Obudził mnie mocny deszcz walący w szybę. Miałam nadzieję, że jutro się rozpogodzi , bo idę przecież opiekować się młodym Sherwoodem.
Wstałam i rozglądnęłam się w poszukiwaniu zegarka. Była godzina dziewiąta piętnaście. To ostatni taki piątek. Już więcej nie zdarzy się kiedy ktoś będzie próbował podrzucić bombę pod szkołę. Szczerze to żałowałam, że później jej nie odkryto. Może nareszcie rodzice przepisaliby mnie do lepszej szkoły. Gdzieś na północ od Teksasu. Wprawdzie to długa droga, lecz uczeń czegoś się nauczy.
Przydzielono mnie do najmądrzejszych osób ze szkoły. Sama tak nie uważam. Wiem, że to wszystko zasługa mojego ojca , który jest jednym z najlepszych chirurgów w kraju. Oczywiście, bardzo mu gratuluję ale mam dość. Wszyscy uważają mnie za idealną dziewczynę z idealnej rodziny. Gdyby tylko wiedzieli jaka jest prawda.
Moja mama również zajmuje się medycyną ale jest pediatrą. Oboje rodziców często nie ma w domu. Mają dyżury nocne lub wyjazdy poza miasto.
Mam dwie siostry. Jedna -Madge- zdążyła uwolnić się od tego zaszczytu bycia panną Waters. Wyjechała do Hiszpanii, do męża i dwójki swoich dzieci. Praktycznie widzimy się dwa może trzy razy na rok.
Druga -Elizabeth- wciąż mieszka z nami. Jest starsza ode mnie o cztery lata. Studiuje filozofię, wprawdzie nie wiem czy z tym daleko zajdzie, ale to jest jej marzenie. Łącznie z wyjazdem do Paryża.
Dziś jest 7 czerwca 2013 rok.
Ja mam szesnaście lat i nadal brakuje mi szczęścia. Moja mama poszła do pracy, siostra jest na uczelni a ojciec wyjechał. Zostałam sama w domu. Chyba, że znowu odwiedzi mnie niebieski motyl.
Wstałam z łóżka i podeszłam do okna. Chociaż burza szalała, zobaczyłam go.
Biedne, małe stworzenie. Wypuściłam go do pokoju. Tym razem usiadł na kwiatku. Jedynym jaki miałam. Podbiegłam do niego. Rozprostował swój nosek i zaczął sączyć nektar z kwiatuszka.
Kiedy najadł się do syta , jakby wdzięczny zatoczył koło w powietrzu.
-Coś się dzieje?- zapytałam się go. Ten w odpowiedzi zaczął machać niebieskimi skrzydłami.
-Oczy Tom'a też mnie tak hipnotyzują- szepnęłam i zaśmiałam się z własnych słów.
Hahaha żeby to miało jakieś znaczenie.
W tej chwili zadzwonił mi telefon.
Zostawiłam motylka samego i odebrałam.
-Hej, Jade. Nie wiem czy wiesz ale bal z okazji zakończenia 3-klasy odbędzie się 19 czerwca w środę.-usłyszałam mocny, dobrze mi znany głos.
Natalia. Moja najdroższa przyjaciółka. Nie mówimy sobie wszystkiego ale znamy się jak mało kto. Ma długie ciemne włosy i duże, brązowe oczy. Jest drobniejsza i szczuplejsza ode mnie. Mimo, że czuję się przy niej jak wieloryb to uwielbiam z nią przebywać.
-O cześć..-mruknęłam.
-Coś nie tak?- zapytała zaniepokojona.
-Jak dobrze mnie znasz, to nie mam sukienki ani partnera.
-Głowa do góry, mała, założę się, że znajdziesz sobie kogoś. Co do sukienki to możemy wyjść za tydzień razem na miasto,bo wiesz rodziców nie ma i chata wolna.-zaśmiała się.
-Dziękuję -podziękowałam jej. Rozmawiałyśmy dobre pół godziny a potem poszłam coś zjeść.
Do końca dnia lał uporczywy deszcz. Słońce w ogóle nie wyszło, drzewa szarpał porywisty wiatr a motylek siedział na moim biurku, dopóki nie dostałam wiadomości od Toma'a. Później niebieska postać zniknęła, znowu.
Chłopak napisał mi, żebym nie zapomniała jutro przyjść i się wyspała, bo mały ma humorki.
Zaśmiałam się. On musi być uroczy.
Zasnęłam myśląc o jutrzejszym spotkaniu i o niebieskim motylku, który znowu sprawił, że się uśmiecham.
Dziękuję.
.----------------------------------.
Nie mam pojęcia czy ktokolwiek czyta moje wypociny ale jestem wdzięczna. Jednym z moich marzeń jest napisać niezwykłe opowiadanie, więc mam nadzieję, że wam się spodoba.
YOU ARE READING
20 days with Blue Butterfly
Teen FictionJade, niebieskooka dziewczyna ze szkóły średniej. Pewnego dnia poznaje niezwykłego przyjaciela i dostrzega co to szczęście.
