12. Jak nie dotykać chochlika

Start from the beginning
                                    

      Chochliki to stworzenia wiecznie wesołe i beztroskie, prawie niemożliwym było spotkać smutnego bądź przejmującego się czymkolwiek, a płaczący duszek był zjawiskiem tak niezwykłym, że ludzie – tak jak to oni lubią – powołali do życia legendę, jakoby chochlicze łzy miały posiadać magiczne właściwości. Gorg nie wiedział, czy w to wierzy, ale jedno wiedział na pewno: ludzie wierzyli.
      I wiedział też, że patrzenie na Pixiego w takim stanie; świadomość, że ci przeklęci handlarze magicznych stworzeń doprowadzili go do płaczu... budziła w nim mordercze zamiary.

      O głowę Pilipixa zaś obijała się tylko jedna myśl: to wszystko była jego wina. Nie wiedział, ile tak czuwał przy Gorgu na środku pustyni, jednak czego by nie próbował, ten się nie budził, aż w pewnym momencie padł na nich czyjś cień. Kiedy podniósł mokrą od łez twarz, zobaczył nad sobą siedzących na wielbłądach mężczyzn. Ludzi.
      Nie miał za wiele doświadczeń z ludźmi, ale ci byli bardzo mili i zaproponowali pomoc. A on głupi im uwierzył.
      Przewiesili nieprzytomnego Gorga przez wielbłąda. On sam także bez oporów wskoczył na grzbiet. Mieli ich zawieść do miasteczka i znaleźć tam pomoc medyczną. I zawieźli. A następnie zrzucili maski dobroci i brutalnie wsadzili do klatek.

      Ktoś kupił wreszcie biednego goblina i facet z bródką – w trakcie załatwiania formalności i pakowania "towaru" na przyczepę wozu – machnął na swoich stojących przy klatkach pomocników.
      Następny w kolejce był Pilipix.

      Jeden z mężczyzn podszedł do jego klatki.
      – Dotknij go tylko a urwę ci łeb!  krzyknął Gorg, ale szybko został uciszony machnięciem bata przez drugiego. Pierwszy tylko uśmiechnął się szyderczo, otwierając drzwiczki.

      – Czekaj, a jak on wyleci?  zastopował towarzysza ten od bata.
      – Nie widzisz kretynie, że z tym skrzydłem nigdzie nie poleci?  odpowiedział mu wspólnik kąśliwie i rozchylił bramkę szeroko, po czym rozkazał:
      – Wyłaź. 

      Przerażony perspektywą oddalenia się od Gorga Pilipix wycofał się tylko głębiej do klatki.
      – Głuchy jesteś?! Wyłaź!  Mężczyzna wyciągnął rękę, aby go chwycić, ale chochlik ugryzł go w dłoń. 

      – Ał! Ożeż ty mały... – Wściekły facet szybkim, agresywnym ruchem złapał diabelca za włosy i wytargał z boksu.
      Pixie w ostatnim, rozpaczliwym odruchu wyciągnął dłoń w stronę Gorga, krzycząc jego imię, a ten wystawił obie ręce za kraty i złapał ją, robiąc to samo, lecz mimo to topik i tak został mu wyrwany. Zawarczał, gdy niebieska dłoń wyślizgnęła mu się z palców, po czym zaraz dostał po łapach.

      Okrutnik cisnął Pilipixa na wolną ziemię, a następnie złapał u nasady skrzydeł i podniósł. Diablik krzyknął, celem zmniejszenia bólu automatycznie łapiąc za niosące go na podest ręce, a obydwaj z Gorgiem nie oszaleli z tęsknoty tylko dzięki szczęśliwej owego podestu bliskości.
      Wkrótce został rzucony do stóp licytatora.

      – Aaa, tu mamy stworzenie o dużej cenie wywoławczej, ale spokojnie! Warte każdego grosza. Ma wiele nazw, w różnych regionach nazywa się je zamiennie topikiem, wodnikiem, koboldem, chochlikiem, diablikiem czy innym leśnym lichem. Ja zwykłem nazywać je złośliwym duchem. Bowiem ma ono wielką moc. Potrafi zesłać nieszczęście na wrogów swojego pana, jednocześnie zsyłając wieczną szczęśliwość na niego samego...
      – Co? wcale ń... – próbował zaprzeczyć tym bzdurom Pix, za co natychmiast dostał batem po twarzy. Krzyknął rozdzierająco, padając na deski i łapiąc się za policzek.

      W tym momencie rozległ się ryk rozwścieczonego Gorga, który zmienił się w na wpół wilka i z impetem uderzył o drzwiczki klatki całym swoim ciężarem.

      Widownia odsunęła się przestraszona i zamiast na chochlika, patrzyła teraz z lękiem na wilkołaka, co nie spodobało się licytatorowi. Ponownie machnął na pomocników – tym razem po to, żeby go zabrali – szybko na powrót zwracając się do gapiów:
      – Jak mówiłem, jest to bardzo przydatne stworzenie, którego łzy wyleczą każdą ranę, a magiczny pył... – zachwalał, podczas gdy mężczyźni zaczęli popychać drewnianą paletę na kółkach, odsuwając stojącą nań klatkę z Gorgiem od sceny i tym samym od Pilipixa.
      Duszek patrzył z rosnącym przerażeniem, jak odciągają złączonego z nim partnera coraz dalej, w szatynie zaś rosła wściekłość. Cały czas nacierał i uderzał w drzwiczki boksu, z każdym ciosem stając się coraz większy i większy, aż ubrania całkowicie się na nim podarły i przemienił się w swoją ostateczną wilkołaczą formę.

      Zawiasy w końcu nie wytrzymały i rozwścieczony wilk wypadł na zewnątrz, wyjąc przeraźliwie i wywołując wśród ludzi panikę.

      Ta zmiana nie była podyktowana księżycem, ale również nie była całkowicie kontrolowana, gdyż normalnie i racjonalnie Gorg nigdy nie używał tej formy, która wyzwalała w nim zwierzęce instynkty. Tak jak teraz, gdy zawładnęła nim furia i wewnętrzna bestia stawiała cele.
      Pierwszy i najważniejszy: mieć Pilipixa blisko siebie, całego i bezpiecznego.

      Spojrzał swymi szmaragdowymi, błyszczącymi dziko ślepiami wprost na chochlika, a stojący obok licytator przeraził się nie na żarty i zaczął czym prędzej wycofywać się ze sceny, krzycząc na swoich ludzi. Jednak nie uchroniło go to przed gniewem wilka. Kiedy tylko ten spełnił pierwszy cel, podbiegając do topika – taranując przy tym wszystkich, którzy stanęli mu na drodze – i sadzając go sobie bezpiecznie na grzbiecie, mógł skupić się na spełnieniu pozostałych. A więc zemście na tych, którzy śmieli zrobić krzywdę "jego własności".

      Najpierw dopadł do faceta z bródką, a gdy ten zaczął wymachiwać krótkim nożem przed jego nosem, odgryzł mu rękę. Człowiek upadł z potwornym wrzaskiem, który on uciął, odgryzając mu także głowę.
      Pilnujących klatek, próbujących uciekać pomocników również zabił, uprzednio odbierając jednemu z nich to, co ten ukradł. Następnie, z plecakiem w pysku, zaczął siać zniszczenie wszędzie wokół, rozwalając wozy i klatki, uwalniając z nich stworzenia i raniąc wszystkich ludzi, którzy śmieli stanąć mu na drodze.

      Siedzący na jego grzbiecie Pixie niewiele mógł poradzić na ten szał. Ale gdy zauważył, że wokół nich zaczęli zbierać się ludzie, próbując okrążyć i zamknąć bądź ranić bestię, zrozumiał, że muszą jak najszybciej się wynosić, więc podjął próby przywołania Gorga do porządku.
      Najpierw spróbował do niego przemówić, lecz ten nie wydawał się słuchać. Począł więc ciągać za futrzaste ucho, powtarzając, że muszą uciekać. Wilkołak potrząsnął tylko głową i dalej rozwalał miasto.

      Obudził się dopiero, gdy w jego ramię wbiła się strzała.

      Pilipix w ostatniej chwili zauważył wycelowany w zwierzę łuk i nie zdążył krzyknąć ostrzeżenia. Zresztą, to i tak pewnie niewiele by dało, a jak się okazało – strzała więcej pomogła, niż wyrządziła szkód.
      Wilk ryknął z bólu, rozejrzał się trochę jakby bardziej przytomnie, po czym zaczął uciekać z miasta, potrącając bądź przeskakując nad ludźmi, którzy próbowali zapędzić go w kozi róg.
      Kilka pocisków świsnęło niebezpiecznie tuż koło nich, ale udało się – uciekli.

Saga Nici 1: Pojednani. |boys love story|Where stories live. Discover now