Prolog 1

3.5K 334 42
                                        

Wysiadłam z samochodu Lio i zatrzasnęłam za sobą drzwi, udając, że nie zauważam czarnego Mustanga zatrzymującego się za nami

Oops! This image does not follow our content guidelines. To continue publishing, please remove it or upload a different image.


Wysiadłam z samochodu Lio i zatrzasnęłam za sobą drzwi, udając, że nie zauważam czarnego Mustanga zatrzymującego się za nami. Dźwięk silnika zdawał się rozdzierać powietrze, zbyt znajomy, zbyt ciężki.

Czułam jego obecność, zanim jeszcze go zobaczyłam.

- Czy Jimmie mówił, po co mamy się tu zjawić? - zapytał Lio, zerkając na ekran telefonu, jakby nie zauważył całej tej elektryczności w powietrzu.

- Mamy wpaść, by poznać zespół, który będzie nas supportował podczas trasy - rzuciłam i ruszyłam przed siebie, starając się, by moje kroki były pewne. W głowie pulsowało tylko jedno: nie odwracaj się. Nie patrz. Nie teraz.

Przeszliśmy zaledwie kilka metrów, kiedy usłyszałam jego głos. Ten sam głos, który przez ostatnie dwa tygodnie nawiedzał mnie w snach.

- Sienna.

Zatrzymałam się, jakby wypowiedzenie mojego imienia zamroziło powietrze. Moje imię w jego ustach zawsze brzmiało inaczej. Jak obietnica. Jak zaklęcie. A teraz... bolało.

Lio spojrzał na mnie pytająco, ale uniosłam dłoń, powstrzymując go. To nie była jego walka.

Powoli odwróciłam się w stronę Reeda. Stał przy samochodzie, w cieniu, jakby cień był jego drugą skórą. Czerń jego ubrania stapiała się z lakierem Mustanga, a jedynie jego oczy - te przeklęte bursztynowe oczy - lśniły w świetle dnia jak ogień.

Patrzyłam na niego, jakby nie był realny. Może wolałam, by nie był.

Zrobił krok w moją stronę, ale nie podeszłam. Cofnęłam się o pół kroku, ledwo zauważalnie, ale on to dostrzegł. Skrzywił się, jakby każde moje odsunięcie się bolało bardziej niż cios.

- Sienna, ja...

- Nie. - Uniosłam dłoń, zatrzymując jego tłumaczenia, które pewnie ćwiczył przez te dwa tygodnie w swojej głowie. - Nie zaczynaj od to nie tak, jak myślisz. Bo właśnie tak było. Ukrywałeś przede mną wszystko. Swoją moc. Swoją rasę. Swoje przeklęte dziedzictwo.

Jego twarz stężała, ale nie zaprzeczył. Wiedział, że nie ma sensu kłamać.

- Chroniłem cię. - Głos miał ochrypły.

- Jesteś głodny czy zdecydowałeś się powiedzieć mi prawdę? - zapytałam chłodno, krzyżując ręce na piersi. Każde słowo było jak ostrze - ostre, wyważone, choć drżało wewnętrznie od tłumionych emocji.

Reed zamarł, jakby moja postawa go zaskoczyła. Przez ułamek sekundy jego twarz pękła - nie fizycznie, ale w spojrzeniu. Było w nim coś skruszonego. Złamanego.

Zrobił krok w moją stronę.

Nie.

Gwałtownie się cofnęłam.

Nie mogłam pozwolić mu się zbliżyć. Nie mogłam pozwolić, by jego bliskość złamała moją wolę. Bo wystarczyłby jeden dotyk. Jedno objęcie. Jedno wypowiedziane przepraszam szeptem w moje włosy i pękłabym, rozsypała się jak szkło. A potem wszystko zamiotlibyśmy pod dywan.

Sanguarian #2Stories to obsess over. Discover now