one

10 0 0
                                        

Tobias

To odpowiednie miejsce. Gdzie się wyprowadziłem do małej wioski a bardziej do lasu - Epping Forest, by ukryć się przed wzrokiem swoich rodziców. Ziemia jest kolorowa, jak to jesienią bywa, powietrze wibruje od silnego powietrza. Kiedy się składam na miękką kanapę, czuję się, że jestem schowany w jaskini. Bliżej lasu, dalej od ludzi. Ludzi nie cierpię strasznie, przez to jak się dowiedzieli co mój ojciec zrobił. Nie ma szans, żeby ktokolwiek się chciał zadawac ze mną poza Justinem. Wszystko zaczęło się kilka tygodni temu, gdy Justin i ja rozmawialiśmy o mojej przeprowadzce do Epping Forest. Podoba mi się to miejsce, mimo że jest straszne bo to jest środek lasu. Kolega zawsze namawiał mnie i wciąż to robi, abym zamieszkał w lepszym i mniej strasznym miejscu, ponieważ tak by było najbezpieczniej, lecz z kolei ja wolę spokój i strach. Z natury jestem bardziej miłym chłopakiem, który nocą lubi robić straszne, o których nikt o tym nie wie.

- Dlaczego akurat w lesie? Przecież tu nie ma nic ciekawego - marudził czarnowłosy chłopak, bawiąc się rękawem swojej bluzy. Bluza była w połowie turkusowa i w połowie czarna w białe paski, gdzie kolor kaptura była odcieni szarości. To były ulubione kolory mojego przyjaciela.

- Bo chcę mieć spokój, poza tym ty wiesz, że lubię takie straszne miejsca... - powiedziałem zaniżając swój głos.

- Rodzice wiedzą o tym? - pytał się, kładąc ręce na biodrach, podniósł brew do góry.

- Nie muszą o tym wiedzieć - rozpakowałem się, odwróciłem się do Justina i posyłałem mu całusa, a on uśmiechnął się dziwnie. - Zresztą to nie sprawa ich... zwłaszcza ojca - powiedziałem, patrząc się gdzieś w głąb pokoju w którym się znajdowaliśmy. On nawet nie wie o tym, ze coś moim rodzicom się stało. Od kilku miesięcy.

- Dobrze stary, chodź pomogę ci rozpakować rzeczy - powiedział, skinąłem twierdząco głowę i kontynuowałem to co robiłem wcześniej. Chłopak podszedł do mnie i od razu wziął jeden duży karton i zaniósł je do góry na strych.

Domek nie był ani za duży ani za mały, wszystko się pomieściło. Salon z dużą kanapą i piecykiem, po prawej stronie znajdowała się kuchnia z małą jadalnią. Na wprost salonu był mały pokój dla gości i mała łazienka z dużą wanną. Po lewej stronie salonu były schody, które prowadziły na strych. Po kilku godzinach, wykończeni usiedliśmy na szarą kanapę. Siedzieliśmy razem w ciszy, aż Justin postanowił odezwać się pierwszy by przerwać tę ciszę.

- Ta nowa nauczycielka była bardzo wymagająca - stwierdza Justin, klepiąc ręką o oparcie kanapy. - Ile ona miała lat wtedy? Chyba wtedy co skończyła szkołę średnią.

- Nie była taka zła... - odpowiadam, uśmiechając się drwiąco. Justin nie wie co tamtej nocy z tą nauczycielką robiłem. Co się z nią w ogóle stało.

- Przynajmniej nie pluła, kiedy mówiła, jak pani jak-jej-tam - mruczy, wstając z kanapy i skierował się do kuchni. - Ciekawe co się z nią stało? Bo potem zniknęła tak nagle, że aż w szkole się zjawiła policja...  i psy. - udawał, że mu zimno - to było straszne... - przeszły chłopakowi dreszcze zimne.

- Nie wiem co mogło się stać, że funkcjonariusze się zjawili w naszej szkole. - musiałem udać, że nie wiem nic faktycznie. Żeby przyjaciel się nie dowiedział. Nikt nie wie.

- Dobra, już. To straszne jak myślę o tym, że mogła zostać zamordowana przez jakiegoś ucznia. - otwierał szafke, aby wyjąć szklanki dla siebie i dla mnie. - Co chcesz do picia Tobias?

- Może być piwo. - odpowiedziałem. Jak dobrze, że chłopak szybko zmienił temat. Co jeśli by się dowiedział, że za wszystkim stoi jakiś głupi uczeń? Chłopak się spojrzał na mnie. Wzruszył ramionami, schował z powrotem jedną szklankę do szafki i sobie nalał sok jabłkowy i wziął mi piwo zwykle w puszce. Podszedł do mnie z napojem. Usiadł i podał mi.

- Powracając, wiesz co mogło się jej się stać? - kurwa.

- Justin, nie słyszałeś co nauczyciele gadali wtedy? Zamordowano ją. Nikt nie wie kto to mógł zrobić. Chodzą słuchy, że jakiś zdolny uczeń lub uczennica mogli zrobić. Póki co, nic się nie dzieje, ale sprawa jest dalej otwarta i wciąż morderca jest na wolności.

Dlatego wyprowadziłem się jak najdalej. Głupi dalej się nie domyślił. To chyba dobrze dla mnie. Jakby się dowiedział, że to JA zamordowałem nauczycielkę to byłoby już po mnie. Nie spojrzałby zapewne na mnie jak kiedyś - jak na najlepszego przyjaciela. Chłopak się wzdrygnął jak usłyszał morderca na wolności. Przysunął się bliżej mnie bardziej ze strachu, popijając swój soczek. A ja otworzyłem puszkę piwa, opierając ręce o kanapę.

- Myślisz, że może też mnie zamordować bo jestem jakiś chory umysłowo? - powiedział bardziej do siebie niż do mnie, potem się odwrócił, by zobaczyć moją reakcję.

- Dlaczego tak myślisz? - wystraszyłem się lekko.

- Przeczucie, że jednak to się stanie... - powiedział łamiącym głosem... Nie ma takiej opcji, żeby jakikolwiek morderca to zrobił. - Mogę przenocować u ciebie na jedną noc? Prooooooszę - zrobił oczka jak zbitego psa.

Faktycznie sie ciemno zrobiło za oknem. Nie dziwię mu się, że się boi wracać sam i to w środku lasu. Zgodziłem się, żeby został. Miałem dać rodzicom znać, jak się udomowię w tym domu. Nienawidziłem rodziców za to, że czasami potrafili mnie wykorzystywać. To co ojciec zrobił ze mną. To naprawdę najgorsza sprawa w moim życiu. Nikt nie wie co się stało. Którejs nocy, nie wytrzymałem i pękłem przy Justynie. On spanikowany nie wiedział co robić, po prostu siedział przy mnie i się nie odzywał. Pogłaskał mnie lekko po plecach. Sam z siebie zacząłem opowiadać tą straszną historię...

Justin zna mnie na tyle dobrze. On zna tylko jedną historię z moim ojcem. On zna tylko mnie. Nie zna mojej innej nocnej wersji. On nie wie co się stanie tej nocy. Nie wie co mu się stanie.

A właśnie, niedługo to się stanie.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Jun 05, 2024 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

blue eyeWhere stories live. Discover now