16.09.2019
Prolog został zaktualizowany zgodnie z rozwojem powieści.
Ian.
***
Chłopak stał przed nim nieruchomo. Wyglądał jakby był wyjęty z innego świata, zatopiony w swoich myślach, które musiały być zbyt gęste by mógł swobodnie je opuścić. Szpakowaty mężczyzna wpatrywał się w niego uważnie.
- Zjadł coś, Durenie? - spytał swojego sługę, ubranego w biały uniform.
- Nakarmiliśmy go, Panie - odparł ten sucho.
Mężczyzna kiwnął głową i podwinął rękaw lewej ręki, zawijając makiet ponad łokieć. Jego przedramię pokrywały tatuaże w kształcie pierścieni, które ciągnęły się od nadgarstka w górę, prawie do łokcia. Mężczyzna wyciągnął lewą dłoń przed siebie, złączył palce tworząc przerwę między trzecim i czwartym i powiedział:
- Objaw mi swoją drogę.
Wbił wzrok w nieruchomego chłopaka, który nadal wpatrywał się w podłogę. Nie drgnął. Szpakowaty mężczyzna zmarszczył brwi. Opuścił rękę.
- Nie ma oznaczenia? - dopytał
- Nic nie znaleźliśmy, Panie.
Znów zapadła cisza. Duren pochylił głowę z szacunkiem.
- Może jest Queldem, Panie?
- Może... - mężczyzna znów wyprostował przedramię, powtarzając poprzedni gest - Vele sanda'hani! - polecił.
Przez twarz chłopaka nie przeszedł nawet cień. Duren pokręcił głową.
- Mówisz, że rozpoznał znak przeznaczenia? - Master znów zwrócił się do sługi.
- Tak to wyglądało, Panie.
- Podjął pracę? - mężczyzna obszedł chłopaka dookoła.
- Nie, Panie.
Mężczyzna obejrzał jego dłonie. - Nie był używany do walki ani do prac służebnych - powiedział głośno - Raczej był Servantem.
Duran skinął głową. Miał podobne przemyślenia.
- A to znaczy, że albo mamy przed sobą zbiega, albo z jakiegoś powodu nie został oznaczony... Oglądałeś genitalia?
- Tak, Master.
- Nic?
- Nie, Master - skłamał Duran.
Mężczyzna znów przyjrzał się chłopakowi
- Jak ci na imię? - zwrócił się do niego.
Ten nie odpowiedział. Wciąż trwał w tej samej pozycji.
- Gdzie ma blizny? - spytał Pan Durena.
- Na plecach, Panie. Zdjąć mu koszulę?
- Za chwilę. Na coś jeszcze zwróciłeś uwagę? - zapytał Durena
- Po obu stronach szyi ma jakby ślady po otarciach. Myślałem, że może nosił uniform ze stójką. - odparł ten
Master odgiął głowę chłopaka. Przeciągnął po nich palcem.
- To raczej ślad po obroży - powiedział powoli.
Jego uwagę przyciągnęła pozioma blizna na twarzy chłopaka, na kości policzkowej.
- A to rozcięcie po szpicrucie - rzucił. - Zdejmij mu koszulę.
Duren zbliżył się do chłopaka i zdjął jego podkoszulek. Odsłoniły się szczupłe plecy z jedynastoma wyraźnymi bliznami po bacie. Były czerwone i wypukłe. Szpakowaty mężczyzna przesunął po nich palcami. Zmarszczył brwi i wyraźnie spochmurniał.
- Ile widzisz blizn po bacie? - zapytał Durena.
Mężczyzna chwilę milczał.
- Jedenaście, Panie?
Master oddalił się od chłopaka. Zaczął chodzić po pomieszczeniu, wyraźnie nad czymś rozmyślając. Duren spoglądał na niego zaciekawiony, ale nic nie rzekł, wiedząc, że Pan podzieli się z nim swoimi przemyśleniami, o ile będzie miał na to ochotę.
Master znów zbliżył się do chłopaka. Przypatrywał się bliznom, a także mniejszym śladom, którymi poprzecinane były jego plecy. Stanął przed chłopakiem i uniósł jego podbródek, oglądając jego twarz i próbując zajrzeć mu w oczy. Potem odepchnął go z pogardą.
- Nie może tu zostać - powiedział sucho - to Thruaill. Zhańbiony.
Duren zmarszczył brwi.
- Jedenaście blizn po bacie. Symbol pohańbienia. To jest jego oznaczenie, Duren. Uderzając batem zazwyczaj stosuje się wielokrotność siedmiu. System jest prosty... Nie wiemy kto był jego Panem, ale ten ktoś go naznaczył i odprawił. To nie jest zbieg.
Znów spojrzał na chłopaka.
- Prawo mówi, że musimy przekazać go któremuś z Niepohamowanych. Będzie musiał trafić do Zaal'a. - powiedział twardo
- Do Zaal'a? - powtórzył Duren. Był wyraźnie wstrząśnięty. Spojrzał na chłopaka.
- Igrzyska odbywają się raz w miesiącu. - powiedział sucho Master. - Wybierzemy się na najbliższe aby przekazać chłopaka. Do tego czasu nic się nie zmienia.
Duren milczał, zszokowany. Po chwili zorientował się, że postępuje wbrew etykiecie.
- Tak, Panie. - powiedział cicho.
Szpakowaty mężczyzna skinął głową i Duren ukucnął, prawą dłonią dotykając podłogi. Skłonił się Panu. Ten patrzył jak wyprowadza chłopaka i głęboko westchnął. Prawo było surowe, należało się mu podporządkować.
Nawet jeżeli dla chłopaka oznaczało to śmierć.
VOUS LISEZ
Srebrna maska
Fiction GénéralePowieść w trakcie poprawek - niektóre rozdziały mogą nieco się zmienić. ;) W Centrum reguły są inne niż w "świecie". Nikogo nie dziwi tu przemoc, która jest głównym językiem hierarchii. Tu ważne jest kto jest kim i jaki ma stopień w Organizacji. ...
