W dużym pokoju, ze ścianami zastąpionymi siedemnastoma oknami, za których wyłaniał się cały Nowy York, stało jedynie dwuosobowe łóżko. Było one nakryte narzuta koloru bordowego, a o jego boki opierał się dół baldachimu tego samego koloru. W rogach tego pokoju walały się pudła, wielkości około metra sześciennego, obite w materiał również koloru bordowego bądź szaro-brązowego. Służyły one za szafę albo potencjalne siedziska. Po bokach okien wisiały grube bordowe zasłony, w jednej czwartej od dołu przepasane złotymi, ozdobnymi sznurami.
Ten pokój był samodzielnie zaprojektowany przez jego młoda właścicielkę. Czuła się w ni jak ryba w wodzie, ponieważ stworzyła go tak by wyzbyć się swoich lęków z dzieciństwa. Bez zbędnych mebli jej wyobraźnia wieczorami była uspokojona. Nie myślała o psychopacie z piłą łańcuchową i hakiem zamiast dłoni czyhającym za najbliższym regałem, ponieważ takowych nie było. To że apartament był umieszczony na ostatnim pietrze, jednego z wyższych wieżowców, dawało jej możliwość posiadania okien dachowych albo balkonu, ale ich brak zabezpieczał ja przed Golumem chodzącym po nich. Nareszcie czuła się swego rodzaju wolna gdy siedziała na łóżku.
Alya często to robiła ponieważ to był jej ulubiony mebel. Przeważnie czas spędzała oglądając seriale. Jednak tym razem siedziała po turecku w jednym z jego dolnych rogów trzymając laptopa na kolanach. Jej bujne rude włosy, długości do pasa, były odrzucone na prawą stronę. Spływały wzdłuż jej twarzy na ramiona, przyodziane w rozpiętą zieloną koszule w kratę. Pod nią miała na sobie czarny podkoszulek a do tego czarne jeansy. W jej zielonych oczach widniało odbicie ekranu. Przeglądała własnie historię i opis bogini Frej. Ta postać jak cała mitologia niezwykle ją interesowały.
Do pokoju wpadł jej o trzy lata starszy brat. Siedemnastka nie czyniła go pełno letnim ale od śmierci matki tak właśnie się czuł. Jakby musiał się zaopiekować młodszą siostrą. Po części tak tez i było. Ojciec prawie nigdy nie bywał w domu. Śmierci ukochanej wpędziła go w pracoholizm.
-Alya! Ty znowu oglądasz te głupoty?!- wykrzyczał. Na co ona spokojnie odpowiedziała:
-Akurat nie tym razem- zdawała sobie sprawę z uzależnienia, więc nie miała wyrzutów do brata-Śniadanie?
-Tak, chodź.
***
-Ty jesteś taka bezbarwna, bezpłciowa! Nic co robisz nie jest twoje... oryginalne. Powinnaś zacząć robić coś dla siebie, a nie tylko być kopiarą ściągająca wszystko od Rachel. Przyjaźnienie się, też ją lubię, ale w ten sposób niczego nie osiągniesz!- tak właśnie wyglądała typowa rozmowa Aly z jej bratem prawie przy każdym śniadaniu. Wiecznie jej dokuczał i wyzywał ją, chociaż te słowa nie były najgorsze. Słyszała już od niego wszystkie wyzwiska jakie się dało. Rachel to była ich kuzynka. Panna idealne. Wszyscy ją lubili, dobrze się uczyła, wszechstronnie utalentowana i śliczna. Taka dziewczyna ma w życiu łatwiej. Alya chciała zaprzeczyć ale jedyne co zrobiła to wstała od stołu ubrała czarne glany i wyszła do szkoły.
Jak zwykle była przed czasem. Weszła do pustej klasy i zajęła miejsce w ostatniej ławce. Po kilkunastu minutach zadzwonił dzwonek. Nikt nie zjawił się w klasie. Dziewczyna nie zwróciła na to uwagi i zaczęła odrabiać lekcje bo w domu nie miała na to ochoty. Minęło tak jakieś dwadzieścia minut gdy zobaczyła coś dziwnego. obok niej w ławce siedział mały chłopiec ubrany w niebieski strój z lat sześćdziesiątych.
-Co tu robisz?- zapytała ostrożnie czternastolatka
-Siedzę- odparł, wbijając swój wzrok w tablicę. Nawet na nią nie spojrzał...
-Widzę, ale skąd ty się tu wziąłeś i dlaczego jesteś tak dziwnie ubrany?!
-Ty mi powiedz...- po wypowiedzeniu ostatniego słowa rozpłyną się w powietrzu pozostawiając po sobie jedynie uczucie przerażenia w sercu Aly.
Ruda podniosła raptownie głowę z ławki. Ten gwałtowny ruch wystarczył by poruszyć ospałą klasę na nudnej lekcji. Dzieciaki z klasy szeptały coś do siebie pokazując na nią palcami. starszy profesor fizyki zapytał wymownym tonem:
-Alya, wszystko w porządku? Może ty zechcesz przypomnieć nam drugą zasadę dynamiki Newtona?
-N...Nie, dziękuję... Przepraszam- powiedziała z pokorą. Po czym dodała szeptem do Beth- Co się stało?
-Znów ci się przysnęło- odpowiedziała znudzona. Była najlepsza przyjaciółką Aly, ale ruda nie była pewna czy dla Beth ona też nią jest. Uprzedzając kolejne pytanie Beth kontynuowała równie znudzona- Lekcja trwa od jakiejś pół godziny. Gdy weszłam do klasy spałaś nad pracą domową z matmy. Nie obudziłam cię.
Gdy zadzwonił dzwonek z ulgą wyszły z klasy aby włączyć się w nurt nastolatków przechodzących korytarzem w stronę następnej klasy. Z kilkuletnia już wprawą przepychały się pomiędzy licealistami. Drugi korytarz został chwilowo zamknięty przez wzgląd na remont. Z tego wynika że na korytarzu jest dwa razy więcej uczniów, których tu nie powinno być. W pewnym momencie coś dziwnego przykuło uwagę rudej. W tłumie migała jej stojąca na korytarzu dziewczyna. Krótko zcięte włosy, ciemne oczy, figura modelki i długie nogi. Ubrana jak młoda malarka albo reżyserka. Pewnie szalona artystka.Tylko dlaczego stoi w miejscu gdy ludzie popychają ją ramionami i depczą jej po nogach?- pomyślała ruda.
-Rachel- szepnęła gdy ją olśniło. Rzuciła się w jej stronę biegiem, o ile przepychanie się nieco szybciej niż wcześniej można nazwać biegiem. Gdy do niej już dotarła chwyciła ją za rękaw, przywitała się i spojrzała w oczy. Jednak ta jedynie, podobnie jak wcześniej chłopiec rozpłynęła się w powietrzu pozostawiając uczucie przerażenia w sercu rudej.
***
Po tym dziwnym dniu Alya musiała odpocząć. Rzuciła się na łóżko. Nie rozumiała co się z nią dzieje. Nadszedł wieczór więc położyła się spać. Jej przyjemny i spokojny sen coś zakłóciła. Czuła się obserwowana. Nie chciało jej się wychodzić z ciepłego rulona stworzonego z kołdry. Powoli zaczęła otwierać zaklejone powieki. Spojrzała na zegarek Trzecia w nocy. Hah godzina strachów- pomyślała z sarkazmem. Po chwili jednak to nie było takie głupie. Wydarła się na cały Nowy York. Przed nią stał jej największy ze strachów. Psychopata z piłą łańcuchową i hakiem. Klasnęła dwa razy w ręce a on rozpłyną się w powietrzu pozostawiając w jej sercu uczucie śmiertelnego przerażenia.
- Dzięki Bogu za światło na klaśnięcie- powiedziała spokojnie po czym dotarło do niej co właśnie się wydarzyło- Co się ze mną dzieje?!- wykrzyczała najgłośniej jak potrafiła ale nikt jej nie słyszał. Odrzuciła kołdrę, podeszła do najbliższej zasłony i zdjęła z niej złoty sznur. Zarzuciła go na żyrandol i zawiązała supeł by się nie zsunął. Podsunęła do niego jedno z pudeł i na nim stanęła. na drugim końcu zawiązała szubienice i założyła pętle na szyje. Powoli wysunęła stopę za krawędź pudła...
VOUS LISEZ
Bogini w człowieku
NouvellesKrótkie opowiadanko, które pragnęło ujrzeć światło dzienne. Opowiada o dziewczynie, z którą zaczynają się dziać dziwne rzeczy, doświadcza nadzwyczajnych zjawisk.
