Prolog

133 14 7
                                        

  Wszystko zaczęło się siedem lat temu...

  Świat pogrążył się w chaosie, a słońce coraz częściej zakrywały chmury. Z początku było spokojnie, na pewno nie tak jak dzisiaj. Najpierw wysoka różnica temperatur na całym globie. W ciągu nocy nawet w najcieplejszych miejscach świata temperatura spadała głeboko poniżej zera, a w dzień potrafiła doprowadzać do poparzeń, a nawet w najgorszych przypadkach zabijać. Naukowcy myśleli, że to wina globalnego ocieplenia. Rozpoczęto ogólnoświatowy program, który miał na celu chociaż w minimalnym stopniu cofnąć lub zatrzymać postępowanie podwyższania temperatury.

 Jednak po nie całym miesiącu, zbierania zamarźniętych lub wyschniętych trupów, działania naukowców i pomocy potrzebującym, ustały wahania temperatury. Ludzie zaczęli się radować, myśląc, że przeżyli najgorsze.

 Dopiero wtedy zrobiło się mroczniej...

 Zamiast różnicy w Celsjuszach, zaczęły występować trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, nawet tych uśpionych, nadchodzące fale tsunami, huragany, tornada, opady prowadzące w kilkanaście godzin do powodzi lub wielkich zasp śnieżnych, czy dróg usłanych tonami gradu. Ludzie, których było stać i było to jeszcze możliwe budowali schrony, tych co na to pozwolić sobie nie mogli zostali wysłani do schronów rządowych, jednak  nawet przy takim obrocie spraw większość, populacji nie znalazła bezpiecznego azylu. W ciągu kolejnych następnych miesięcy zginęły miliony ludzi, a katastrofom nie było końca.

 Moi rodzice byli bogaci i szybko wybudowali dla nas w pełni wyposażony schron gotowy to pozostania w nim przez długie lata. Mama codziennie mi powtarzała bym się modliła. Bym błagała Boga o koniec cierpień, o koniec klęsk. Jednak z upływem miesięcy nic się nie zmieniło. Miasta, którym udało się zostać na mapie, leżały w gruzach, reszta natomiast znikła z powierzchni ziemi.

Całkowicie.

Ludzie modlili się latami o powrót lepszych czasów. Z upływem godzin, dni, tygodni... Żywioły stawały się coraz rzadsze i mniej śmiertelne. Nie była to co prawda planeta, którą pamiętałam z dzieciństwa... Niektórzy myśleli, że to dobry znak. Że po kilkudziesięciu latach wszytko ustanie i będzie można odbudować świat na zgliszczach poprzedniego. Że nasze dzieci, wnuczki i prawnuczki będą mogli żyć w normalnym świecie. 

Może to prawda. Jednak zmniejszenie częstotliwości klęsk żywiołowych skłoniło głodnych ludzi do wyjścia z bunkrów. Wtedy zaczęła się walka o przetrwanie. Nie tylko z planetą.

Z ludźmi...

Jedni myśleli, że to już koniec...

Ale to dopiero początek...

Weather - W Oku CyklonuWhere stories live. Discover now