Postawił jej nie jednego drinka,
A na jej twarzy była niewinna minka.
Jakoś tak wyszło, że wpadli na siebie
I tej samej nocy znaleźli się w niebie.
On się przedstawił, po cichu, milutko.
Wypił tak naprawdę bardzo malutko.
Ona głośnio, z czkawką, stwierdziła,
Że od dziś będzie dla ludzi miła.
Wyszli, krokiem chwiejnym z baru,
By doświadczyć miłosnych uniesień czaru.
Ona chichocząc tak głośno beknęła,
Że aż z ulicy cała magia zniknęła.
Razem się z tego wnet zaśmiali,
Chichrali się nawet, gdy prawo złamali.
Ona mu pocałunki na oku składała,
Bo w jego usta - nie wcelowała.
On czule jej szyję całunkami obsypał,
I tylko chytrym okiem na ulicę łypał.
Biegiem podwinął krótką sukieneczkę
i już niemal gołą miał panieneczkę.
Ona coś tylko wybełkotała,
Jego rękę szybko zatrzymała,
Pociągnęła go do zamkniętego kontenera
I rozebrała go wzrokiem do zera.
On zrozumiał o co chodziło pijanej
Dzisiaj w jego sidła złapanej.
Szybko odwrócił ją do siebie plecami,
zdjął jej majtki zwinnymi palcami.
O kontener dziewczyna się oparła,
Nogami o ziemię mocno zaparła.
Mężczyzna nie stracił ni chwili,
Gdyż byli sobie w dotyku tak mili!
Nachylił się nad jej uchem,
Spuszczając spodnie zapięte pod brzuchem:
- Mój ukochany Penis
Ma na imię Denis.
Szybko ocenił sytuację
I zaczął właściwą już akcję.
Włożył brutalnie swojego "Denisa",
Jedyną ulgą, że miał małego penisa.
Szybko pracował biodrami swoimi,
Oboje nie byli kochankami dobrymi.
Chwycił jej włosy, mocno, zachłannie,
Wyrwał przy tym cały pukiel ich pannie.
Dziewczyna szybko nabrała powietrza,
To nie była pieszczota najlepsza.
Krzyk się wyrwał z ust jej dość szybko,
- Cicho, już cicho droga rybko.
Chciała się wyrwać, czym prędzej!
Nie chciała już uniesień więcej.
Mężczyzna jednak jej błagań nie słuchał,
Tylko nieprzerwanie ją "dmuchał".
Płakała dziewczyna, płakała,
Ze strachu już dawno otrzeźwiała.
Wyrywał jej włosy, mocno chędorzył,
Mocnym uściskiem siniaków przysporzył.
Współczuł jej facet, bolał go jej ból,
Ale był z faceta pospolity siur.
W przód i w tył, ku zaspokojeniu,
Działając już szybko w tym podnieceniu.
Dość szybko spermą napełnił jej wnętrze,
A ciało jego od jej ciała było gorętsze.
Przechodził obok gwałtu morderca,
Morderca, który wcale nie był bez serca.
Podszedł do pary, odciągnął siura,
Przyszpilił do ściany w której była dziura.
Szybkim ruchem odciął penisa,
Tego słynnego pana "Denisa",
Po czym włożył go w odbyt mężczyźnie,
- Policja patrząc na to skiśnie.
Zabił go, odcinając mu głowę.
Kobieta za to cicho na śmierć czekała,
Krocze bolało, więc nawet nie uciekała.
Dziewczyny ciało było na śmierć już gotowe.
Nie opierała się, nie wyrywała,
Jedynie "Nie chcę" cicho wyszeptała.
YOU ARE READING
Postawił Jej Niejednego Drinka
PoetryHistoria pijanego seksu w miejscu publicznym. Utwór rymowany.
