Rozdział 17

28 3 0
                                        

Rozdział 17

Abby's POV:

Siedziałam na zimnym plasikowym krześle na głównym posterunku policji w Beetfield. Znajduje on się dość daleko od mojego domu, bo aż kilka przecznic od szkoły, w samym centrum miasta. Ogólnie budynek swoim wyglądem nie wywołuje dreszczy - jest nawet jednym z ładniejszych w okolicy. Lecz dzisiaj tak o nim nie myślałam. Miałam ochotę uciec jak najdalej stąd.

Gdy Peter'a zabrała karetka chciałam nawet biec za nią byle tylko być jak najbliżej niego i dowiedzieć się czy nic mu nie jest. Ale kiedy policjanci dowiedzieli się, że widziałam się z nim ostatnia, od razu wpakowali mnie do radiowozu żeby przesłuchanie przeprowadzić z dala od tego zgiełku. Aż w końcu dotarłam tutaj, a już chwilę później siedząc w małym pokoju z lustrem weneckim na jednej ze ścian poczułam się jak przestępca czekający na adwokata. Brakowało tylko kajdanek na nadgarstkach.

W końcu doczekałam się i w drzwiach zobaczyłam grubego policjanta który mnie tu przywiózł. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał przyjaźnie, ale miałam nadzieję, że da mi szybko spokój i będę mogła pobiec do szpitala.
Gdy tylko usiadł na przeciwko mnie od razu się odezwałam.

- Co z Peter'em? Czy obrażenia są poważne? Chciałabym..

- Momencik - przerwał mi szybko mężczyzna - wszystko po kolei. Nie wiemy jeszcze co z chłopakiem. Obiecuję, że nawet Cię zawiozę do szpitala, ale najpierw musisz mi odpowiedzieć na kilka pytań żebyśmy mogli wyjaśnić co się wydarzyło.

-No więc - zaczęłam niepewnie próbując się uspokoić i przypominając sobie co się tak właściwie stało - wróciliśmy z wycieczki w trójkę z naszym przyjacielem Paul'em.. On poszedł od razu do domu, a Peter chciał mnie odprowadzić pod sam dom, bo bał się, że znowu ktoś mnie na padnie.

- Znowu? - policjant wyglądał na zdziwionego. Jak mógł o tym niewiedzieć skoro całe miasto o tym rozmawiało?

- Tak, już raz ktoś uderzył mnie w głowę pod domem Paul'a. Ale nie było świadków więc nie wiadomo kto to zrobił.

- Rozumiem - powiedział zamyślony i zapisał coś w małym notesie. Kiwnął że mam mówić dalej.

- No i poszliśmy na werandę mojego domu, chwilę rozmawialiśmy i .. - zaczerwieniłam się lekko gdy przypomniałam sobie pocałunek i postanowiłam ominąć tą część historii - później Peter pobiegł ulicą żeby wrócić do domu.

- Widziałaś kogoś w pobliżu?

- Nie, było cicho i pusto. Odwróciłam się żeby otworzyć drzwi i dopiero wtedy usłyszałam nadjeżdżający samochód.. I uderzenie kiedy go potrącił - powiedziałam trochę ciszej na nowo przerażona tą opowieścią.

- Widziałaś kierowcę? Albo może samochód był podobny do któregoś z aut sąsiadów?

Pokiwałam przecząco głową. Nikt w okolicy nie miał takiego auta. Wyglądało przeciętnie.

- Raczej nie. Było czarne, mogło mieć jakiś napis z boku.. Może było z wypożyczalni, chyba mają tam podobne samochody. Ale nie jestem pewna.

- No dobrze sprawdzimy. Byłoby świetnie, z rejestru moglibyśmy się dowiedzieć kto prowadził. Pamiętasz coś jeszcze?

- Tak - przypomniałam sobie nagle - miał wyłączone światła.

Moje słowa go zaintrygowały, chyba pomyślał to co ja - że ktoś zrobił to celowo.

*****

Peter's POV:

Ocknąłem się strasznie otępiały i nie mogłem się ruszyć. Pierwsze co zobaczyłem to biały sufit. Gdzie ja jestem? Powoli zaczęły do mnie docierać dźwięki, jakbym zapomniał jak się słucha. Najpierw miarowe pikanie, potem rozmowy gdzieś w pomieszczeniu obok. Kątem oka dostrzegłem inne łóżka i z wysiłkiem lekko przekręciłem głowę żeby spojrzeć za okno. Przede mną rozciągał się znajomy widok.

To szpital. Sala gdzieś w pobliżu tej gdzie leżała Abby, bo za szybą dostrzegłem widok na tą samą ulicę, której się przyglądałem w czasie ostatnich odwiedzin.

Znowu z desperacją z całej siły próbowałem się poruszyć. Udało mi się troch3 dźwignąć lewą rękę, ale w tym momencie przeszył mnie straszny ból. No dobra więc jestem nieźle poobijany. Co się stało? Nie umiałem nic sobie przypomnieć. Wtedy weszła rudowłosa dziewczyna. Abby. Poczułem się zupełnie jakbym nie widział jej kilka lat. Wyglądała na zmęczona i zapłakaną, ale i tak była piękna jak zwykle.

Coś we mnie odżyło na jej widok i uśmiechnąłem się z wysiłkiem od razu gdy na mnie spojrzała. W momencie stanęła jak wryta.

- Obudziłeś się! W końcu. Nie mogłam się doczekać, tak bardzo się o Ciebie bałam. Jak się czujesz?

W tej chwili wpadł mi do głowy genialny pomysł.

- Całkiem dobrze. A kim Ty jesteś jeśli można wiedzieć? Nie przypominam sobie żebym Cię już kiedyś widział - powiedziałem z powagą. Wiedziałem, że zabije mnie za ten dowcip, ale nie mogłem przegapić takiej okazji. Zawsze chciałem poudawać amnezję.

Jej twarz stężała i spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami. Uśmiech ulgi od razu zniknął z jej ust.

- Abby. Nie pamiętasz mnie? Przecież ja.. My.. - nagle zrobiła minę jakby się miała rozpłakać i uznałem, że to jednak nie był taki świetny pomysł.

- Spokojnie żartowałem - uśmiechnąłem się do niej przepraszająco - ale chyba przesadziłem, nie sądziłem, że tak się przestraszysz. Wszystko ze mną dobrze, jedyne czego nie umiem sobie przypomnieć to dlaczego tu jestem. Długo już tu leżę?

- Kilka dni - odetchęła dziewczyna z ulgą - pamiętasz jak byliśmy na rowerach nad wodą? - kiwnąłem twierdząco głową - odprowadziłeś mnie w deszczu do domu i jak wracałeś..

- Uderzyło we mnie auto - nagle olśniło mnie wspomnienie czarnego samochodu jadącego na mnie z lewej strony. Chwilę wcześniej całowałem Abby. Mimowolnie się uśmiechnąłem co lekko zdziwiło dziewczynę. - A potem już nic sobie nie przypominam.

- Wszyscy sąsiedzi z całej ulicy zgromadzili się gdy tylko usłyszeli karetkę i sanitariusze zabrali Cię do szpitala. Jak Twoja lewa ręka? Podobno mocno w nią oberwałeś i będzie potrzebna rehabilitacja - powiedziała ze smutkiem.

Aha to stąd ten okropny ból. Cudownie.

- No trochę boli ale nie wiele bardziej niż reszta. Cały zdrętwiałem nie umiem się ruszyć.

- Nic dziwnego już trochę tu leżysz. - Uśmiechnęła się lekko i złapała mnie za rękę - tak bardzo się cieszę że nie stało Ci się nic poważniejszego. I uważaj na żebra. Co prawda nie są złamane ale mocno poobijane.

Rozmawialiśmy jeszcze trochę szczególnie o tym kto mógł zrobić coś takiego. Policja wciąż nie mogła przebrnąć przez procedury żeby sprawdzić kto tego dnia wypożyczał auto. Znużony bólem i brakiem jakichkolwiek tropów, przyglądałem się ciągle paplającej Abby i póki nie zapadłem w sen myślałem tylko o tym jak bardzo chciałbym znów ją pocałować.

*****

A więc. Po sporej przerwie która trwała praktycznie cały rok szkolny (nie mam pojęcia jak to się stało, wybaczcie) w końcu nowy rozdział. Jest za krótki żeby wynagrodzić przerwę wszystkim oczekującym więc postaram się jak najszybciej naskrobać kolejny. Może pojawi się nawet jutro :)

Nie ufaj nikomuWhere stories live. Discover now