[CZYTELNIKU, STARAJ SIĘ CZYTAĆ POWAŻNYM GŁOSEM]
Poczułam pszecionk. Chłód ciął mi skórę jak emo w szkolnej łazience. Wnioskując po pustych ulicach stwierdziłam że dzisiaj niedziela bez handlu. Pizgało deszczem, a moje wargi dostały Parkinsona. Znałam to zadupie jak własną kieszeń.
Latarnie świeciły jak laski z instagrama po nałożeniu tony highlightera i masy filtrów. Nie dziwiłam się ciemności, że stamtont uciekła. Byłam cała mokra jak świński cyc na deszczu. Stojąc pod drzewem wyglądałam jak dziunia spod latarni. Odliczałam sekundy, bo w końcu idzie wiosna, więcej słońca, oby tylko bliżej końca.
Jedna... Druga... Trzecia... Stwierdziłam, że ominę czwartą. I tak pękałam z dumy, że jednak potrafię liczyć i ta jedynka w dzienniku nic nie znaczy. Niestety nie zdążyłam/nie umiałam doliczyć do pięciu. W następniejszej sekundzie różowy Passat zajechał driftem zza zakrętu. Samochód miotał się jak szoton (o=a), a ziomeczek za kierownicą chyba nie umiał odprawiać egzorcyzmów na pojazdach czterokołowych.
Rozbrykana fura mknęła na pełnym gazie w moim kierunku. Prawdopodobnie jej klocki hamulcowe to były już po prostu kwadraty. Zwieracze oczne miałam zaklejone jakbym użyła do tego Super Glue. Wnioskując po nauce jaką wyniosłam z lekcji fizyki, na które uczęszczałam, mogłam obliczyć, iż trajektoria ruchu samochodu oraz zaistniałe okoliczności doprowadzą do tego, że samochód mnie jebnie. Zamiast uciekać postanowiłam, że posłucham tej muzyki dla moich uszu jaką był odgłos maltretowania hamulca ręcznego oraz ścierania go na proch, który przypomina rozkruszoną kredę dumnie wciąganą przez trzecioklasistów w naszym kantorku. Wszystko działo się jak w slow motion, z którego korzystają tanie bollywoodzkie filmy akcji.
Widziałam to już tyle razy, że machnęłam ręką i uznałam że serwer ze snami złapał laga, bo już któryś raz z rzędu puszczają ten sam film. Wiedziałam, że chwilę będzie mnie bolało, ale uznałam, że jeszcze trochę sobie postoję.
Coś błysnęło jak psu jajca, zgrzytnęło niczym widelcem po zastawie stołowej. Chrupneło jak mój kark tego pamiętnego dnia na wółefie. Auto wjechało we mnie jak... może tym razem powstrzymam się od porównania. Myślałam przez chwilę, że słyszałam też ryk jelenia poszukującego partnerki do rozrodu ale okazało się że to tylko moje gardło. Z tak donośnym głosem mogłabym spokojnie konkurować z Godlewskimi na castingu do Eurowizji... albo w Fame MMA - powaliłabym wszystkich rywali jednym rykiem w pierwszej rundzie.
Wszędzie krew, jakby asfalt miał okres. Szkło rozprysło się jak szybki w Minecrafcie. Krew z mojej poranionej szkłem ręki lała się potokami kepuczu, a co należy zrobić w takiej sytuacji? Oczywiście chwycić więcej szkła. Bolało w cholerę, więc użyłam szybki żeby obejrzeć ciało leżące za mną. Chwila, kiedy ono się tam zrespiło? W każdym razie - tym razem ofiarą była jakaś ryża dziołha o świńskim kinolu. Skąd ja ją znałam? Oj, ona chyba też przechodzi menstruację.
Znowu zjawił się ten fagas. Podszedł do ryżej dziołhy i podniósł ją z łatwością niczym szluga z szamba. Chwycił ją w talii ( ͡° ͜ʖ ͡° ) i wziął se dziewkę na ramię, opłynął ich mrok jak mnie pot po maratonie na WFie. Tak, dalej mówię o tym pamiętnym dniu... (Mój kark pamięta)
Zabawiłam się w rasowego stalkera i podążyłam za nim w ciemność. Moja ręka magicznie się naprawila. Teraz tylko przyszło mi czekać na teksty typu: Lekarze jej nienawidzą! Poznaj jej prostą metodę (zobacz zdjęcia)! Gość natychmiast odpalił swój radarek w głowie, a moje mniemanie o poziomie swych stalkerskich zdolności spadło z hukiem jak godność polskiej reprezentacji po Mundialu 2018. Niestety ninją też nie byłam najlepszym, więc jedynie stałam w miejscu i miałam flashbacki z wydarzeń z tego pamiętnego dnia...
Ziomek hamsko mnie obczajał. nie pozostało mi nic innego jak robić to samo. Był cały na czorno.
Buty na czorno.
Ubrania na czorno.
Tylko oczy brązowe, burzliwe i spokojne zarazem, niczym sraka po ostrym kebsie u Turka... Ale po chwili dostrzegłam, że jego oczy też są na czorno.
Były ciemne jak chleb razowy po spędzeniu dwóch tygodni w zlewie, czarne jak mój humor, czarne jak włosy Kołczaka po tym jak nie mył ich przez parę lat (kiedyś był blondynem).
Czyli podsumowując: było go ledwo widać. Nurzał się w ciemność i wtapiał się w nią przez swoje czarne buty, czarne ubrania i czarne oczy które JAKIMŚ CUDEM WIDZIAŁAM WOW JAKIE SAKRAMYNCKO HIPNOTAJZING :0
YOU ARE READING
Mroczne Allele Recesywne [ONE SHOT]
HumorPasjonujący kryminał połączony z elementami fantasy, przekształcony w zabawny sposób. Oficjalny tytuł oryginalnej wersji twórczości @TriDiMono to ,,Przeklęte geny" 🖨
![Mroczne Allele Recesywne [ONE SHOT]](https://img.wattpad.com/cover/182324850-64-k241263.jpg)