Początki (rozdział 1.)

107 14 15
                                        

  ,,Dawno, dawno temu ziemią rządziły dwie rasy: ludzie i potwory. Pewnego dnia wojna wybuchła między obydwoma rasami. Po długiej walce ludzie zwyciężyli. Uwięzili potwory w podziemiach za pomocą magicznej bariery."

  ,,Wiele lat później. . ."

  ,,GÓRA EBOTT 201X"

  ,,Legendy mówią, że kto wejdzie na górę nigdy nie wraca."




  Słonecznego, trochę wietrznego dnia młoda dziewczyna z wioski, ubrana w szarą bluzę z czarnymi paskami, krótkie brązowe spodnie i wyższe czarne buty, w tylko sobie znanym celu wspięła się na szczyt góry Ebott. Spacerując szybkim krokiem wśród drzew natknęła się na wyrwę w ziemi. Nie była to mała dziura, a wielka i głęboka przepaść. Dziewczyna rozejrzała się parę razy i siadła zwieszając nogi do dziury. Zamyślona trwała tak w bezruchu dłuższy czas, po którym zaczęła dokładnie przyglądać się temu, co ma pod nogami. A raczej czego nie ma. Westchnęła cicho i ponownie się obejrzała. Stwierdzając, że nikogo nie ma wyjęła z kieszeni mały list, położyła na ziemi niedaleko dziury, żeby po tym zwyczajnie przechylić się w przód i już po chwili przepaść w ciemności i niewiadomej. Leciała tak chwilę z nadzieją, że zaraz wszytko co czuje się skończy, że wreszcie dostanie oczekiwany od dawna odpoczynek, że wreszcie będzie mogła być spokojna.

  Jednak jedyne co poczuła uderzając w końcu o ziemię na dole to silny ból głowy, nogi i okolic klatki piersiowej. Zwinęła się na ziemi płacząc z bólu.

- O.. O-o mój Boże!!- coś podbiegło do rannej dziewczyny i podniosło ją z biało-czerwonych teraz Lilii. - Co Cię boli?? Wszystko dobrze??? Słyszysz mnie??? Chodź, tędy, tędy, pomogę Ci..!

  Ona tylko mruknęła coś pod nosem i machnęła ręką podtrzymując się go. W tej chwili obojętnym jej było czy dostanie pomoc czy zwyczajnie zginie. Szli przez chwilę po kamiennym i chłodnym podłożu w nieznanym jej kierunku, bowiem wszystko co widziała gdy otworzyła oczy było czarniejsze od smoły. Pilnując się nieznajomego przyjmowała bez oporu jego pomoc.

  Wkrótce poczuła pod swoim obolałym ciałem miękką pościel. Nie była w stanie odróżnić trzech głosów dyskutujących o niej zaraz przy niej. Niedługo też musiała czekać, by oddać się w objęcia Morfeusza.

  Kolejnego dnia rano obudziła się czując miły dotyk na swojej głowie. Przekręciła się na bok, jednak syknęła z bólu czując przenikliwy ból brzucha.

- Poleż spokojnie moje dziecie... Niedługo przejdzie i wtedy wstaniesz... - Potworzyca głaskała dziewczynę uspokajająco. - I nie martw się... Wszystko jest dobrze...

- Uh... - Ona na to ułożyła się posłusznie w poprzedniej pozycji, ból ustał. - ... Gdzie jestem?

- Znajdujesz się w podziemiach, drogie dziecko. Spadłaś wczoraj na kwiaty z góry... Miałaś dużo szczęścia, że żyjesz. Przepaść ma co najmniej pięćdziesiąt metrów głębokości... - Wtem do pomieszczenia wbiegł mniejszy potwór bardzo podobny do swojej matki.

- Oh, wstałaś już!! Jak się czujesz? Bardzo boli?? - Patrzył zafascynowany na ludzkie dziecko nie mogąc oderwać wzroku.

- Um... Czuję się jakbym wczoraj spadła z wierzowca i jakby kwiatki zamortyzowały mój upadek, więc...

- To... Źle, tak? Nie martw się, będę się Tobą opiekować jak mogę. Mama i tata powiedzieli, że puki nie wyzdrowiejesz zostaniesz z nami. Więc może się zapoznamy? Ja jestem Asriel.

- ... Chara... Możecie dokładniej powiedzieć kiedy będę już mogła normalnie funkcjonować, czy coś?..

- Nie podoba Ci się tu..?- Mały widocznie posmutniał, w kącikach jego oczu zebrały się łezki.

- Nie, nie, nie! J-ja... em...

- Asriel, człowiek jest zapewne zaniepokojony tym gdzie teraz jest i tym, że nie zna nikogo. Poza tym musi jeszcze trochę odpocząć, dobrze?- wtrąciła się potworzyca biorąc malucha na ręce.

- Oh... Jasne. - Asriel nadal patrzył na nową przyjaciółkę wprawiając ją w małe zakłopotanie.

  Chara powoli się podniosła, by siąść na łóżku. Przetarła oczy i rozejrzała się po pokoju. Nagle poczuła silny i kuszący zapach toffie i cynamonu. W tym momencie dało się usłyszeć zdradliwe burczenie w jej brzuchu. Była wygłodzona, a ten zapach zaprzątał jej wszelkie myśli.

- Jeść... - Powiedziała cicho sama do siebie oblizując się.

- Ach tak, jak mogłam zapomnieć? - Starsza kobieta wstała odstawiając syna na łóżko i wyszła z pokoju.

- Mama robi najlepsze ciasto w caaaaaaaałych podziemiach a z resztą, zaraz się przekonasz! - Teraz jedyne, co mogła pomyśleć i powiedzieć Chara to: ,,jeść".

  Po niedługim czasie potworzyca wróciła z wielkim kawałkiem ciasta na talerzu, podeszła do dziewczyny i jej go podała. Pachniało cudownie i dosłownie kusiło wyglądem. Wygłodniała jak dzikie zwierze Chara w mgnieniu oka zdążyła zjeść wszystko, co dostała na talerzu.

- Mmm... Mogę jeszcze? - Cała ubrudzona popatrzyła błagalnie na potworzycę.

- Oczywiście i mów jak będziesz czegoś potrzebować. A tak swoją drogą, mów mi Toriel. - Starsza kobieta wzięła talerz dziewczyny i wyszła z pokoju ponownie zostawiając dzieci same.

- Charaaaaaa, a co lubisz robić?

- Cóż... Lubię... Na przykład spacerować, robić zabawkową broń... Ćwiczyć... Rzeźbić... A ty?

- Lubię poznawać nowe osoby i się bawić w pokoju z kwiatkami, jest tam tak milutko, tylko czasem ktoś z góry rzuca jakieś dziwne rzeczy... Ale ogólnie uwielbiam to miejsce. - mały uśmiechnął się przyjaźnie do dziewzczyny.

- Heh... Chyba się dogadamy mały. - odwzajemniła uśmiech.


  Rozmowa mijała im przyjemniej niż się spodziewali i zanim się obejrzeli zapadła noc. Wkrótce Chara wyzdrowiała i mogąc już normalnie bawić się ze swoim przybranym bratem spędzała z nim jak najwięcej czasu. Jej życie znowu stało się pełnym barw i radości, niezaznanej na powierzchni. Asrielowi przestała doskwierać samotność i pragnienie wyjścia na powierzchnię. Dla tej dwójki zaczęły się liczyć tylko losy drugiego. Rośli tak bez żadnych kłótni, bez sporów. Asriel wyrósł na silnego i dobrze zbudowanego potwora, a Chara na zdrową, sprawną i przede wszystkim miłą, darzącą wszystkich uśmiechem kobietkę. Obydwoje oczekiwali nadejścia swoich 18-stych urodzin by móc się cieszyć dorosłością. Jednak los miał inne plany. . .



- Azzy, jeśli masz takie uszy, rogi i w ogóle...

- ... toooo...?

- To znaczy... Że jesteś kozą i możesz zjeść te kwiatki? XD

- Hm... Jesteś w naszej rodzinie, więc jak już to i ja i ty jemy, żeby nie było potem.

- No niech Ci będzie koziołku. - Chara zerwała dwie lilie rosnące niedaleko nich i podała jedną Asrielowi. - na trzy.

- Oki... Raz...

- Dwa...

- Trzy!! - w tym momencie obywdoje zjedli po białym kwiatku śmiejąc się z głupoty drugiego.


DeaftaleStories to obsess over. Discover now