Rozdział 1

25 2 1
                                        

POV Xavi 

- Xavi, spóźnisz się! - Usłyszałem głos ojca z dołu.

Wywróciłem jedynie oczami patrząc na swoje odbicie w lustrze, dokończyłem wiązać krawat. Granatowy mundurek z czerwonymi elementami, będzie mi brakować luźnego ubioru, jak cholera... niby wielka szansa, ale chętnie bym ją komuś oddał. Czuję, że się tam nie odnajdę.

Pokręciłem szybko głową odganiając wszystkie myśli, wyszedłem z łazienki i zszedłem na dół. Zabrałem plecak z salonu, ojciec siedział przy stole i przeglądał gazetę, zapewne w poszukiwaniu nowej pracy... obecnie pracuje w barze, aczkolwiek nie płacą mu wystarczająco, a jakby tego było mało, wypłaty są nieregularne przez pijaństwo szefa. 

Moja mama zmarła kilka lat temu, obecnie mieszkam z ojcem i ośmioletnim bratem, Eliotem. Młody chodzi tak jak ja do prywatnej szkoły, z tym, że jemu tata opłaca czesne. Nie są aż tak wysokie, a na pewno poziom edukacji jest na odpowiednim poziomie, a bynajmniej tak mówi ojciec. Robi wszystko, abyśmy wyrośli na ludzi z dobrą pracą, żebyśmy nie musieli martwić się, czy starczy nam od pierwszego do pierwszego. Jestem mu za to na prawdę wdzięczny. 

- Miłego dnia. - Usłyszałem jeszcze nim wyszedłem. - Bierzesz auto? - Zapytał.

- Tak, nawzajem.  - Rzuciłem krótko i wyszedłem.

Pogoda była wyśmienita. Słońce, nie upalnie, delikatny wiaterek. Dochodziła dopiero 9, wszystko może się jeszcze zmienić, ale obecnie jest idealnie. 

Zapakowałem tyłek do samochodu, odpaliłem silnik i powoli wyjechałem z podjazdu na drogę, włączając się w ruch. Za zadanie miałem zgarnąć Clary i Marcusa po drodze, oni również otrzymali stypendia. Nie jesteśmy wybitnymi uczniami, raczej przeciętnymi... sam do końca nie wiem, w jaki sposób... pod jakim aspektem wybierali osoby do stypendiów. Dobra, mniejsza o to.

Zaparkowaliśmy przed szkołą, dookoła było pełno drogich aut, sama szkoła była cholernie drogo wyposażona, zupełnie inne standardy niż w poprzedniej.

- Już widzę, fałszywe mordy... synalki i córeczki jebanych senatorów. - Mruknął Marcus, kiedy szliśmy powoli w stronę wejścia.

- Może nie będzie tak źle. - Wzruszyłem lekko ramionami.

- Nie oszukuj się. - Westchnął.

- Dajcie spokój, będzie co będzie. Ja tam się cieszę, że jesteście tu ze mną, a nie, że jestem sama, jedna nowa. - Wtrąciła dziewczyna.

Uśmiechnąłem się pod nosem i weszliśmy do budynku. Wielki, biały hol, szerokie korytarze, duże okna no i oczywiście pełno ludzi dookoła, przynajmniej połowa z nich skupiła swój wzrok na nas, co było cholernie peszące.

-Nie stójmy tu tak. - Mruknąłem, ruszając powoli przed siebie, a oni poszli za mną.

- Coś mówiłeś, że może nie będzie tak źle? Widziałeś jak pożerali nas wzrokiem? Zobaczysz co będzie dalej, już staliśmy się ich drugim śniadaniem.

- Panikujesz. - Pokręciłem lekko głową, wyjmując z kieszeni telefon. - Lekcje mamy na piętrze drugim, byle starczyło nam czasu na odnalezienie sali. - Westchnąłem.

Jak powiedziałem, tak zrobiliśmy - przystąpiliśmy do szukania sali co udało się już po kilkunastu minutach. Powoli weszliśmy do środka i znów ta sama sytuacja, kilkanaście par oczu skierowanych na raz. Wsunąłem dłonie do kieszeni spodni i ruszyłem przed siebie między ławkami. Zająłem miejsce w ostatniej ławce, przede mną usiadła Clary z Marcusem. 

Niedługo po tym do sali zawitał nauczyciel. Młody mężczyzna z delikatnym zarostem, modnej fryzurze, na nosie miał okulary i drogi zegarek na ręce. Muszą tutaj sporo zarabiać... 

- Witam po weekendzie, szczególnie witam trójkę nowych uczniów. - Wskazał dłonią na nas. - Może się przedstawicie, opowiecie coś o sobie? - Zaproponował opierając się o biurko.

Wywołany Marcus wstał jako pierwszy, mimo iż on był zdecydowanie najbardziej pewny siebie z naszej paczki, to tym razem miałem wrażenie jakby drżał w środku.

- Nazywam się Marcus Rieger, plotki szybko się rozchodzą, zwłaszcza w takim towarzystwie. - Rozejrzał się dookoła. - Więc pewnie wszyscy wiedzą, skąd tu przyszliśmy i jakim cudem tu jesteśmy. - Wszystko mówił z wielką niechęcią.

Zaraz po nim przedstawiła się Clary oraz ja, nie opowiadaliśmy o sobie. Nikogo tu nie znamy, cokolwiek byśmy nie powiedzieli mogłoby to zostać wykorzystane przeciwko nam. 

Lekcja mijała wolno, monotonnie, aczkolwiek spokojnie. Nikt nie przeszkadzał, to na plus... ku naszemu nieszczęściu, a może szczęściu nauczyciel zarządził pracę w grupach. Przyjaciele odwrócili się w moją stronę.

- Erika, skarbie proszę, dosiądź się do nowych kolegów. - Uśmiechnął się do niej ciepło.

Wymieniliśmy porozumiewawcze spojrzenia po czym westchnąłem i spojrzałem na dziewczynę. Stała nieco zagubiona, zastanawiając się do której grupy dojść. Zabrała swoje rzeczy i zbliżyła się, nieco niepewnie zajęła miejsce obok mnie. Do czasu wylosowania dla nas tematu, wszyscy milczeliśmy, jedynie zerkaliśmy. 

- Kultura starożytnego Rzymu według przekonań Amerykańców. - Marcus przeczytał na głos część kartki. - Proponuję, żeby dziewczyny zajęły się pisaniem, my znajdziemy informacje na ten temat. - Zaproponował.

Wszyscy przystali na jego propozycje. Wyjąłem telefon i wygooglowałem dany nam temat. W końcu podniosłem wzrok zza telefonu, Marcus i Clary intensywnie obmawiali jakiś temat, patrząc w jego telefon, dziewczyna siedział czekając, aż podamy jej co ma zapiać. Westchnąłem cicho.

- Możesz przepisać ten nagłówek i tekst od tego akapitu. - Powiedziałem  wskazując na dany fragment.

- W porządku... - Skinęła głową i przystąpiła do pisania. 

Po dzwonku w połowie skończone prace oddaliśmy nauczycielowi i wyszliśmy z klasy. Kątem oka widziałem, że dziewczyna dopiero powoli się pakowała, a nauczyciel powoli do niej podchodził.

- Zostaw, pewnie daje mu dupy za lepsze stopnie. - Powiedział nagle Marcus. - Nie gap się tam. - Pociągnął mnie za sobą, wgłąb szkolnego korytarza. 

Mon AmourWhere stories live. Discover now