Życie bywa przewrotne, jak to się mówi raz na wozie, raz pod wozem.
W Polsce nie potrafiłam znaleźć pracy, więc zdecydowałam się na wyjazd za granicę. Koleżanka poleciła mi agencje, dobre warunki mieszkaniowe, zagwarantowane godziny pracy. Nie zastanawiałam się zbyt długo. Podjęłam decyzję i już pięć dni później byłam w drodze. Na początku miałam obawy, jak to będzie.
Pierwsze trzy dni pobytu miałam dla siebie, trzeba było się zaklimatyzować w nowym miejscu. Wyszłam na spacer, starałam się zapamiętać drogę do sklepu, do parku. Miejsce w którym miałam zamieszkać było malownicze i kolorowe. Podobało mi się.
Po upływie "wolności" nadszedł pierwszy dzień pracy. Trafiłam do anglojęzycznej grupy, na szczęście język znałam na tyle, bym mogła się porozumiewać. Poznałam mnóstwo ludzi, wielu Polaków, którzy tak jak ja w pogoni za pieniędzmi i chęcią spłacenia długów wyjechali na kilka miesięcy. W moim przypadku miało to być pół roku. No właśnie, miało. Ale o tym może później.
Jadłam niewiele, nie miałam na to czasu, wszystko dookoła wołało: "zobacz mnie", "poznaj mnie".
Ludzie w moim hotelu byli wyjątkowo złośliwi, ale byłam w stanie to przeżyć. To tylko pół roku, powtarzałam sobie za każdym razem, gdy ktoś zrobił mi na złość.
Mój pokój był dość duży, miałam własna lodówkę, wychodzilam z niego jedynie na spacer, do pracy lub na papierosa. Życie powoli się toczyło a ja z nim.
Kiedy dostałam swoją pierwszą wypłatę, byłam w siódmym niebie. Pieniądze nie uderzyły mi do głowy, ale mogłam sobie pozwolić na kilka przyjemności. Po wysłaniu określonej kwoty na spłatę kredytu, mogłam sobie troszkę zaszaleć. Sklep, wino, napoje energetyczne, więcej wina. Czułam się samotna, nie oszukujmy się. Będąc zaledwie kilka dni za granicą, nie nawiążemy znajomości. Znając już w większości okolice, nie chciałam zapuszczać się za daleko.
Każdego wieczoru, przez miesiąc czasu puszczałam na telefonie dramat lub komedię romantyczną i popijałam winko. Z jednej szklaneczki, zrobiły się dwie. Jeśli miałam mieć wolne następnego dnia to więcej.
I tak toczyły się moje dni.
Praca, hotel, film, alkohol i przerwy na papierosa. Wpadłam w nałóg. Piłam codziennie. Aż do czasu, telefonu.
- Witam, z tej strony Maciej Białystocki czy rozmawiam z Panią Małgorzatą Winną?
(Ahhh zapomniałam się przedstawić, no cóż, jestem Małgosia Winna.)
- Witam, tak to ja, w czym mogę pomóc?
- Musi się pani przeprowadzić do innej miejscowości. Pani pokój jest za duży na panią jedną. Mamy dwie osoby chętne. Proszę się spakowac, za dwie godziny przyjedzie po panią i pani rzeczy bus przeprowadzkowy.
- Jeżeli to konieczne. Dziękuję i do zobaczenia.
Ta wiadomość uderzyła we mnie, jak grom z jasnego nieba. Nie chciałam się przeprowadzać, tam mi było dobrze.
Nie minęło dwie godziny, pod hotelem stał mój bus. Kierowca pomógł mi zabrać rzeczy i w drogę.
Znów trafiłam do siedziby agencji. Zostałam przydzielona do domku pięciopokojowego. Perspektywa pokoju jednoosobowego była dla mnie zadowalająca. Jednak znów coś było nie tak. Pozostałe trzy osoby, które ze mną miały mieszkać, nie były zbyt rozmowne. Cóż znów miałam być osamotniona. Wpadłam w stan depresyjny.
Myślami już byłam spowrotem w Polsce. Jeszcze tylko pięć miesięcy, dam radę. Znów moje dni miały się toczyć z dnia na dzień. Od poniedziałku do piątku praca od 7 do 15.30, potem filmy i wino.
Jednak coś miało się zmienić już 4 dni po mojej przeprowadzce.
To była sobota. Walenie do drzwi frontowych obudziłoby nawet zmarłego.
Wstałam i popatrzyłam w lustro. Krótkie blond włosy w nieładzie, zaspane niebieskie oczy nie wyglądały już tak jak kiedyś, gdy każdy w nich widział coś szczególnego, teraz były puste, bez uczuć, bez duszy. Pełne czerwone usta w podkówkę. Do tego jeszcze nie zmyty wczorajszy makijaż. Jak mam wyjść z pokoju? Pośpiesznie ogarnęłam twarz i włożyłam szlafrok. Schodząc schodami w dół przeklinałam pod nosem. Sobota wolna od pracy a i tak pobudka o 7 rano. No szlag!
Otwierając drzwi, założyłam sztuczny uśmiech na twarzy.
- Dzień dobry! W czym mogę pomóc? -głos mi się lekko załamał, miałam nadzieję, że nikt nie słyszał.
Za drzwiami dostrzegłam dwie postacie, jedną znajoma. Pan Krzysztof pomagał w przeprowadzkach. Starszy pan, po pięćdziesiątce. Krótkie siwe włosy, niezgrabny nos i małe zielone oczy. Zawsze ubierał się tak samo, czarny garnitur bez krawata, koszula zapięta na 5 guzików i buty adidasy. Obok Pana Krzysztofa stała druga postać, nieznany mi mężczyzna. Wyglądał na jakieś 25 lat. Wysoki blondyn z lekkim zarostem. Duże brązowe oczy zgrabny nos i wąskie usta. Był dość dobrze zbudowany, umięśniony. Spodobał mi się od razu. W jego oczach zobaczyłam błysk , usmiechną się szeroko.
- Cześć, jestem Grzegorz, zostałem przydzielony do ostatniego wolnego pokoju.
Nareszcie ktoś się do mnie odezwał.
Nie wiedzieć czemu poczułam, że może moja samotność tutaj się skończy. Że będę mogła się do kogoś odezwać, z kimś porozmawiać.
Nagle poczułam, że przeszyła mnie radość. Sztuczny uśmiech spadł na podłogę, mogłabym przysiąc, że słyszałam jak się stłukł, a na jego miejsce wszedł prawdziwy, szczery.
_____________________________________
Cześć.
Nie będę się przedstawiać, chce pozostać anonimowa. To opowiadanie, będzie czymś na obraz pamiętnika. Nie mówię, że wszystko będzie tak jak było, ale wiele czerpie ze swojego przykładu. Nie liczę na dużą oglądalność. Chce wyrzucić z siebie negatywne emocje i sądzę, że opisanie w jakiś sposób mojej historii mi w tym pomoże. Jednak, jeżeli już tu jesteś, odezwij się, wskaż błędy, napisz co mogę poprawić.
Zaznaczam, że mam problemy z ortografią i interpunkcją. To moja pierwsza opowieść, której nie zamierzam usunąć, wyrwać, podrzeć, wyrzucić do śmieci.
Pozdrawiam MilknącaPieśń.
YOU ARE READING
Zachodzące słońce
Short StoryNie oczekiwała wiele, chciała tylko spłacić długi. Jednak życie potoczyło się innym, swoim torem. Teraz jest więźniem codzienności, która z dnia na dzień ją zabija.
