1.

29 1 1
                                        

- Allison - powiedziała stanowczym tonem moja matka - to już postanowione

Byłam zmieszana. Po pierwsze - matka nigdy nie mówiła do mnie pełnym imieniem. Po drugie - co było postanowione?

- Greg ! - zawołała na wdechu.

Mój ojciec przyszedł do kuchni z kluczykami w ręce.

- Może powiesz córce co postanowiliśmy - pokazała na mnie ręką i dramatycznie poruszyła oczami

- Um tak - zaczął - wiesz Ally, bardzo cię kochamy

- Ale wysyłamy cię do internatu - przerwała w środku zdania matka.

- Jest środek semestru, to właściwie niemożliwe - powiedziałam niewzruszona i władowałam kolejny widelec pełen makaronu do buzi

- To jest szkoła dla trudnej młodzieży, w dodatku ojciec ma tam znajomosci - tutaj popatrzyła na niego - prawda Greg?

- Ally, nie zrozum nas źle - powiedział drapiąc się po głowie - to dla twojego dobra.

Mój mózg był w trakcie przetwarzania.

- gdzie ona jest?

- W Szkocji - powiedziała matka - Idź się pakuj, nie ma czasu do stracenia.

Miałam łzy w oczach. To prawda, nie byłam łatwym dzieckiem, ale nie spodziewałam się takiego ciosu od moich rodziców. Wydać mnie do szkoły dla trudnej młodzieży?

Podreptałam na górę. Trudno. Wyjęłam moja walizkę z szafy i zaczęłam do niej wrzucać wszystkie moje rzeczy. W tym momencie ja - perfekcjonistka - Miałam gdzieś to, ze ubrania będą pogięte i ze nie są poukładane. Płakałam bardzo głośno. Bałam się? Napewno, ale tu chodziło o złość. W ubiegłym roku rzuciłabym się na łóżko i waliła pięścią w poduszkę, ale nowa ja była zbyt silna emocjonalnie - albo może tylko tak mi się wydawało. Stara ja nie płakałam, nowa ja właściwie tez nie powinnam. Ups.

Po półgodzinie prawie cały mój pokój był spakowany. Zostawiłam zdjęcia z matką i jakieś drobne przedmioty. Starałam się zejść po schodach tylko raz więc w moich rękach znajdywały się pudła i wszelkiego rodzaju torby. Kiedy moja walizka ( która z kolei była pchana moją stopą ) spadła w dół usłyszałam szept mojej matki 'niezdara'.

- No Allison - podeszła do mnie z fałszywym uśmiechem - Gotowa do drogi? Cieszysz się?

- Z jednej strony tak, a z drugiej nie - powiedziałam wręczając mojemu tacie pudła i ozdabiając moją twarz o podobny fałszywy uśmiech - Szkoda, że wyprowadzam się z Londynu, ale może to dobrze, bo będę daleko od ciebie.

Twarz matki przybrała  oburzony wyraz. Tak mnie wychowała. Ona była w tej sytuacji potworem. Nie ja. Wyszłam z domu trzaskając frontowymi drzwiami i ciągnąc za sobą walizkę. Korciło mnie wystawienie jej środkowego palca, ale byłam obiektem zainteresowania wystarczającej ilości koleżanek matki które wierzyły w to, ze jestem zbuntowaną wiedźmą

Wrzuciłam walizkę do bagażnika samochodu Ojca. Wsiadłam na miejsce pasażera i odwróciłam się plecami do kierowcy. To był początek końca. Dosłownie.

- tato, ile jedzie się do Szkocji? - zapytałam po chwili milczenia. Jechaliśmy już jakieś 8 minut a ja dalej nie ruszałam się z przybranej pozycji.

- Do tego miejsca około 4 godziny - powiedział. Miał taki miły głos. Nie wiem dlaczego ożenił się z matką. Ona jest diablicą, a on potulnym barankiem. Zasługiwał na wiele więcej

- Wiesz tato, będzie mi ciebie bardzo brakowało - mruknęłam

- Mnie ciebie tez słoneczko - wypuścił glosno powietrze - mnie ciebie też.

Diabeł w mundurku Des histoires addictives. Découvrez maintenant