Czy nigdy nie podejmowaliście decyzji, aby zacząć nowe życie? Jako ktoś, kim zawsze chcieliście być, lecz nigdy wam nie pozwolono? Jako ktoś nareszcie szczęśliwy?
Taką decyzje podjęła też Jules Jones. Aby tego dokonać, dzisiejszego wieczoru uciekła od swojej już siódmej rodzinny zastępczej. Z resztą, nie musiała za bardzo się starać. Wyszła jak co dzień z domu i zwyczajnie do niego nie wróciła. I tak nikogo nie obchodziło, gdzie jest i kiedy wróci. Zdążyła się już przyzwyczaić do tego przez te wszystkie lata. Choć po ucieczkach rodziny szukały jej, to po odnalezieniu zawsze jej już nie chciały i odsyłały ją do innych rodzin.
***
Pobiegła na najbliższy dworzec autobusowy w Bostonie i złapała autobus do Death Village, miejsca zamieszkania Freda Jonesa. Swojego biologicznego ojca, który szesnaście lat temu zostawił ją pod drzwiami sierocińca. Nie wiedziała do końca, czego się tak naprawdę spodziewa. Nie liczyła na nagłe uczucia rodzicielskie ze strony Freda, ale miała cień nadziei, że chociaż jako jego dziecko otrzyma choć odrobinę pomocy. A przecież nadzieja umiera ostatnia.
Już w trakcie jazdy Jules układała sobie w głowie dalsze życie. Nie stawiała wszystkiego na jedną kartę w postaci wyrodnego ojca, musiała mieć jakiś plan. Miała co prawda trochę pieniędzy ukradzionych opiekunom, lecz nie wystarczą one na długo, co wiąże się z obowiązkiem znalezienia pracy. Może w jakieś podmiejskiej restauracji, wciąż serwującej naleśniki i koktajle mleczne z kelnerkami na wrotkach? Tak, stara, dobra szkoła. Jules uwielbiała takie klimaty. Zadowoliła by ją jednak każda praca, byleby tylko znaleźć mieszkanie, w którym będzie mogła się ukryć. Na najbliższy czas musiała zniknąć, gdyż rodzina zastępcza i policja będą jej szukać, jak po ucieczce z każdej rodziny z resztą. Lecz tym razem nie chciała dać się znowu wepchnąć do kolejnej, pozornie kochającej się rodzinki z piekła rodem. Nie tym razem. Musiała zadbać o własny los, skoro nie obchodził on nikogo wokoło.
***
Nawet nie wiedziała, kiedy dojechała na dworzec w Death Village. Pozornie mogło się wydawać, iż dziewczyna nie wie, gdzie jest, lecz ona doskonale wiedziała, w którą stronę należy się teraz udać. Wyjęła z kieszeni kartkę z nabazgranym przez siostrę zakonną z sierocińca adresem i ruszyła na osiedle przyczep po drugiej stronie miasta.
Szła pewnie ulicami miasta, podziwiając stare uliczki i domy, zachowane w wiktoriańskim stylu. Stare cegły i piękne, łukowe okna witały ją już z daleka. Kościół w centrum miasta, który minęła po drodze przypomniał jej czasy, gdy na każdej wycieczce fascynowała się cudami architektury. Odkąd tylko pamiętała zachwycały ją rzeczy z minionych epok, które jej zdaniem były zdecydowanie lepsze od obecnych i dodatkowo posiadały w sobie pewien rodzaj magii, jakby patrząc na nie można było cofnąć się w czasie i zasmakować życia tamtej epoki. Zasmakować czasów, gdy największym problemem było wybranie sukienki na popołudniowy dancing, a życie zdawało się być o wiele łatwiejsze.
Czuła się wspaniale idąc zadbanymi ulicami, gdzie ludzie rozmawiali, robili zakupy, śmiali się i miło pozdrawiali, a nie pili piwo i brali narkotyki, do widoku czego była przyzwyczajona. Zaczęła się nawet zastanawiać, czy kiedyś będzie jej dane wieść takie życie. Takie normalne życie, o którym zawsze marzyła. Spędzać czas z przyjaciółmi, chodzić do szkoły i nie martwić się, czy jutro będzie miała co zjeść i gdzie spać.
Skręciła w prawo za wciąż działającym kinem samochodowym i weszła na osiedle przyczep. Jednak poczuła się, jakby przekroczyła jakieś magiczne wrota. Zniknęło widziane przed chwilą Death Village, a oczom ukazał się widok typowo gangsterskiej dzielnicy. Dookoła krążyli wytatuowani motocykliści, popijający piwo i naprawiający swoje maszyny. Jules weszła pewnym krokiem w te gromadę i kierowała się ku wyznaczonemu celowi. Znała takich jak oni. Nie mogła za wszelką cenę okazać strachu. Mogło ich zdenerwować wszystko, a nie chciała robić zamieszania już pierwszego dnia. Starała się na nich nie patrzeć, ale wyraźnie czuła ich ciekawskie spojrzenia na swoich barkach. Każdy, kogo minęła zdawał się plotkować o niej. Czemu wzbudzała takie zainteresowanie? Tego nie wiedziała.
Odprowadzona przez spojrzenia dotarła do przyczepy ojca. Z zewnątrz wyglądała na najbardziej zadbaną w okolicy, choć i tak brązowa farba odchodziła ze ścian, ukazując pożółkły plastik konstrukcji. Stojąc przed zielonymi drzwiami dopadły ją wątpliwości. Potrząsnęła głową chcąc je odgonić i zapukała do drzwi. Nikt nie odpowiedział. Złapała za klamkę, a drzwi ustąpiły pod naciskiem jej dłoni. Ostrożnie weszła do środka.
YOU ARE READING
Death Village
Mystery / ThrillerJules Jones marzyła o życiu w normalnej rodzinie. Aby to osiągnąć, wyjechała do Death Village. Miasto to okazało się w pełni zasługiwać na swoją nazwę, o czym dziewczyna boleśnie się przekona. Oto jej przygoda.
