i. lód

513 40 28
                                        

↗ABRA fade 2 blaq

Po raz pierwszy znajome twarze sprawiały mu ból, doprowadzały do szału i strachu.

Ich oczy smagały go ogniem, a on był górą lodową.

Pierwszy płomień: "Zabiłeś go." Drugi płomień: "Ufaliśmy tobie." Trzeci płomień: "Chłopiec, który pozwolił umrzeć."

Góra lodowa topiła się. Prawie zrównała się z oceanem, płomienie nasilały się.

Jedenasty płomień: "On nie żyje. Z twojej winy."

Wzgórze, tym był teraz. Otoczony ogniem, czuł się tak mały, tak niepotrzebny...

Trzynasty płomień: "Zabiłeś nam syna!" Czternasty płomień: "Nie możemy być razem."

Był kostką lodu w żarze.

Siedemnasty płomień: "Wolałabym, żebyś to ty umarł zamiast niego."

- Przestańcie! - wykrzyczał w bezradności, czując, jak się odbudowuje.

Patrzył w ich oczy teraz już ziejące pustką.

- Nie wierzycie, że jest z wami. Siedzi z nami. I właśnie krzyczy, że oskarżacie jego najlepszego przyjaciela o coś, czego nigdy w życiu by nie zrobił, nawet pod przymusem.

Znów był górą lodową na środku oceanu.

I znów był Harrym Potterem na dolnej pryczy w namiocie.

W płócienny dach krople uderzały jak z procy. Otworzył wreszcie oczy, rozglądając się w ciemności.

Rozprostował palce u stóp i przeciągnął się. To nie tak, że się nie bał. W zasadzie to nie rozumiał tego wszystkiego. Co się dzieje, co będzie się działo, co musi się stać.

- Dlaczego nie śpisz?

Hermiona Granger siedziała z podkulonymi nogami na rozkładanym krześle. Patrzyła w podłogę.

- Nie mogę zasnąć.

Z jeszcze bardziej poplątanymi włosami, z zamyśloną miną, z kubkiem zimnej herbaty i podkrążonymi oczami wyglądała jak prawdziwy myśliciel. Ciekawiło go, co też znowu się kłębi pod tą burzą brązowych loków. Zmarszczyła brwi, gdy zauważyła, że się jej przygląda.

- Miałem koszmar - odezwał się, chcąc zagłuszyć ciszę.

Skierowała na niego wzrok.

- Kolejne wizje? Harry, nie możesz na to pozwolić, to niebezpieczne!

Westchnął.

- To nie była wizja, tylko koszmar. Wszyscy obwiniali mnie o jego śmierć.

Hermiona wyglądała, jakby chciała się rozpłakać, ale chyba coś ją blokowało. Spojrzała na niego wzrokiem: "Nie myśl o tym, przecież wiesz, jak było naprawdę."

Zwlekła się z krzesła z zamiarem próby pójścia spać.

- A ty jak uważasz? - zapytał, powstrzymując ją od wejścia na swoją pryczę.

Deszcz rozpadał się na dobre, zagłuszając ich rozmowy.

Westchnęła cicho.

- Harry, już to, że zacząłeś coś robić w kierunku uratowania Rona zasługuje na dużą pochwałę. To, że nie zdążyłeś na czas z tym bezoarem to nie twoja wina. Niczyja wina, Slughorna też nie. Przecież nie wiedział, że miód był zatruty.

Jej słowa trochę podniosły go na duchu, ale nadal czuł dziwny niepokój i może nawet wyrzuty sumienia.

Hermiona wspięła się na górną pryczę i już miała wymówić pierwszą sylabę słowa "dobranoc", kiedy Harry niespodziewanie jej przerwał.

- W moim śnie powiedziałaś, że wolałabyś, żebym to ja umarł, a nie Ron.

Zapadła cisza, mimo wciąż bębniącego deszczu. Harry słyszał, jak Hermiona wstrzymuje oddech.

Wyczekiwał jej odpowiedzi, szczerze ciekaw jej reakcji.

Ale cisza nadal trwała.

- Wolałabym, żebyście oboje żyli - odezwała się wreszcie. A kiedy Harry nic nie odpowiedział, mruknęła: - Dobranoc, Harry.

Wiedział, że już dzisiaj z nią nie porozmawia. Coś ciągle nie dawało mu spokoju, czuł, że osoby w koszmarze mają rację, ich słowa niosą nieuniknioną, okrutną prawdę. Chciał jeszcze zapytać Hermiony, co ona by zrobiła na jego miejscu, ale nie chciał jej budzić.

Ostatnio bardzo niewiele rozmawiali. Hermiona była mrukliwa i małomówna, widać było, że ciągle czymś się zadręcza.

Z kolei Harry miał wiele pytań, a mało odpowiedzi. No i jedną myśl ciągle chodzącą mu po głowie: muszą w końcu zacząć coś robić, przejść na kolejny etap ich, wydaje się czasem bezsensownej, wędrówki.

Brakowało im przede wszystkim motywacji. Harry widział tę rezygnację w oczach Hermiony, ale doskonale wiedział, że ona nie byłaby zdolna do tego, by go opuścić. Akurat Hermiona ze swoim martwieniem się o Harry'ego mogłaby konkurować z samą Molly Weasley.

Spojrzał na górę, tam, gdzie leżała Hermiona. I nagle ogarnęło go jakieś dziwne poruszenie, radość, wdzięczność, że ona ciągle tam jest, że chociaż teraz śpi i z nim nie rozmawia, to nadal tam jest.

Chłopaki nie płaczą, ale Harry nie mógł się powstrzymać.

❛ a house ❜Stories to obsess over. Discover now