Rozdział 1

92 4 20
                                        

Siedziałam właśnie przy kuchennym, białym stole. Moja matka zajmowała miejsce naprzeciw mnie. W ręce trzymała oceny semestralne. Po jej minie wiedziałam co nastąpi. Szczupła brunetka wstała, obeszła stół i opierając się udem o jeden z kantów kwadratowego przedmiotu podała mi kartkę.Niepewnie chwyciłam papier i spojrzałam na oceny.
-Z każdego przedmiotu wychodzisz na dobry.-Spojrzałam na rodzicielkę.-Matematyka jest wyjątkiem.
Moja matka, z zawodu księgowa, matematykę opanowaną ma do perfekcji.W moim wieku była jedną z najlepszych, dlatego ciężko jej zrozumieć, że ja takich zdolności nie posiadam.
-Dostateczny to również dobra ocena.
-Matury nie zdaje się z dostatecznym.
-Zdziwiłabyś się.-Szepnęłam zdenerwowana.
-Co tam mruczysz pod nosem? -Kobieta wyrwała mi kartę z ręki, uniosłam głowę i spotkałam się z jej pełnymi gniewu i dezaprobaty ,orzechowymi oczami.
-Nic,mamo.
-Miej teraz odrobinie odwagi i powiedz.
-Masz racje!-Wykrzyknęłam.-Wiem, że nie jestem orłem z matematyki.Staram się ale nie potrafię lepiej się nauczyć.
-Dlatego zapisałam cię na korepetycje.-Otworzyłam szeroko oczy.
-Co takiego zrobiłaś?
-Bardzo dobrze słyszałaś.-Uśmiechnęła się kpiąco.-Oliver przyjdzie za 10 minut, uszykuj się.
-Przepraszam,kto?
-Słyszałaś, uszykuj się.
Kobieta wyszła z kuchni a ja opadłam na krzesło za mną. Westchnęłam głęboko i oparłam głowę o dębowe oparcie.
-Super..-Bąknełam cicho i zamknęłam oczy. Oliver to jeden z najseksowniejszych, inteligentnych i wysportowanych chłopaków z mojej szkoły, oczywiście jest przy tym również arogancki,chamski i zbyt pewny siebie. Już od pierwszego spotkania miałam z nim pewne konflikty. Można powiedzieć,że nie przypadliśmy sobie do gustu,a po dziś dzień oboje mamy zakaz przebywania w bibliotece. Wstałam i agresywnie zasunęłam krzesło. Podeszłam do kuchennego zlewu i spojrzałam przez okno na nasz ogród. Dlaczego moja własna matka musi mnie tak nienawidzić? Otworzyłam szafkę po mojej prawej stronie. Wyjęłam z niej dwa kubki i wstawiłam wodę. Skoro już muszę z nim przeżyć pół godziny w każdym tygodniu mogę postarać się,żeby było miło.
Gdy woda w czajniku zaczęła się gotować z przed pokoju dobiegł mnie dzwonek do drzwi.
-Ja otworzę.-Głos mojej mamy zmienił swój ton na sympatyczny i miły. Stanęłam w progu między kuchnią a przedpokojem, oparłam się o framugę.Moja rodzicielka otworzyła drzwi z wielkim entuzjazmem.
-Oliver! Miło cię poznać.
-Panią również, pani Simons.-Chłopak uśmiechnął się czarująco podając rękę mojej matce.Zaraz potem spojrzał na mnie.-Kally.
-Robinson.-Wysadziłam.
-Jak zwykle milutka.
-Przepraszam cię za nią, musi się przyzwyczaić do nowej sytuacji. Wejdź proszę.
Moja rodzicielka zaprosiła bruneta do salonu.
-Miło,że taki miły i przystojny chłopak znalazł chwile by pomóc mojej córce w nauce. To bardzo szlachetne z twojej strony.
-Mamo,przestań mu schlebiać bo mu ego podskoczy do sufitu.-Ominęłam Olivera stojącego z moja matką w progu i usiadłam z założonymi ramionami na sofie. Nasz salon składał się z białych zestawowi dwóch sof znajdujących się pod oknami, tworzącymi literę „L", dość spory stolik do kawy w kolorze beżu, dwa fotele znajdujące się w rogach pokoju,kominek a nad nim wiszący, czarny telewizor.
-Wyluzuj Kally, twoja mama stara się być miła.-Chłopak kpiąco się uśmiechnął.
-ŚWIETNIE. Może teraz zamiast podbudowywać twoje, tak już zbyt wysokie,ego to zaczniemy te durną naukę.
-Kally!
-Ja to załatwię pani Simons.-Moja matka skinęła głową i ruszyła do kuchni zapewne by przygotować ciasto.-Więc Simons..
-Nie zaczynaj. Siadaj albo wyjdź.
-Stanowcza. Cała ty.-Oliver usiadł obok mnie i chwycił podręcznik od matematyki.-To czego konkretnie nie rozumiesz?
-Logarytmy i statystyki.
-Dobra, nie jest tak źle.-Chłopak otworzył mój zeszyt. Po chwili przeglądania spojrzał na mnie.
-Co?-Wysyczałam.
-Wiem,że mnie nie lubisz.Działa to w obie strony, ale żeby nasza współpraca była owocna musimy coś sobie ustalić.
-Słucham, jaki masz pomysł?
-W szkole możemy się nienawidzić,ale w twoim domu zapominamy o tym i robimy wszystko,żebyś jak najlepiej zrozumiała materiał, pasuje?
-Pasuje.Tylko,żeby ci coś głupiego nie przyszło do głowy.-Chłopak w odpowiedzi uśmiechnął się promiennie i poklepał miejsce obok niego dając znak,żebym usiadła. Przewróciłam oczami i z głośnym westchnieniem zajęłam miejsce obok bruneta.-Zaraz ci zedrę ten uśmiech z gęby.
-Nie potrafisz się powstrzymać, prawda?
-Jak na ciebie patrzę to słowa same się cisnął do ust, nic na to nie poradzę.
-W takim razie skup się na matmie.- Chłopak spoważniał. Jego zazwyczaj błyszczące z rozbawienia brązowe oczy teraz wydawały się stracić cały zapał do żartów. Zastąpiła go powaga i skupienie. Oliver zaczął tłumaczyć mi wszystko krok po kroku, co jakiś czas zadawał mi pytania. Pewnie upewniał się, że słucham jego wykładu. Przez pierwsze 10 minut skupiałam się bardzo mocno na tym, co brunet chciał mi przekazać. Niestety z czasem coraz bardziej mnie to nudziło. Nagle w pomieszczeniu pojawiła się moja rodzicielka z tacą pełną czekoladowych ciasteczek i herbatą.
-Jak wam idzie? - Kobieta patrzyła to na mnie, to na Olivera. Postawiła tace na stoliku i usiadła na drugiej sofie.
-Kally prawie przysypia.
-Może dlatego,że tłumaczysz jakbyś miał 80 lat i brak chęci do życia.- Złożyłam ręce na krzyż i opadłam na oparcie sofy.
-Jak inaczej,TWOIM zdaniem, wyglada nauka matematyki? - Brunet spojrzał na mnie z wyrzutem. Poprawił swoje włosy,tak by nie opadały mu na oczy. Westchnęłam ciężko i odwróciłam wzrok.
-Może pójdziecie na górę?- Odezwała się moja matka, jak zwykle jej pomysły były bardzo błyskotliwie i genialne.
-Co?! - Gwałtownie podniosłam się do sadu.- Mamo, ty chyba zwariowałaś.
-Kally, masz bardzo ładny i przestronny pokój.Skoro potrzebujesz jakiś innych metod nauki moglibyście..
-Nie kończ!- Spojrzałam na Olivera, który głupio się uśmiechał. Chłopak uniósł głowę i jego oczy spotkały się z moimi. Wiedziałam co mu chodzi po głowie. - W ogóle o tym nie myśl.
-To nie jest taki głupi pomysł.
-Ty jesteś głupi.
-Kally!- Moja rodzicielka znów zwracała mi uwagę. Westchnęłam. Nie chciałam,żeby Oliver wchodził z butami w moje życie. Miał być tylko korepetytorem, miejscem spotkań miał byś salon a głównym tematem rozmów matematyka. Wodziłem wzrokiem między brunetem a kobietą.
-Nie ma mowy.

Small DosesOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz