To wszystko zaczęło się kiedy miałam 15 lat.
Wracaliśmy znad morza, wraz z najbliższymi... Moimi rodzicami, bratem oraz resztą rodziny.
Droga, dłużący się czas. Niestety musieliśmy zatrzymać się w korku samochodowym. Nadjeżdżajace obok nas karetki, straże pożarne, policja. Standard.
Ale nikt nie spodziewał się uciekających ludzi i zawracjących aut sąsiadującym pasem ruchu.
Podążali w naszą stronę policjanci, nic podejrzanego. A jednak. Zaczęli uderzać pięściami w samochody. Zachowywali się agresywnie. Rzucali się na mężczyzn, kobiety a nawet dzieci, które znajdowały się w pojazdach lub na jezdni.
Ruszyli w naszą stronę.
Bez chwili. zastanowienia tata wraz z naszą rodziną zawrócili auta. Mama ustawiła na nawigacji drogę, która omijała całą autostradę. Uciekliśmy i nikomu z nas nie stała się krzywda.
Zadzwoniłam do mojej przyjaciółki, Darii, poinformować ją co miało miejsce parę chwil temu. Podczas naszej rozmowy słyszałam w tle znany mi męski głos, był z nią Damian, jej kuzyn, który z nią mieszka od jakiegoś czasu. Daria poruszyła temat jej rodziców i starszej siostry, którzy od długiego czasu nie wracali. Powiedziałam żeby się nie martwiła i zamknęła dom, tak aby nikt z zewnątrz nie miał jakichkolwiek szans wejść do środka. W tym samym momencie mama kazała przekazać mojej przyjaciółce, by poinformowała nas wieczorem czy jej rodzice już są. Jeśli nie będzie ich przyjedziemy po nią i Damiana.
Całą drogę w radiu mówiono o śmiertelnych wypadkach w całym kraju i o ludziach, którzy umierając wstawali, nie reagowali na swoje imię i nazwisko. Cokolwiek im powiedziano odbierali to jako atak na siebie i krzywdzili osoby znajdujące się blisko nich, zabijały ich oraz zjadały. Bałam się, to samo było widać na twarzach moich bliskich.
Zjechaliśmy do mojego miasta rodzinnego tak aby nasza rodzina mogła spakować najważniejsze rzeczy. Starszy brat mojego taty z ciocią i młodszą kuzynką odjechali od nas szybciej, by zjechać do miejscowości, w której mieszkali i spakować swoje rzeczy, tak aby później nie zabierać czasu.
Wszyscy po zebraniu rzeczy udaliśmy się do mojego domu, przespać tam noc i zobaczyć co będzie dziać się jutro.
Brat taty przywiózł ze sobą swojego psa, rasy doberman, który w razie potrzeby miał pomóc nam w obronie.
Późnym wieczorem zadzwoniła Daria i poinformowała nas, że z jej rodziną nie ma kontaktu. Prosiła abyśmy przyjechali po nią i Damiana. Spakowali się i wszyscy znajdowaliśmy się w moim domu.
Odczekaliśmy dwa dni gdy w wiadomościach kazano opuścić wielkie miasta gdyż nie jest tam już bezpiecznie.
Dlaczego nie jest bezpiecznie? Przez zarazę, która zaczęła się rozprzestrzeniać.
Jaka zaraza? Ludzie atakują siebie nawzajem. Umierają i wstawają. Zachowują się jak bezmózgie stworzenia.
Co z lekarstwem? Razem z moją grupą po ucieczce z miasta bacznie słuchaliśmy różnorakich stacji radiowych. Mówili, że lekarstwo na zarazę będzie gotowe i nikt ma się o to nie martwić, po czym każda audycja się urywała...
Jak nazywamy tych całych umarlaków? Moja grupa nazywa ich ,,szwendaczami'', ja zdecydowanie wolę umarlaki.
Aktualnie jesteśmy dość liczną grupą. Przez pół roku cały czas pozastawaliśmy w ruchu. Pomagaliśmy sobie nawzajem. Dowódctwo w grupie przeszło na mojego wujka, Dawida (brata taty).
Od pięciu miesięcy po postanowieniu usadzenia się na stałe w jakimś miejscu, zadomowiliśmy się w starym ośrodku letniskowym. Niestety straciliśmy jedną osobę...
-----------------------------------------------------------
Cześć! Aktualnie jestem podczas pisania 1 rozdziału. Do czytania polecam włączyć piosenki Sariusa wprowadzają w klimacik (pisałam jak go słuchałam)
YOU ARE READING
The Walking Dead- Nowy świat.
FanfictionJeśli znacie fabułę serialu, komiksów oraz gier The Walking Dead, znakomicie odnajdziecie się w tej opowieści!
