Zawsze lubiłam noc. Wydawała mi się taka spokojna, kojarzyła z ukojeniem i beztroską.
—Dobranoc!— wrzasnęłam zatrzaskując drzwi od mojego pokoju. Usłyszałam ciche odpowiedzi moich rodziców. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w łóżku i zacząć wsłuchiwać w melodię ciszy.
Długo mi to nie zajęło. Już po kilku minutach mogłam cieszyć się błogosławioną ciszą. Codziennie tak robiłam. Czasami zdarzało się nawet, że nie spałam całą noc bo wolałam nasłuchiwać tego co dzieje się wokół mnie. Czyli niczego, jednak tej nocy było zupełnie inaczej.
Leżąc na łóżku usłyszałam jak ktoś otwiera drzwi od mojego pokoju. Od razu spojrzałam w tamtą stronę. Myślałam, że był to mój ojciec, jednak on nie ma tak szerokich ramion. Poza tym rogów. To coś było niesamowicie wysokie i.. włochate.
—K-Kim jesteś?— zawahałam się mówić. Zauważyłam, chociaż stał tyłem, że uśmiecha się strasznie szeroko. Ogarnął mnie paraliż. Chciałam krzyczeć.. Wołać rodziców. Jednak zamiast tego robić patrzyłam jak potwór jest coraz bliżej mnie.
Z tyłu faktycznie wyglądał przerażająco, jednak twarz miał bardzo zbliżoną do twarzy człowieka. Sama nie wiem, ale miał przepiękne oczy. Smutne, niebieskie oczy.
Spojrzałam na niego. Po tym gdy paraliż opuścił mnie podniosłam się do pozycji siedzącej. Usiadłam na łóżku, a on nadal stał nade mną. Tkwiłam w ciszy którą tak bardzo uwielbiam dopóki nie usłyszałam jego głosu.
—Mogę cie porwać?
