istotę wzrokiem, ściągnąwszy z nosa korekcyjne okulary. Miała na sobie jedynie prowizoryczną, białawą przepaskę, zaś reszta jej sinego ciała, skulonego w pozycji embrionalnej, udekorowana była mnóstwem blizn i zadrapań. Pozostałą przestrzeń bryły wypełniały ogromne, nieco poszarpane na krawędziach skrzydła, dotykające jej podstawy i sięgające niemal samej górnej krawędzi. N. zwrócił uwagę na nagą głowę istoty, na której widniał różowawy, niezbyt wyraźny tatuaż, układający się w niezrozumiały dla niego symbol, ciągnący się od skroni aż do policzka. Kobieta miała otwarte powieki, odsłaniające lazurowe tęczówki i mocno przekrwione białka.

N. po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuł dumę. W końcu będzie miał okazję zająć się czymś naprawdę istotnym.

Nagle poczuł delikatną wibrację w kieszeni spodni. Nasunął okulary z powrotem na nos i wyjął telefon komórkowy.

"Wiesz, nie lubię wina, ale myślę, że dobra kawa wystarczy" – przeczytał w cukierkoworóżowym okienku, nad którym widniała kobieca,delikatnie pomalowana twarz, piękna jak z okładek współczesnych magazynów. Były to słowa trzydziestoletniej W., bezdzietnej rozwódki pracującej w jakiejś korporacji, która przyznała, że kocha wyżły i jazdę na rowerze. N. też lubił wyżły i jazdę na rowerze, dlatego uznał,że będzie miał z nią o czym rozmawiać.

"Dobrze. Może być jutro o 17?" – odpisał szybko, a z korytarza rozległ się szybki, równomierny stukot kobiecych obcasów, z sekundy na sekundę stający się coraz bardziej głośny. Dźwięk ucichł, kiedy zza lekko uchylonych drzwi wyjrzała ruda głowa doktor O., jego asystentki, która zawsze wolała przekazać mu ważne kwestie osobiście niż przez firmowy komunikator, który przecież działał bardzo dobrze od czasu wymiany kadr w dziale IT.

– Doktorze N., prasa się dobija –powiedziała żołnierskim tonem.

– Cudownie, czego oni chcą? – N. westchnął zrezygnowany – Za pół godziny mam lunch i nie chce mi się z nimi gadać.

– Docent R. pana oddelegował – wyjaśniła. – To zbyt poważna sprawa, żeby zbagatelizować dziennikarzy.

To zbyt poważna sprawa, żeby zbagatelizować dziennikarzy – powtórzył w myślach. – Jak jest taka ważna, to niech sam jaśnie pan Docent R. ruszy cztery litery i niech sam udziela wywiadów. 

– Dobra, będę za kilka minut – odparł, westchnąwszy ponownie. – Zaproś ich do jakiegoś pokoiku i niech tam czekają. A jak będą jęczeć, to zrób im kawę.

– Recepcjonistka A. już zrobiła im kawę – doktor O. uśmiechnęła się znacząco. – Proszę się pospieszyć.

HANkAOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz