• 0 •

41 0 0
                                        

Z całych sił trzasnęłam drzwiami swojego pokoju, które z nieprzyjemnym, donośnym hukiem uderzyły o framugę. Kolejny równie beznadziejny dzień niemalże dobiegł końca, by ustąpić następnemu poniedziałkowemu porankowi. Każdy nienawidzi pierwszego dnia tygodnia i moja osoba nie stanowi pod tym względem żadnego wyjątku. A nawet jeśli ten bezlitosny poniedziałek zacznie się w miarę dobrze warto być przygotowanym na niespodziewane pierdolnięcie z nienacka.

Moja niecodzienna złość nie wynika jednak z tego faktu, a z prawdziwie czystej nienawiści do ludzkich zachowań i ich bezmyślności.

Kolejne torturowane czy zabite zwierzęta. Kolejne gwałty i pedofilia na bezbronnych osobach. Kolejne samobójstwa. Kolejne morderstwa...

Tyle, że tym razem nie mogę patrzeć na to wszystko z boku i zbywać obojętnym wzruszeniem ramion. Nie tym razem, gdy ofiarą padła najcenniejsza osoba w moim życiu, której nie zdążyłam nawet pożegnać i powiedzieć jak bardzo tak naprawdę ją kocham. Podziękować za anielską cierpliwość, podczas gdy ze łzami w oczach po raz kolejny zmuszona była wysłuchać wszystkie wyzwiska, które rzucałam w jej stronę pod wpływem emocji.

Nigdy tego nie zapomnę, nawet nie wspominając o podświadomym wybaczeniu swojej osobie. Pamiętam jak tłumaczyła mi, że powinnam być milsza, uprzejma i choć trochę tolerancyjna, bo złością nie zyskam prawdziwych przyjaciół. Za każdym cholernym razem reagowałam tak samo doprowadzając ją do płaczu. A teraz tak okropnie tego żałuję.

Rzuciłam się na łóżko przyciskając twarz do poduszki. Nie mogę płakać, nie mogę dać po sobie poznać jak bardzo cierpię. Muszę to znieść godnie, a nie jak ostatni mazgaj wiecznie narzekający na swój los. Zasłużyłam sobie na to, tym jaki ogromny błąd świadomie i z premedytacją popełniłam. Tego nie da się naprawić. Już jest za późno.

Tylko, że nie sposób tego wytrzymać. Emocje szarpią mną rozrywając na tysiące strzępów, nie pozwalając bym dała radę poskładać się od nowa. Smutek, żal, złość, nienawiść, strach, ból i do tego ogromne wyrzuty sumienia na raz.

Ludzie nie znają litości, nie mają uczuć, nie potrafią myśleć, a nawet widzieć, bo dostrzegają tylko iluzję, która zakrywa jedyne prawdziwe wnętrze człowieka. Dlaczego wszyscy są tak puści? Każdy na co dzień z pozoru zabiegany nie zwraca uwagi na innych i nie liczy się z ich dobrem czy stanem, w którym się znajdują, a mimo to twierdzą, iż są jak najbardziej empatyczni i pełni współczucia względem bliźnich. W rzeczywistości nie interesuje ich nic poza własnym grubym zadem.

Kłamcy.

Łzy z mocą tsunami cisną mi się do oczu. Walczę z nimi z całych sił czując wielki ścisk w gardle i w klatce piersiowej spowodowany brakiem tlenu. Niestety jestem tylko słabym, szarym człowiekiem i szybko przegrałam tę wojnę, przez co gorące krople zalały moje policzki, gdy tylko oderwałam się od pościeli.

Czuję w głębi siebie jedną wielką pustkę, jakbym znajdowała się w czarnej dziurze. Nie potrafię być od tak milusia niczym potulny kociak względem ludzi, których nie cierpię i możliwe, że to mnie zgubiło, lecz nie zamierzam się zmieniać. Nie będę kreować się na wzór tych tępych, ślepych osób. Nie chcę zniżać się do tak irytującego, pogrążającego w złudnym szczęściu poziomu. Chcę być po prostu sobą, bez względu na otoczenie, czas, ludzi... bez względu na to wszystko w tym całym sprzecznym świecie. Jak się okazuje nie jest to takie proste, trzeba się liczyć z niewyobrażalnym cierpieniem i oczywiście niezrozumieniem.

• Sweet Revenge •Stories to obsess over. Discover now