Zapiekanka i królik

33 2 2
                                        

*per Lukas*

Więc zaczynają się moje studia. Jestem na kierunku ochrony środowiska, być może to głupi wybór, ale właśnie to mnie interesuje! Nie będę wybierał jakichś pojebaństw, bo tak ktoś inny chce "dla mojego dobra". 

Studia są dosyć trudne, w końcu w takim wielkim mieście jak LA szkoły powinny mieć wysoki poziom. Jednak moje stopnie są bardzo dobre. Poznajcie licealistę, po rozszerzeniu mat-fiz. Wyniki z maturki.. Może nie będę się chwalił, większość ponad 85% więc.. Sami oceńcie.

Aktualnie znajduję się w akademiku. Przed chwilą się zameldowałem i mogę ruszać do pokoju o numerze 139. Budynek jest dosyć spory. Podzielony na żeński i męski akademik. Każde pomieszczenie jest dwuosobowe. Z tego co się dowiedziałem w recepcji mam już współlokatora. Jedyne o czym marzę, to aby nie był jakimś totalnym zjebem i tyle. Wszystko czego pragnę.

Gdy stanąłem z walizkami przed drzwiami, wyciągnąłem kluczyki, po czym włożyłem do zamka. Szybko je otworzyłem i nie rozglądając się wkroczyłem do pomieszczenia. Jednak napotkałem ścianę. Czekaj co? Jednak ta ściana nie była zbyt stabilna i ugięła się pod moim ciężarem. Wraz z nią runąłem na ziemię. O dziwo upadek był przyjemny.

- Nosz kurw.. Oo byłem ciekawy kiedy przyjedziesz - usłyszałem niski głos.

Powoli się podniosłem i spojrzałem na chłopaka. Od razu przywaliłem sobie w czoło. 

- Wybacz za ślepotę. Wiedziałem, że już jesteś, ale nie spodziewałem się takiego bliskiego spotkania - zaśmiałem się drapiąc nerwowo szyję. 

- Spoko, jeszcze żyje, weź podaj tą rękę - rzekł patrząc na mnie jak na przygłupa.

Szybko ją podałem i pomogłem mu się podnieść z ziemi. Gdy się podniósł i otrzepał kurz lepiej się mu przyjrzałem. Miał czarne, krótkie włosy. Intensywne zielone oczy przyciągały jego uwagę, jak i jego sylwetka, widać, że o siebie dba. Jednak jedna rzecz mnie grzecznie mówiąc.. Zdenerwowała..

- Gościu, ile ty masz wzrostu? A wybacz, jestem Lukas - powiedziałem spoglądając w górę. 

- Ja Matthew, coś z 187 centymetrów - odpowiedział lekko schylając głowę w dół.

- Przy tobie będę wyglądał jak dziecko, 170 centymetrów nie pozdrawia - rzekłem z grymasem na twarzy.

- A tam, szpilki się załatwi i będzie git - zaśmiał się głupkowato - Dobra chodź, to łóżko jest twoje, w szafie jest jeszcze dużo miejsca, bo dopiero przyjechałem, więc jakoś to podzielimy.

- W porządku, ale chyba najpierw się położę, jestem trochę zmęczony po podróży.

- Dobra, pogadamy potem - powiedział z uśmiechem.


*5 godzin później*

*17:40*

- E Luk! Weź wstawaj - usłyszałem głos współlokatora.

Powoli otworzyłem oczy i spojrzałem w stronę kuchenki. Matthew coś gotował na patelni, można było wyczuć dziwny zapach sera.

- Luk? - spytałem.

- Jak nie lubisz zdrobnień mogę mówić Lukas, jak wolisz. Do mnie mów Mat - powiedział wyjmując coś z piekarnika. 

- Dobra, nie ma problemu. Co tak właściwie robisz? Mamy stołówkę - rzekłem zdziwiony patrząc na jego poczynania.

- Nie słyszałeś? - spojrzał na mnie ze zdziwieniem - Po twoim ryjcu widzę, że nie. Dziś przyjechało niewielu studentów, więc kucharki jeszcze nie pojawiły się w pracy. Postanowiłem zrobić zapiekankę. Co z tego wyjdzie nie wiem. Wybacz jeśli jakieś monstrum.

- Nie no, miło byłoby coś w ogóle zjeść, więc szatańska zapiekanka będzie w porzo. Pójdę wziąć prysznic - odpowiedziałem.

*per Matthew*

Spojrzałem na Lukasa zmierzającego do łazienki. Wcześniej mu się przyjrzałem. Chłopak ma całkiem ładny ryjec. Niebieskie oczy jak lazuryt. Blond włosy i spoko sylwetkę. Ale w porównaniu do mnie to niziołek.

Gdy usłyszałem pikanie piekarnika wyłączyłem go. Pociągnąłem za drzwiczki i włożyłem rękę po brytfankę z dużą zapiekanką. 

- O fuck! - wydarłem ryj na cały pokój, gdy poczułem okropny gorąc na mojej dłoni. Zaraz po tym usłyszałem jak prysznic się wyłącza i ujrzałem Luka w samych spodniach biegnącego w moją stronę. 

- Co jest? Żyjesz? - zapytał z zaskoczeniem rozglądając się po mnie co wywołało mój krzyk. Wtedy jego oczy skierowały się na moją rękę. Chłopak lekko zaczął się śmiać.

- I czego rżysz durniu. Zaraz umrę! - wydarłem się w jego stronę z powagą.

- Kto tu jest durniem i kładzie rękę bez rękawicy na czymś, co było przed chwilą w 200 stopniach - powiedział, po czym pociągnął mnie w stronę zlewu - Co ty pierwszy raz w życiu coś pieczesz czy jak?

- Rzadko mi się zdarza, przeważnie zamawiam żarc.. Ooo.. O jak zajebiście - poczułem zimną ciecz na dłoni, po czym zacząłem się jarać przyjemnym uczuciem.

- Potrzymaj chwilę rękę pod zimną wodą. Ja wyjmę tą zapiekankę - powiedział odchodząc w stronę piekarnika. 

Przyglądałem się jak zakłada rękawiczki na dłonie i wyjmuje to szatańskie naczynie bez większych problemów. Następnie odłożył je na bok. Chyba wyczuł moje spojrzenie, ponieważ szybkim ruchem na mnie spojrzał.

- To nie jest zbyt trudne, czyż nie? - powiedział, a ja tylko z zażenowaniem pokiwałem głową na tak - Już jest w porządku?

- Taa, dzięki za uratowanie życia - odpowiedziałem z głupkowatym uśmiechem. 

- To co, jemy? - zaczął szukać talerzy po półkach. Otworzył jedną najwyżej ustawioną i spojrzał na talerze z grymasem. Zobaczyłem jak podskakuje, aby wyjąć naczynia.

- Ej! Bo prędzej je stłuczesz króliku - powiedziałem śmiejąc się z jego poczynań. 

- Na chuj je tam dałeś! - wydarł się z miną zabójcy. 

- Cicho bądź, bo ogłuchnę! Odsuń się to je zdejmę - popchnąłem chłopaka lekko w bok i wziąłem bez problemu dwa talerze. Następnie spojrzałem na niego i głupio się uśmiechnąłem.

- To tam nie może być, nie będę jak idiota brać sobie krzesła za każdym razem, żeby wziąć stamtąd głupią szklankę, bądź talerz - rzekł z obrażonym wyrazem twarzy.

- Krzesło? Tobie to przydałaby się drabina - odpowiedziałem i zacząłem się śmiać z jego miny.

- A weź się gościu odpierdol. Idź mi z tą łapą! - chciałem poczochrać jego włosy jak u dziecka, ale szybko odrzucił moją rękę w bok.

- Ałaa, to ta ręka co się oparzyłem, ahh! - zacząłem jęczeć, a na jego twarzy zobaczyłem szybką zmianę z obrazy na zmartwienie.

- Przepraszam! Nie chciałem! - powiedział szybko, ja zacząłem się śmiać jak idiota. Lukas spojrzał na mnie ze zdziwieniem.

- To już w ogóle mnie nie boli, nie martw się tak, dzieciaku - odpowiedziałem śmiejąc się. Chłopak szybko wyjął sobie kawałek zapiekanki na talerz i zwiał z twarzą mówiącą "Zajebie cię". 

Zacząłem się jeszcze bardziej śmiać, przez to musiałem oprzeć się o blat. W pewnym momencie poczułem uderzenie w twarz. To była poduszka. Spojrzałem w stronę, z której przyleciała. Stał tam Lukas śmiejący się z mojego zdziwienia na twarzy. 

- Dobra, już przestane, ale nie atakuj mnie - odpowiedziałem szczerząc się w jego stronę. 

- No mam nadzieję - powiedział z nagłym poker facem.


Współlokatorzy (Yaoi)Stories to obsess over. Discover now