Sobota rano. Budzik jak zawsze pokazuje 7:28. Biało. Postanawiam zwlec się z łóżka i zrobić herbatę. Zimno. Przypomniałem sobie o bluzie zostawionej na fotelu. Biała bluza NASA z plamą po kakale. Przypomniał mi się piątek wieczór. Nagle słychać gwizd czajnika i woda jest gotowa.
Herbata czarna, jak zawsze. I wtedy się stało. Telefon. I to nie byle jaki. Dzwoni Claire. Ale zwykłem mówić na nią Emi.
- Ohayoo James-Kun - powitał mnie głos Emi.
- Hej Emi.
- Zostawiłam u Ciebie zeszyt, mógłbyś mi go przynieść?
- Yup. Już się zbieram
Nacisnąłem ikonkę rozłączenia.
Zeszyt leżał tam gdzie myślałem.
Włożyłem go do torby i wyszedłem.
Było bardzo zimno i biało. Bez zastanowienia ruszyłem w kierunku domu Claire.
