kiedyś twierdziłam, że moja dusza jest równie zimna co dłonie wystawione na srogi, zimny chłód.
zawsze chciałam być odporna, a zamiast tego należałam do osób zanadto podatnych na wpływy społeczeństwa. w końcu całe swoje dotychczasowe życie marnowałam na dostosowywanie się do preferencji innych.
nigdy nie chciałam kończyć, kładąc się z ukłuciem żalu na myśl o tym, że jutro ostatecznie nadejdzie. potrzebowałam chwili na odpoczynek, ale moje otoczenie cały czas narzucało tempo, które starałam się utrzymywać mimo przemęczenia.
nie zostałam stworzona do bycia banalną do znienawidzenia sobą, a raczej do bycia równie banalną do manipulowania kompanką. kiedyś moja lodowata dusza nie zwracała na to uwagi, ale teraz czuję, jak bardzo żałuje, że poddała się tym wszystkim gierkom.
zapewniano mnie, że będę szczęśliwa, aczkolwiek nie zważano na to, jak bardzo dalekie od prawdopodobnej prawdy były te słowa. mimo tego uśmiechałam się, okazując tym samym resztki swojej roztopionej duszy.
wiedziałam, że już nic nie da się z tym zrobić, bo moje igloo stało w pełnym słońcu z góry skazane na klęskę.
gwiazda grzała zbyt mocno, a ja dmuchałam zbyt licho. nie chciałam tracić swojego schronienia, ale najwidoczniej było to nieuniknione. nawet wiara w niczym mi tutaj nie pomagała.
kiedy już to się stało zrozumiałam, że zostałam stworzona, by polec.
zrozumiałam, że ulepiono mnie bym się roztopiła.
zrozumiałam, że zima w mojej duszy już nigdy nie wróci, a zastąpi ją równie sroga wiosna.
z dawnych lat, gdy jeszcze nie przejmowałam się swoim losem, pozostał jedynie namalowany śnieżnym palcem uśmiech i chyba pozostał już tam na zawsze, by zwodzić uroczych nieznajomych.
;cześć, ubierajcie się ciepło;
YOU ARE READING
winter
Poetryi chyba pozostał już tam na zawsze, by zwodzić uroczych nieznajomych. typ/gatunek;one shot ilość słów;260
