Billie
Zapaliłam kolejnego papierosa wracając z imprezy, na której wszyscy świetnie się bawili tylko nie ja, z reszta jak zwykle. Nie lubię klubów nocnych, a zwłaszcza z półnagimi laskami, które nic sobie nie robią z tego, że ze stanika wystaje im pół sutka. Mam ochotę warczeć na takie szmaty jak wściekły pies.
Szłam co chwila kopiąc kamyk, w spokoju, dopóki ktoś nie zwrócił mojej uwagi chrząkając, odwróciłam się w stronę nieznajomego.
-Co ci ten kamyk zrobił?- zapytał szatyn.
-To co wszyscy dookoła.- mruknęłam ledwo zerkając na roześmianą twarz chłopaka.
-Czyli? Określ się.- zagadywał i szedł za mną próbującą się w spokoju oddalić.
-Czyli zirytował.- zaakcentowałam każde słowo i przyśpieszyłam kroku. Jedną ręką bawiłam się zapalniczką w kieszeni, a drugą poprawiałam grzywkę krótkich, platynowych włosów.
-Widzę już.- fuknął cicho pod nosem.- Mnie też każdy denerwuje, ale jestem w tym mieście nowy i chciałem być miły. -mówił dalej na co przewróciłam oczami.- Mam takie jedno miejsce tutaj w Sydney, w którym się uspokajam. Chcesz zobaczyć?- zaproponował, zmarszczyłam brwi.
-Co?- parsknęłam- Pierwszy raz mnie na oczy widzisz, człowieku. A jeżeli mam broń, albo coś, co mogłoby Cię zranić? Dlaczego zacząłeś ze mną rozmawiać?Nawet twojego imienia nie znam.- zapytałam szybko odwracając się w jego stronę i patrząc głęboko w jego czekoladowe oczy.
-Bo może to ja chcę ciebie zabić?- popatrzył na mnie i wysoko uniósł brwi.
~no to nieźle~ pomyślałam, a ten się głośno zaśmiał, zapewne z mojej miny, ponieważ wyglądała komicznie po moich późniejszych przemyśleniach.
-Żartowałem, wyszedłem właśnie z tej samej imprezy co ty.- dalej się ze mnie śmiał, zaczął mnie denerwować tym swoim uśmieszkiem.
-Wiesz, ja też mam jedno takie miejsce.- powiedziałam i czekałam na jego pytające spojrzenie.- Moje łóżko. Żegnam.- dokończyłam i już się odwróciłam, żeby odejść, ale ten mnie złapał za ramię.
-Calum. - powiedział i znów wyszczerzył zęby.
-Nie boli Cię twarz?- zapytałam z prawdziwym zaciekawieniem. Wzruszył ramionami.- Billie.- mruknęłam.
-Nietypowe.- przybrał poważny wyraz twarzy. - Wiesz, zwykle nie uśmiecham się tak dużo. Na imprezie jak na ciebie patrzyłem wyglądałaś na taką wesołą co lubi raczej uśmiechniętych chłopaków.
-Na imprezie wyzywałam i śmiałam się z wszystkich dziewczyn dookoła, plus przy okazji w końcu zakończyłam toksyczny, długi związek. Dlatego byłam taka szczęśliwa.- uśmiechnęłam się do chłopaka pierwszy raz dalej nie odrywając wzroku od jego pięknych oczu.
-Oj, przykro mi. Nie wiedziałem.- powiedział zmieszany i podrapał się po karku.
-To nie był mój związek i nie, nie jest Ci przykro, nie oszukujmy się.- zaśmialiśmy się tym razem oboje. Wyciągnęłam paczkę papierosów i pokazałam chłopakowi, pytając się wzrokiem czy chce jednego. Oboje odpaliliśmy nasze papierosy zaciągając się dymem i powoli go wypuszczając.
-W takim razie, czyj to był związek?- zapytał po chwili ciszy .
-Przyjaciela. Dziewczyna go zdradziła to trochę sobie z nią porozmawiałam.- wzruszyłam ramionami i instynktownie potarłam kostki dłoni.
-No dobrze. A dlaczego tak szybko wyszłaś z imprezy.- dalej pytał, ale, całe szczęście, mój poziom zdenerwowania na niego nie rósł. Wydawał się znośny. Zaczęłam iść, wiedziałam, że pójdzie za mną, więc go nie wołałam.
-Nudziło mi się tam.- odpowiedziałam znów wzruszając ramionami. Zdecydowanie za często to robię.
-W takim razie przenosimy imprezę.- powiedział i przyłożył telefon do ucha.
YOU ARE READING
again // Calum Hood
Fanfiction" -Nie ważne co było wcześniej, ważne jest to co jest tu i teraz i to, że Cię kocham." opowiadanie o 5sos, ale najbardziej będę się uciekać do Caluma właśnie :----)
