Rozdział I

90 3 6
                                        

Pierwsze spotkanie - ta część naszej historii wydarzyła się w liceum.
Nie wiedziałem, że z upływem czasu tak bardzo nudne będzie to miejsce.
Jak zawsze o 6:00 już zacząłem szykować się do szkoły. Ubrałem się w czyste ubrania, po czym pożegnałem się z Esme i Carlisem ,poszedłem nad rzekę. Wsłuchiwałem się w szum wody jednak nie mogłem się odprężyć, gdyż ciągle słyszałem głosy moich kolegów ze szkoły. Nie, nie miałem niczego z głową. Słyszałem myśli innych ludzi, gdyż ja nie byłem człowiekiem. Byłem istotą o nadludzkich zdolnościach - wampirem. Tak, tak wiem. Co ja gadam? Mówię prawdę,jesteśmy wampirami -  ja i moja "rodzina".
Rodzina jest w cudzysłowiu ponieważ tak naprawdę nią nie jesteśmy, po prostu wszyscy jesteśmy tego samego gatunku.  Nie polujemy na ludzką krew, tylko  na zwierzęta. Ja - czyli Edward, Alice , Esme, Emmet, Rosalie, Jasper i  Carlisie jesteśmy rodziną. Nie myślcie, że chcieliśmy być wampirami,  wszyscy byliśmy już blisko śmierci i wtedy Carlisie chcąc nas uratować przemienił. On sam też dobrowolnie nim nie został, jednak to długa historia. Spojrzałem na zegarek : już 7:25, będę się zbierał.
Zawróciłem do domu,wsiadłem w samochód i czekałem,aż Alice, Rose, Emmet, Jasper dojdą. Czekając na rodzeństwo zagłębiałem się w myśli innych uczniów liceum w Forks.
- Ciekawe czy mnie polubi? - myślała jedna z dziewczyn z mojej klasy.
Kto??- pomyślałem. Ciekawy zagłębiałem się dalej w myśli innych ludzi.
- Co włożyć ?? - myślał Mike Netwon.
- Może zostaniemy przyjaciółkami... mam tylko wielką nadzieję, że nie
będzie ładniejsza ode mnie.- to były myśli Jessici Stanley - najbardziej nieszczerej dziewczyny w całym Forks.
O kim oni myślą?? - byłem zdezorientowany.
Usłyszałem otwierane drzwi z przodu samochodu :
- To dziś przyjeżdża córka naszego komendanta Swana - Izabella. - powiedziała Alice bezszelestnie i z gracją siadając w samochodzie.
- Aaaaa.... To o niej tak myślą dzisiaj wszyscy. - powiedziałem. - Ludzie podniecają się z byle powodu. - dokończyłem.
- Och braciszku... Czy ty musisz być takim pesymistą... - pożaliła się Al.
- Jedziemy Edwardzie?? - niespodziewanie wszedł Jasper, a za nim Rose i Emmet.
-  Tak, tak. - powiedziałem niezbyt entuzjastycznie. Po czym ruszyłem pojazdem,  niezbyt patrząc na drogę.
-  Zapowiada się długi dzień.... i następny....i kolejny.

Mam nadzieję,że wam się spodobało.
To moja pierwsza opowieść. Jestem nowa😍.

Niedługo pojawią się kolejne części. Do zobaczenia.

~ StWeronikaa

Zmierzch - Historia EdwardaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz